Recenzje serialiWspółpraca

Za wszelką cenę (Opinia bezspoilerowa)

Za wszelką cenę” to kolejna adaptacja powieści Harlana Cobena, która trafiła na platformę Netflix. Muszę przyznać, że od czasu do czasu lubię obejrzeć dobry thriller lub serial akcji, a ekranizacje książek Cobena często okazują się bardzo solidnymi miniserialami. Zazwyczaj oferują wciągającą intrygę, sporo zwrotów akcji i tajemnice, które potrafią utrzymać widza w napięciu do samego końca. Jak wypadło tym razem? Zapraszam do recenzji.

David Burroughs odsiaduje karę dożywotniego więzienia za zabójstwo własnego syna. Choć wszyscy uznali sprawę za zamkniętą, mężczyzna nie przestaje utrzymywać, że jest niewinny. Wszystko zmienia się w chwili, gdy otrzymuje dowód sugerujący, że jego syn może wciąż żyć. Zdesperowany David decyduje się na ryzykowną ucieczkę z więzienia, by odkryć prawdę i odnaleźć dziecko. Rozpoczyna się pełna napięcia gra z czasem, w której na jaw wychodzą kolejne sekrety i nic nie jest takie, jakim wydawało się na pierwszy rzut oka.

fot. Netflix

Już po samym opisie można odnieść wrażenie, że fabuła będzie mocno naciągana. Zamordowane z wyjątkowym okrucieństwem dziecko nagle okazuje się być może żywe, a skazany ojciec ucieka z więzienia o zaostrzonym rygorze, by w desperackiej próbie odkryć prawdę i dowiedzieć się, kto stoi za zaginięciem syna oraz wrobieniem go w morderstwo. I rzeczywiście, to ten typ serialu, przy którym trzeba wysoko zawiesić niewiarę i po prostu dać się porwać opowiadanej historii. Jeśli zaakceptujemy ten punkt wyjścia, produkcja odwdzięcza się naprawdę wciągającą intrygą. Kolejne odcinki ogląda się z dużym zainteresowaniem, bo twórcy umiejętnie dawkują informacje i sprawiają, że przez większość czasu naprawdę chcemy odkryć, kto pociąga za sznurki w tej zaskakującej, momentami wręcz absurdalnej układance.

Fabularnie serial ma zarówno swoje mocne strony, jak i kilka wyraźnych słabości. Osobiście uważam, że główny motyw całej zbrodni okazał się nieco zbyt wydumany i przekombinowany. Liczyłam na prostsze, ale jednocześnie bardziej zaskakujące rozwiązanie. Szczerze mówiąc, byłabym większą fanką zakończenia, gdyby za wszystkim stał pierwszy podejrzany. Jego motywacje wydawały się naprawdę interesujące, a relacje z głównym bohaterem i jego rodziną były skomplikowane, pełne napięć i wzajemnych zależności. Twórcy postawili jednak na zupełnie inny kierunek i właśnie tutaj mam największy zarzut. Prawdziwy sprawca od początku wydaje się podejrzanym numer jeden, dlatego finał nie jest szczególnie zaskakujący. Owszem, jego motywacje mają w sobie pewien element niespodzianki, ale jednocześnie są na tyle przekombinowane, że momentami trudno potraktować je całkiem poważnie. Mimo tego trudno uznać to za wadę, która psuje odbiór całości. Fabuła pędzi do przodu w świetnym tempie, praktycznie nie daje widzowi chwili wytchnienia i sprawia, że kolejne odcinki ogląda się jeden po drugim. Nawet jeśli nie wszystkie rozwiązania fabularne trafiają w punkt, serial skutecznie utrzymuje uwagę i zwyczajnie wciąga.

fot. Netflix

Jednym z największych pozytywnych zaskoczeń okazał się dla mnie rozwój bohaterów. Jak na thriller nastawiony przede wszystkim na akcję i zagadkę, twórcy poświęcili postaciom naprawdę sporo uwagi. Nawet bohaterowie drugoplanowi mają własne motywacje, charakter i odpowiednio dużo czasu ekranowego. Dotyczy to zarówno rodziny i sojuszników głównego bohatera, jak i przedstawicieli organów ścigania. Nie są to postacie jednowymiarowe ani napisane według prostego podziału na dobrych i złych. Każdy nosi własny bagaż doświadczeń, popełnia błędy i musi mierzyć się z konsekwencjami swoich decyzji. Bohaterowie potrafią zaskakiwać. Ci, którzy wydają się nieskazitelni, nie zawsze okazują się godni zaufania, a osoby pełne wad potrafią wykazać się ogromną lojalnością. Dzięki temu relacje między nimi wypadają wiarygodnie i angażują emocjonalnie. Na wyróżnienie zasługują również agenci FBI, Max i Sarah. Nie są jedynie bezosobowymi funkcjonariuszami ścigającymi głównego bohatera. Scenarzyści poświęcili sporo czasu ich prywatnym historiom, dzięki czemu wątek skomplikowanej relacji ojca z córką ogląda się z dużym zainteresowaniem i stanowi on coś więcej niż tylko tło dla głównej intrygi.

Pod względem aktorskim również trudno mieć większe zastrzeżenia. Sam Worthington i Britt Lower dobrze odnajdują się w głównych rolach. Nie są to może kreacje wybitne, ale w pełni spełniają swoje zadanie. Nigdy nie uważałam Worthingtona za aktora wybitnego, jednak do tej roli pasuje i jest wiarygodny. Najbardziej wyróżnia się Jonathan Tucker jako Adam. Jego bohater to niezwykle złożona postać, człowiek gotowy zrobić absolutnie wszystko dla swojej rodziny. Mam zresztą dużą słabość do tego aktora i po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że jest zdecydowanie niedoceniany. Dobrze wypada również Milo Ventimiglia, któremu udaje się przekonująco pokazać dwie twarze swojej postaci. Z kolei najsłabszym ogniwem obsady jest dla mnie Madeleine Stowe. Aktorka sprawia wrażenie, jakby ponownie wcielała się w bardzo podobną bohaterkę do Victorii Grayson z serialu „Zemsta”. Gdy tylko pojawia się na ekranie, od razu ma się wrażenie, że nie należy jej ufać, przez co jej rola jest nieco zbyt przewidywalna. Ostatecznie aktorsko serial wypada naprawdę dobrze. To jednak nie tylko zasługa samej obsady, ale przede wszystkim scenariusza. Aktorzy dostali dobrze napisane postacie z własnymi motywacjami, konfliktami i emocjami, dzięki czemu mieli co grać. A to w thrillerach wcale nie jest takie oczywiste. Bohaterowie są zdecydowanie jedną z najmocniejszych stron tej produkcji.

fot. Netflix

Jeśli chodzi o wady, to poza wspomnianym już motywem stojącym za całą intrygą oraz jednym z wątków związanych z rodzicielstwem, którego nie chcę szerzej opisywać, żeby nie zdradzić zbyt wiele, tak naprawdę mało co przeszkadzało mi w odbiorze tego serialu. Owszem, uważam, że ten element scenariusza został zbyt mocno przekombinowany i momentami ocierał się o absurd, ale nie wpłynęło to znacząco na moją ocenę całości.

Podsumowując, „Za wszelką cenę” to kolejna udana ekranizacja powieści Harlana Cobena. Nie jest co prawda pozbawiona wad, a niektóre rozwiązania fabularne mogłyby być bardziej przekonujące i mniej wydumane. Mimo to serial nadrabia świetnym tempem, dobrze napisanymi bohaterami oraz intrygą, która skutecznie zachęca do obejrzenia kolejnego odcinka. To jeden z tych thrillerów, które potrafią wciągnąć na tyle, że trudno oderwać się od ekranu. Jeśli lubicie twórczość Cobena i nie przeszkadzają Wam historie wymagające odrobiny zawieszenia niewiary, zdecydowanie warto dać tej produkcji szansę.

Dziękujemy Netflix za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.