Recenzje serialiWspółpraca

WWE: To wprost niewiarygodne: Sezon 2 (Opinia)

Pierwszy sezon „WWE: To wprost niewiarygodne” był dla mnie strzałem w dziesiątkę. Jako fan śledzący branżę od lat, dostałem fantastyczny wgląd za kulisy. Dlatego na kontynuację, która miała skupić się m.in. na cashowaniu walizki przez kontuzjowanego Setha Rollinsa, czekałem jak na szpilkach. I wiecie co? Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że sezon drugi dostarcza jeszcze więcej emocji.

Od strony realizacyjnej to wciąż absolutna ekstraklasa. Kamera dosłownie podąża za wrestlerami jak cień, świetnie wyłapując te w pełni niereżyserowane momenty. Nawet zakulisowe debaty, które na papierze mogłyby wydawać się nudne, dzięki świetnemu montażowi i wstawkom graficznym ogląda się jak rasowy thriller akcji. Udźwiękowienie nie zawodzi, kamera z różnych stron oferuje nietypowe ujęcia, jakość materiałów zawsze stoi na najwyższym poziomie, czego chcieć więcej?

fot. Netflix

Jednak to merytoryka jest tu prawdziwym mięsem. Paul Heyman zażartował, że ten dokument to „zło dla wrestlingu”, bo odziera zwroty akcji z magii. Coś w tym jest! Fascynujące jest patrzenie, gdzie kończy się precyzyjny plan, a zaczyna czysta spontaniczność. Kapitalnie wypadło omówienie heel turnu Johna Ceny, bo dostajemy czarno na białym proces decyzyjny i reakcje z szatni. Ale prawdziwe wypieki na twarzy miałem przy wątku Setha Rollinsa. To, jak skrzętnie ukrywano jego powrót przed fanami, rosterem i własnymi rodzinami, to po prostu majstersztyk, który z satysfakcją ogląda się od kulis! Ale… twórcy nie uciekają od wpadek w ringu. Zobaczenie na żywo, jak zaplecze poci się, próbując naprawić botche zawodników w trakcie walki, to czyste złoto dla każdego fana, no i co sami zawodnicy sądzą na ten temat – wisienką na tarcie było pokazanie reakcji Valkiri i Becky przed ich walką i po, to z jakim nastawieniem podchodziły i jakie emocje im towarzyszyły po, podobnie jak całej świcie stojącej za realizacją walki (nie była to walka usłana różami).

Wielki plus za to, że to nie jest tylko słodka laurka dla WWE. Padają tu ostre, niewygodne słowa. Choćby niesprawiedliwy rzut w stronę Chelsea Green, że „nigdy nie będzie mistrzynią” (co odbiło się echem w całym środowisku). Takie momenty dodają autentyczności, która jest wręcz zbawienna, bo powiedzmy sobie szczerze, że serialowi nadal zdarzają się momenty do bólu wyreżyserowane, gdzie wrestlerzy na wieści zmieniające ich karierę reagują z emocjami drewna np. oschłe reagowanie na przełomowe wieści w ich karierze (lub na informacje, za które reporterze płaciliby gruby hajs).

fot. Netflix

Zastrzeżenia łagodzi jednak fantastyczne, bardzo ludzkie podejście do życia prywatnego zawodników. Wpuszczenie nas do domów Naomi czy Chelsea Green i pokazanie ich relacji z partnerami zdejmuje z nich ringowe maski. To już nie są tylko odgrywający role tytani, ale zwykli ludzie, którzy codziennie mierzą się z ogromną presją swojej pracy. I wrestlerzy są bardziej ludzcy, bliscy nam (zwykłym fanom), jak i można poczuć z czym się mierzą w pracy, jak wpływa to na ich dom.

Dziękujemy Netflix za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.