Recenzje serialiWspółpraca

Ołowiane dzieci (Opinia bezspoilerowa)

Ołów zabija po cichu. I dokładnie z takim uczuciem zostałam po seansie „Ołowianych dzieci”, nowej polskiej produkcji Netflixa w reżyserii Macieja Pieprzycy. To serial trudny, momentami naprawdę ciężki w odbiorze i nie ukrywam oglądało mi się go miejscami bardzo trudno. Jednocześnie to jedna z tych historii, które uważam za absolutnie potrzebne. Opowieść tak skomplikowana, jak sytuacja polityczna tamtych lat, i bohaterka, o której nie potrafię myśleć inaczej niż z ogromnym szacunkiem. Bo dr Jolanta Wadowska-Król to nie tylko postać historyczna, to symbol odwagi i lekarki z prawdziwego powołania.

fot. Netflix

Choć sprawa miała nigdy nie ujrzeć światła dziennego, pediatra z Szopienic zaryzykowała wszystko z poczucia misji ratowania życia dzieci. Serial opowiada historię młodej lekarki, która zauważa, że dzieci mieszkające w okolicach Huty Szopienice masowo zapadają na ołowicę, chorobę wywołaną zatruciem metalami ciężkimi. Dla mnie najbardziej uderzające było to, jak szybko jej medyczne odkrycie zamienia się w walkę z systemem, który zamiast pomagać, próbuje uciszyć problem. Produkcja przenosi widza do industrialnego, dusznego klimatu Górnego Śląska lat 70., który momentami naprawdę przytłacza i mam przeczucie, że właśnie o to tu chodziło.

Od strony realizacyjnej serial robi na mnie ogromne wrażenie. Zdjęcia Witolda Płóciennika są po prostu fascynujące, surowe i chłodne, ale jednocześnie pełne szczegółów, które przyciągają wzrok. Nie wygląda to jak „brudna fabryka pełna kurzu i pyłu” w nudny sposób, przeciwnie, kominy, hale i dymy zyskują własną, prawie fotograficzną urodę. Nawet przemysłowy krajobraz staje się intrygujący, momentami wręcz piękny, mimo ciężaru historii. Kostiumy i scenografia perfekcyjnie oddają realia epoki i od pierwszych scen budują klimat tamtych lat.

fot. Netflix

Bardzo doceniam też sposób budowania napięcia. Serial momentami zaczyna się niemal jak intryga kryminalna: jest śledztwo, narastający niepokój i ciągłe poczucie, że ktoś nie chce, by prawda ujrzała światło dzienne. Muzyka świetnie to podbija – z jednej strony znane hity tamtych lat, z drugiej delikatna, niemal niepokojąca atmosfera w scenach, gdy główna bohaterka „drąży temat”. Szczególnie mocno działały na mnie momenty z Radiem Wolna Europa w tle, drobny detal ale niesamowicie buduje klimat.

Wątek polityczny jest tu ważnym i, moim zdaniem, bardzo dobrze poprowadzonym uzupełnieniem historii. Zbigniew Zamachowski wypada przekonująco, a jego postać świetnie wpisuje się w realia tamtego systemu. Choć jest świadomie mniej złożona, momentami prostsza w emocjach i działaniach niż inni bohaterowie, to właśnie ta klarowność sprawia, że dobrze kontrastuje z bardziej skomplikowanymi postaciami i w naturalny sposób pokazuje ograniczenia systemu, w którym funkcjonuje. Całość ogląda się chwilami wręcz surrealistycznie, trudno uwierzyć, że taka sytuacja wydarzyła się naprawdę. Nie raz łapałam się na myśli: „jak to w ogóle było możliwe?”. Serial mocno pokazuje, jak system potrafił walczyć z własnymi obywatelami i jak bardzo ignorowano realne zagrożenie dla ludzi, co tylko potęguje poczucie bezsilności i napięcie oglądania.

Ogromnym sercem tej historii jest jednak główna bohaterka. Joanna Kulig tworzy postać silną i zdeterminowaną, ale jednocześnie ciepłą, zwyczajnie ludzką i bardzo bliską. To nie pomnikowa bohaterka, tylko kobieta będąca kochającą żoną, matką i córką, a przy tym lekarką z powołania. Wątki rodzinne były dla mnie ważnym oddechem w tej ciężkiej historii, dawały chwilę wytchnienia i pozwalały lepiej zrozumieć, skąd bierze się jej siła do dalszej walki. Świetnie wypada też drugi plan, zwłaszcza Agata Kulesza i Michał Żurawski, którzy dodają całości wiarygodności. Oboje kreują postaci ciekawe i pełne niuansów, starające się żyć i lawirować w skomplikowanym ustroju, wiedzące, jak poruszać się w świecie pełnym ograniczeń i zasad, ale jednocześnie zachowujące własną tożsamość. To postacie, które nie zawsze kończą historię jako „zwycięzcy”, co tylko dodaje autentyczności i sprawia, że cała opowieść staje się jeszcze bardziej ludzka i wielowymiarowa.

fot. Netflix

Nie jest to jednak serial idealny. Momentami naprawdę czułam lekką dłużyznę i mam wrażenie, że skrócenie całości o jeden–dwa odcinki wyszłoby tej historii na dobre. Są też fragmenty, które ogląda się z irytacją i bezsilnością ale z drugiej strony mam poczucie, że to emocje absolutnie wpisane w tę opowieść. Ja bardzo mocno odczuwałam walkę głównej bohaterki, nie tylko z systemem i bezpieką, ale też z ludzką obojętnością i ignorancją.

Ołowiane dzieci” to serial, który oglądało mi się momentami naprawdę ciężko, ale który uważam za niezwykle ważny. To nie jest seans na lekki wieczór, tylko poruszająca opowieść o odwadze, odpowiedzialności i cenie, jaką płaci jednostka za walkę o prawdę. Znakomite zdjęcia, dopracowane kostiumy i scenografia oraz bardzo mocne aktorstwo sprawiają, że ta historia zostaje w głowie na długo i naprawdę na długo zapada w pamięć.

Dziękujemy Netflix za przedpremierowy dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.