Death Parade (Opinia bezspoilerowa)
Końcem marca wystartowała w Polsce platforma ADN umożliwiająca użytkownikom legalne oglądanie anime. Choć baza się rozkręca i z niecierpliwością czekam na kolejne tytuły, mam dziś dla Was coś co zdecydowanie polecam! Podejdzie moim zdaniem fanom m.in. „Squid Game” czy „Alice in Borderland”, bo w „Death Parade” na szali jest ludzkie życie.
Akcja rozgrywa się w tajemniczym barze Quindecim do którego trafiają zdezorientowani ludzie. Jedynymi osobami, które mogłyby udzielić im odpowiedzi jest barman i jego towarzyszka. Ostatecznie każda para bohaterów jakich poznajemy na przestrzeni anime zostaje zmuszona do udziału w jakiejś grze. Może to być coś pozornie banalnego jak rzutki czy bilard, ale bardzo szybko okazuje się, że te gry mają zupełnie inny ciężar. To nie jest rozrywka a sposób na wydobycie z ludzi ich prawdziwych emocji, wspomnień i często tej skrywanej, mrocznej natury. Uwielbiam seriale, w których uwagę skupiamy na nie tylko akcji co na aspekcie psychologicznym. To anime w dużej mierze kręci się wokół pytania, czy da się sprawiedliwie ocenić człowieka. Każda historia pokazuje, że nic nie jest czarno-białe. Ludzie podejmują decyzje pod wpływem emocji, strachu, presji i bardzo łatwo jest ich ocenić, kiedy zna się tylko fragment ich życia. „Death Parade” świetnie pokazuje, jak może (choć nie musi) zmienić się perspektywa, kiedy poznajemy kontekst.

Jedną z głównych postaci jest Decim, barman, który pełni jednocześnie rolę sędziego. Na początku wydaje się niemal całkowicie pozbawiony emocji. Spokojny, zdystansowany, jakby wszystko było dla niego tylko procedurą. I właśnie to zderzenie jego chłodu z dramatami ludzi, którzy trafiają do baru, jest jednym z najmocniejszych elementów serii. Towarzyszy mu też kobieta, która patrzy na wszystko bardziej „po ludzku”, reaguje emocjonalnie i często zadaje pytania, które i nam w czasie seansu mogą chodzić po głowie. Ich relacja rozwija się powoli i jest ważnym elementem całej historii, bo oprócz rozgrywek w barze, odkrywamy stopniowo większą tajemnicę, która poruszyła mnie najbardziej. Zaletą serii jest też moim zdaniem różnorodność jeśli chodzi o gry dzięki czemu powtarzalność samego procesu nie jest irytująca. Z odcinka na odcinek coraz bardziej interesowało mnie co jeszcze zobaczę na ekranie i jakie emocje to we mnie wywoła. Nie obyło się bez płaczu (zwłaszcza na koniec), ale taki urok tej serii. Ma poruszyć i dać do myślenia. W pamięci zostanie mi na pewno Twister, bo choć sama rozgrywka była utrzymana w zabawnym tonie, nagła zmiana nastroju i wyjawienie tajemnicy okazały się szokujące. Poza tym ten odcinek ujawnia nam inną postać i jakbym miała wybrać, Ginti jest moim ulubionym sędzią. No i ostatnia ocena, dla Decima najtrudniejsza, ze mną pozostanie na długo. Poza tym pod względem wykonania widać, że stoi za tym studio Madhouse. Wszystko jest dopracowane, choć nie w taki „krzykliwy” sposób. Największe wrażenie robi klimat: światło, kolory, to jak wygląda sam bar. Jest elegancki, ale jednocześnie trochę niepokojący, jakby coś było nie tak. Animacja nie skupia się na dynamice, tylko na detalach – spojrzeniach, drobnych ruchach, wyczuwalnym napięciu między postaciami. Muzyka też robi robotę, głównie przez kontrast. Opening „Flyers” od BRADIO jest zaskakująco energiczny i wręcz radosny, co totalnie nie pasuje do tego, co dzieje się w odcinkach. Gdybym miała nagrodzić najbardziej wpadający w ucho i jednocześnie wprowadzający w błąd byłby to ten. Poza tym jest tu pewien smaczek skierowany do fanów „Death Note” – aż szkoda, że nie poświęcono odcinka tej rozgrywce!

Gdybym miała wspomnieć wady to może być to dla niektórych serialomaniaków struktura odcinków – nowi bohaterowie, nowa rozgrywka, punkt kulminacyjny i lecimy dalej. Ale! „Death Parade” to nie anime nastawione typowo na akcję. Ma być refleksyjnie, poruszająco i czasami szokująco. Co więcej warto napomknąć skrótowość niektórych historii. Każdy odcinek próbuje opowiedzieć pełny dramat dwóch osób – często bardzo złożony – w ograniczonym czasie. Efekt bywa taki, że niektóre relacje albo motywacje są tylko zarysowane. Czy czasami gra na emocjach widza? Owszem. Pytanie na ile jesteśmy podatni na taki zabieg. Do tego dochodzi tempo. Anime świadomie daje przestrzeń na ciszę, spojrzenia, napięcie, co buduje klimat, ale jednocześnie sprawia, że niektóre fragmenty mogą wydawać się rozwleczone. Zwłaszcza jeśli dany odcinek nie trafia emocjonalnie, to jego wolniejsze tempo tylko potęguje wrażenie dłużyzny. Postacie drugoplanowe a szczególnie inni arbitrzy też nie zawsze są w pełni wykorzystane. Mają ciekawe założenia i potencjał, ale często pojawiają się tylko na chwilę albo pełnią bardziej funkcję symboliczną niż realnie rozwiniętych bohaterów. Przez to świat przedstawiony wydaje się mniejszy, niż mógłby być i nad tym ubolewałam, bo chętnie zobaczyłabym więcej tego co się dzieje za kulisami, poprzyglądała się innym perspektywom. Jak dla mnie mogłoby być dłuższe!
Podsumowując, „Death Parade” to anime, które nie próbuje przypodobać się każdemu i bardzo dobrze. To historia nastawiona w dużej mierze na emocje i refleksję niż na akcję, dzięki czemu wyróżnia się na tle wielu innych tytułów. Największą siłą serii jest jej zdolność do zostawania w głowie widza na długo po seansie, nie przez spektakularne wydarzenia, ale przez pytania, które po sobie zostawia. To zdecydowanie dobra propozycja dla osób, które lubią psychologiczne historie, analizowanie ludzkich zachowań i moralne dylematy. Spodoba się też widzom, którzy lubią antologie czy procedurale, bo oprócz rozgrywki odcinka stopniowo odkrywamy coś większego. Jeśli zastanawiacie się co obejrzeć najpierw na ADN – zdecydowanie to!
Dziękujemy ADN za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i treść.

