Recenzje serialiWspółpraca

Talamasca: Sekretny zakon (Opinia bezspoilerowa)

AMC coraz śmielej rozwija swoje serialowe uniwersum oparte na świecie wykreowanym przez Anne Rice. Talamasca czyli tajne stowarzyszenie, którego działania i członkowie przewijają się przez „Kroniki wampirów” oraz „Żywoty czarownic z Mayfair”, wreszcie doczekała się własnej historii. Sprawdźmy więc, jak wypada trzeci serial osadzony w tym pełnym niezwykłych istot i mrocznych sekretów świecie.

Talamasca: Sekretny zakon” śledzi losy Guya Anatole’a, młodego prawnika, który zostaje zwerbowany do Talamasci, sekretnego zakonu monitorującego i kontrolującego świat nadnaturalnych istot, takich jak wampiry czy czarownice. Jego pierwsza misja prowadzi go do Londynu, gdzie ma powstrzymać knowania zdrajcy działającego wewnątrz zakonu. Wciągnięty w sieć spisków i mrocznych sekretów, Guy odkrywa, że Talamasca skrywa więcej niebezpieczeństw, niż ktokolwiek z zewnątrz mógłby podejrzewać. Stanowi nowy rozdział w już całkiem rozbudowanym serialowym uniwersum Anne Rice a jednocześnie produkcja, która ma pewien komfort: nie bazuje bezpośrednio na jednej konkretnej książce, więc twórcy dostali sporo swobody w wymyślaniu fabuły i kreowaniu nowych bohaterów. I to czuć. Sam punkt wyjścia jest dość prosty i znany: mamy młodego mężczyznę, który zostaje wciągnięty do tajnej organizacji, niemal od razu wysłany na pierwszą poważną misję i wplątany w świat oraz konflikty, które go przerastają. To klasyczny zabieg inicjacyjny, nie zaskakuje, ale działa. Trudno pochwalić scenariusz za wyjątkową oryginalność, bo fajerwerków tu nie ma, jednak wszystko jest napisane solidnie, a my razem z bohaterem krok po kroku odkrywamy sekrety zakonu.

fot. AMC

Scenariusz pierwszego sezonu opiera się dość mocno na znanej formule: główny bohater miota się między stronami, a my razem z nim próbujemy ogarnąć, kto gra fair a kto ma w zanadrzu kolejny sekret. Jak to bywa w tajnych stowarzyszeniach, mamy zdrady, szpiegów, morderstwa i atmosferę ciągłej niepewności. Nikomu nie można ufać, nawet tym, którzy powinni stać po tej samej stronie barykady. Na dokładkę dostajemy jeszcze ekscentryczne wampiry, enigmatyczne czarownice i cały wachlarz nadnaturalnych gości, którzy potrafią jednym spojrzeniem zmienić zasady gry. Talamasca zawsze była tą, która obserwuje z ukrycia… ale co się dzieje, kiedy sama staje się celem obserwacji i inwigilacji? Ten motyw dodaje historii fajnego napięcia i sprawia, że świat Anne Rice nabiera tu nowych, ciekawych odcieni.

Jeśli chodzi o klimat, jest naprawdę przyjemnie. Dużą robotę robi sam Londyn i jego okolice: mroczne uliczki, stare kamienice, wilgotne zaułki i monumentalne budowle tworzą idealne tło dla historii o tajnych stowarzyszeniach i nadnaturalnych istotach. Do tego dochodzą ciekawie skomponowane ujęcia i klimatyczne oświetlenie, które potrafi podkręcić nastrój scen. Na ogromny plus, kolejny raz w tym uniwersum, zwracam uwagę na świetny dobór lokacji. Stara architektura jest tu wykorzystana w pełni, a ja, jako osoba kochająca takie klimaty, mogłam znowu nacieszyć oko pięknymi, historycznymi budowlami, robią klimat!

fot. AMC

Aktorsko produkcja wypada naprawdę solidnie. Nicholas Denton jako Guy Anatole radzi sobie bardzo dobrze, jest przekonujący, naturalny i wiarygodny w swojej roli, choć nie powiedziałabym, że to występ, który na długo zapada w pamięć. To poprawna, rzetelnie przedstawiona kreacja, która spełnia swoje zadanie. Dla mnie jednak prawdziwy prym wiodą Elizabeth McGovern jako tajemnicza Helen oraz William Fichtner w roli niebezpiecznego wampira Jaspera. Widać po nich lata doświadczenia. Oboje tworzą postacie pełne sprzeczności, niedopowiedzeń i mroku. Są charyzmatyczni, magnetyczni i mają tę ekranową siłę, która sprawia, że natychmiast skupiają na sobie uwagę. Bez dwóch zdań kradną większość scen, w których się pojawiają.

Podsumowując: pierwsze sześć odcinków tworzy całkiem zgrabną historię, choć wyraźnie czuć, że to jedynie wstęp do czegoś większego. Nie powiedziałabym jednak, że serial zachwyca fabularnie czy tempem akcji. Jest poprawnie, momentami nawet ciekawie, ale bez większych emocji. Doświadczeni aktorzy wypadają dobrze, choć to raczej zasługa ich własnych umiejętności niż sposobu, w jaki napisano ich postacie. Jak na razie „Talamasca” prezentuje się najsłabiej z całej trójki seriali tego uniwersum, a między nią a „Wywiadem z wampirem” widoczna jest naprawdę spora przepaść jakościowa. Mimo to wciąż jestem ciekawa potencjalnego drugiego sezonu, bo w tym świecie drzemie sporo możliwości, a serial ma jeszcze szansę rozwinąć się w coś znacznie ciekawszego.

Dziękujemy Canal+ za dostęp do serialu. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.