Recenzje serialiWspółpraca

Kobieta w ścianie (Opinia bezspoilerowa)

Historyczne domy samotnej matki w Irlandii, funkcjonujące aż do lat 60. i 70. XX wieku, były miejscami przymusowej izolacji niezamężnych kobiet. Często odbierano im dzieci, a w niektórych ośrodkach jak ten w Tuam dochodziło do masowej śmiertelności niemowląt na skutek zaniedbań i systemowej przemocy. Dziś trwają ekshumacje setek ciał dzieci z terenów dawnych placówek, a irlandzki rząd oficjalnie przeprosił za te praktyki. To właśnie z tej mrocznej karty historii wyrasta serial „Kobieta w ścianie” (org. „The Woman in the Wall„).

Po serial sięgnęłam głównie za sprawą Ruth Wilson, której jestem ogromną fanką. Liczyłam na sprawnie zrealizowany, klimatyczny kryminał a dostałam mroczny thriller psychologiczny, osadzony w chłodnej, dusznej Irlandii i inspirowany prawdziwymi wydarzeniami związanymi z pralniami Magdalenek. Serial opowiada historię Lorny Brady, kobiety cierpiącej na poważne zaburzenia snu, która pewnego dnia odkrywa w swoim domu zwłoki i nie wie, czy sama nie jest odpowiedzialna za zbrodnię. Równolegle śledzimy dochodzenie prowadzone przez detektywa badającego sprawę zabójstwa księdza, którego tropy prowadzą wprost do Lorny.

Fot. BBC

Produkcja zaczyna się dość klasycznie jak na serial kryminalny: mamy tajemnicze morderstwo, policjanta z Dublina trafiającego do małego miasteczka oraz bohaterkę walczącą z własnymi demonami. Szybko jednak okazuje się, że pytania są znacznie poważniejsze: czy Lorna ma związek ze śmiercią księdza? Czy w jej ścianie naprawdę zamurowano zaginioną kobietę? I co tak naprawdę stało się z tysiącami dzieci odebranych siłą swoim matkom w instytucjach prowadzonych przez Kościół? Bardzo szybko widz przekonuje się, że śmierć księdza jest jedynie punktem wyjścia do znacznie trudniejszej historii, czyli opowieści o latach traumy, systemowej przemocy i kobietach naznaczonych tym doświadczeniem na całe życie. Wszystko to poznajemy przez postać Lorny, która sama nigdy nie doszła do siebie po pobycie w jednej z takich placówek i utracie córki. Ruth Wilson jest tu, jak zwykle znakomita: surowa, niepokojąca, emocjonalnie obnażona.

fot. BBC

Rozumiem zarzuty, że serial może być momentami męczący, niemal cały czas spędzamy z Lorną, bohaterką trudną, nieprzyjemną, momentami irytującą. Ale właśnie to nadaje historii odpowiedni ciężar i dramatyzm. Jej przeciwieństwem jest twardo stąpający po ziemi detektyw Colman Akande, który wnosi do narracji nieco spokoju i struktury, choć nie łagodzi ogólnego napięcia. Klimat serialu jest gęsty, ciężki i duszny, pełen sekretów, przemilczeń i dosłownie oraz metaforycznie zakopanych historii. Zimne wnętrza, mroczne przestrzenie i poczucie ciągłego niepokoju doskonale współgrają z tematyką, jakby sama forma serialu nie pozwalała widzowi odetchnąć.

Podsumowując: jeśli liczycie na klasyczny kryminał, to nie do końca ten adres. To przede wszystkim ciężki dramat i thriller psychologiczny, w którym śledztwo w sprawie morderstwa szybko przeradza się w opowieść o kłamstwach, traumach i systemowej przemocy. Bardzo klimatyczna, poruszająca produkcja z dobrym scenariuszem, świetnym aktorstwem i wyrazistą atmosferą, zdecydowanie warta uwagi.

Dziękujemy SkyShowtime za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.