WspółpracaWywiady serialowe z aktorami

Wywiad z Magdaleną Cielecką (Premiera „Zmory”)

Za nami dzień prasowy serialu „Zmora”, który od dziś możecie oglądać na HBO MAX! Poniżej nasza rozmowa z Magdaleną Cielecką grającą główną bohaterkę Kamę!

Transkrypcja wywiadu

Sebastian Smyk:

Pani Magdo, jakie znaczenie ma dla Pani tytułowy motyw zmora? Co przez to Pani osobiście rozumie?

Magdalena Cielecka:

No, osobiście to trochę nie ma znaczenia, jak ja to rozumiem. W przypadku tego serialu to są te zmory, które nas gdzieś dręczą, które są czymś, czego nie mamy załatwionego, coś, co może zaniedbaliśmy, albo nie widzieliśmy, albo nie chcieliśmy tego zobaczyć. Coś wypartego, coś, co budzi nas w nocy jako jakieś przeczucie albo niepokój, lub też tajemnica – coś, o czym nie wiedzieliśmy. I te zmory, nagle gdy nas tak atakują i wychodzą na jaw, to albo zepchniemy je jeszcze niżej, żeby tam siedziały, albo się z nimi zmierzymy. I w wypadku mojej bohaterki, na szczęście, Kama postanawia się z nimi zmierzyć. Nie jest to łatwe oczywiście, ale daje to początek jej nowemu, tak naprawdę, życiu na wielu poziomach.

Sebastian Smyk:

Czy w przypadku Kamy możemy powiedzieć, że przez tyle lat to bardziej były wyparte te zmory, czy zapomniane? Czy może jeszcze inne podejście do tego było związane?

Magdalena Cielecka:

I jedno, i drugie. To znaczy, z jednej strony, w momencie kiedy Kama dowiaduje się pewnych faktów o swojej przeszłości, o swojej rodzinie, o których nie miała pojęcia – co nie jest jej winą – to jest ta zmora, która po prostu ją dopadła. Zaczynają jej się pewne rzeczy przypominać i ona sama zaczyna zastanawiać się szczerze, czy przypadkiem czegoś nie przeoczyła, czy czegoś nie zaniedbała, czy rzeczy, które zrobiła w dzieciństwie, lub czego nie zrobiła w dzieciństwie, nie były też jej winą – nie miała w tym swojego udziału jako dziecko, jako nastolatka. Może nieświadomie, może nie do końca zdając sobie z tego sprawę, ale jednak ważne jest to, że to wyszło na jaw, że ona wyciągnęła to z tych czeluści historii i pamięci na jaw, na światło dzienne. Rozgrzebała, można powiedzieć, rozdarła tę ranę, ale ją uleczyła.

Sebastian Smyk:

Bardzo często mówimy, że zmory, że nasza przeszłość nas definiuje i pomaga nam jakąś wersję siebie stworzyć. Czy w przypadku Kamy też możemy to powiedzieć, jeżeli te zmory właściwie były gdzieś tam oddalone od niej przez tyle lat?

Magdalena Cielecka:

Ja uważam, że dzieciństwo kształtuje nas bardzo istotnie i bardzo silnie. Ten background, który dostajemy, i to, w czym i jak wzrastamy, co obserwujemy, jakie doświadczenia nas – te pierwsze, formatujące, w dzieciństwie – spotykają, ma ogromny wpływ na nasze późniejsze życie. Bardzo silnie je determinuje. W wypadku Kamy bardzo wyraziście została naznaczona i zdefiniowana przez śmierć matki. Potem okazuje się, że nie do końca… nie chcę za wiele zdradzać, ale ten potencjał, ten plecak, z którym wychodzimy z dzieciństwa, nosimy przez całe życie. Dokładamy do niego z każdym rokiem i z wszystkimi latami swoje kolejne doświadczenia. Ale to dzieciństwo w nas jest. W przypadku Kamy jeszcze dodatkowo okazuje się, że to dzieciństwo, które ona myślała, że przeżyła i w którym wzrastała, okazuje się, że nie do końca tak wyglądało, że zostaje zaprzeczone, więc ona właśnie nie wie, co ma z tym zrobić. No, nie napisze na nowo swoich wspomnień. Musi je zredefiniować. Musi właściwie na nowo zacząć myśleć o swoich pierwszych latach, o swojej rodzinie, o swoim ojcu. Ale właściwie jak należy to zrobić? Wyrzucić albumy ze zdjęciami do kosza, bo one są nieprawdziwe, bo okazuje się, że były fikcją i że wszystko to, co pamięta, co jej opowiadano, trochę inaczej wyglądało. Jak z tym żyć? Jak żyć bez wspomnień i bez tego pierwszego, dziecięcego wspomnienia.

Sebastian Smyk:

W serialu mamy okazję bardzo wnikliwie spojrzeć na przeszłość Kamy za sprawą podzielenia jakby miejsca akcji i czasu akcji. I czy Pani, przygotowując się do roli, będąc na planie, zerka Pani trochę na to, jak ta przeszłość wygląda? Coś tam może to podpowiada, może utrudnia jakoś?

Magdalena Cielecka:

Jako że my się oczywiście w tych planach czasowych nie spotkaliśmy na planie, więc ja moich młodszych kolegów – moje młodsze ja – nie spotkałam na planie w pracy. Oczywiście się poznaliśmy i widywaliśmy, ale nie w pracy. Natomiast podglądałam – Łukasz mi pokazywał, jak już mieli nakręcone jakieś sceny, to pokazywał mi, żebym też zobaczyła, w jaki sposób to się opowiada. Muszę powiedzieć, że zobaczyłam swoje wspomnienia z dzieciństwa, bo to są moje czasy. Ja w latach 80. miałam naście lat i właśnie jeździłam z rodzicami na takie wakacje. Bawiłam się w taki sposób w lesie i nad rzekami czy nad jeziorami, i cała ta stylizacja, to jak wygląda nawet w obrazku – ja pamiętam tę stylistykę. Te zdjęcia też są takie trochę jakby orwo i ładnie to jest wystylizowane. Więc ja nawet miałam takie poczucie, że zobaczyłam trochę swoje zdjęcia z dzieciństwa. Mam takie rodzinne zdjęcia czy jakieś slajdy z tamtego okresu, więc poczułam duży autentyzm, poczułam jakąś prawdę w tych retrospekcjach, i w związku z tym mogłam przełożyć to na swoją pracę i wyobrazić sobie, jak Kama, moja bohaterka, buduje ten świat wspomnień dzisiaj, we współczesności.

Sebastian Smyk:

Czy taki akcent osobisty w serialu coś zmienia wtedy, jeżeli chodzi o swoją pracę, postrzeganie tego w ogóle? Jest jakimś takim dodatkiem przyjemnym?

Magdalena Cielecka:

Bo zawsze dobrze się – jako aktorzy oczywiście zawsze bierzemy z siebie gdzieś tam i posługujemy się swoimi doświadczeniami, wyobraźnią, jakimś researchem na pewno, i pewną umową, którą zawieramy po prostu z widzem. Natomiast to, jeżeli ma szansę być zbudowane i podparte własnym doświadczeniem, swoim wspomnieniem na przykład, albo jakimiś historiami, które się mogą tutaj przydać, to jak najbardziej to zawsze ubogaca.

Sebastian Smyk:

Co w ogóle skłoniło Panią do udziału w tym projekcie?

Magdalena Cielecka:

Po prostu podobał mi się scenariusz, podobała mi się ta bohaterka. Przeczytałam scenariusz i uznałam, że jest coś fajnego, ciekawego i ważnego do powiedzenia właśnie o prawdzie przede wszystkim, o tym, jak często tę prawdę próbujemy jakoś zawirować, trochę nią pokręcić. Jak w dzisiejszych czasach ta prawda nie jest taka łatwa i oczywista, że żyjemy w rzeczywistości trochę preparowania tej prawdy, nakładania różnego typu filtrów. Chcemy stwarzać wrażenie, że wszystko jest w porządku, i że nasze życie i świat jest pasmem nieustających sukcesów. Jesteśmy szczęśliwi, młodzi, bogaci i jest nam dobrze w życiu. Prawda zazwyczaj jest gdzie indziej i o tym też ten serial jest, ale jest też dla mnie o tym, co jest prywatne, i tym, co jest publiczne. Kama, podobnie jak ja, jest osobą publiczną. My spotykamy ją w momencie, kiedy jest gwiazdą dziennikarstwa, jest osobą rozpoznawalną, jest taką dziennikarką, celebrytką, mającą własny program, i zostaje skancelowana, właściwie zdegradowana, pozbawiona programu i tej właśnie pozycji publicznej i społecznej. I widzimy nagle inną Kamę. Znaczy widzimy tę Kamę prywatną, tę Kamę kruchą, tę pogubioną, tę, która nie rozumie, co się właściwie wydarzyło w jej życiu i dlaczego ktoś całe to jej życie podważył – to jej życie prywatne. I to mi się wydało bardzo ciekawe, że ja też, jako aktorka, mogłam coś od siebie powiedzieć na temat tego, jaki jest nasz wizerunek na zewnątrz, publiczny, a jaki jest nasz prawdziwy obraz w życiu prywatnym, intymnym.

Sebastian Smyk:

Ostatnie moje pytanie. Czy Pani osobiście ma jakąś zmorę?

Magdalena Cielecka:

Każdy jakąś ma, ale chyba każdy ją zachowuje dla siebie.

Sebastian Smyk:

A można powiedzieć, że jest to przerobiona już zmora, czy tam gdzieś jeszcze podgryza trochę?

Magdalena Cielecka:

Myślę, że tak, uważam, że żyjemy do końca i rozwijamy się do końca, uczymy się do końca, i ten rozwój, nasz wewnętrzny, duchowy, również zmaganie się ze swoimi jakimiś demonami, zmorami czy upiorami, czy problemami po prostu, trwa przez całe życie. To jest podróż.

Dziękujemy platformie HBO MAX za zaproszenie na press junket. Platforma nie miała wpływu na rozmowę i materiały.