Recenzje serialiWspółpraca

Śleboda (Opinia bezspoilerowa)

Kryminały osadzone w górskiej scenerii to w polskiej telewizji niemal osobny gatunek, więc poprzeczka „Ślebody” od początku zawieszona była wysoko. Po seansie muszę jednak przyznać, że ta produkcja to kawał bardzo solidnej roboty, który udowadnia, że Podhale ma w sobie jeszcze mnóstwo mrocznych, nieodkrytych kart. To nie jest tylko kolejna historia o trupie w lesie… To gęsta, niemal mistyczna opowieść, która potrafi mocno sponiewierać emocjonalnie.

Siłą tego serialu jest przede wszystkim porywający, duszny klimat. Twórcy genialnie żonglują nastrojem: od kojącej melancholii po surowość górskich szczytów, które dzięki mistrzowskiej pracy kamery stają się pełnoprawnym bohaterem opowieści. Co mnie jednak absolutnie urzekło, to niezwykły szacunek do kultury górali. To nie jest cepelia. Język, moda, styl życia, a przede wszystkim lokalne legendy i symbolika, zostały tu wplecione w fabułę z chirurgiczną precyzją. Ta immersja sprawia, że czujemy każdą nitkę powiązań w tej małej, zamkniętej społeczności, gdzie każda tajemnica ma swoją cenę.

fot. SkyShowtime

Aktorsko to absolutna ekstraklasa. Maria Dębska i Maciej Musiał wycisnęli ze swoich ról wszystko, co się dało. Ich chemia jest wyczuwalna w każdym spojrzeniu, co sprawia, że relacja antropolożki i zuchwałego dziennikarza staje się motorem napędowym całej historii. Jednak to drugi plan zaskakuje na ekranie: Mateusz Mieścik jako Hyrny to aktorski majstersztyk, a Helena Englert i Piotr Pacek udowadniają, że potrafią udźwignąć najbardziej wymagające, fizyczne i emocjonalne sceny. To kolejna produkcja, w której polska młoda krew pokazuje, że nie ma dla nich ról niemożliwych.

Fabularnie dostajemy skomplikowaną sieć zależności, gdzie każda postać dźwiga własny bagaż doświadczeń. Twórcy nie boją się mocnych zwrotów akcji i brutalnych obrazów miejsc zbrodni, które niejednokrotnie wbijały mnie w fotel.

Zgrzytają mi tu jednak trzy rzeczy. Po pierwsze: tempo. Momentami akcja staje w miejscu i staje się wręcz ślimacza, co sprawia, że opowieść traci swój rytm. Po drugie: kompletnie nie kupuję niektórych wątków romantycznych. Tam, gdzie między główną parą iskrzyło, w relacjach pobocznych wiało chłodem – brak chemii sprawiał, że te miłosne uniesienia wyglądały na doklejone na siłę. I wreszcie: schematyczność niektórych postaci. Część bohaterów pojawia się tylko po to, by odhaczyć konkretne zadanie fabularne, po czym znikają bez słowa wyjaśnienia, co psychologicznie zupełnie się nie klei.

Dziękujemy SkyShowtime za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.