Czas – Sezon 2 (Opinia bezspoilerowa)
Drugi sezon „Czasu” zachowuje wszystko to, co najmocniej działało w pierwszej odsłonie, ale przenosi historię do zupełnie innego środowiska. Tym razem akcja rozgrywa się w więzieniu dla kobiet, a serial jeszcze mocniej koncentruje się na emocjach, relacjach i jak osadzone radzą sobie w zamknięciu. Liczby mnogiej nie użyłam przypadkowo – zamiast jednej historii, dostajemy trzy perspektywy i zupełnie różne bohaterki. Poznajemy Orlę (Jodie Whittaker), Kelsey (Bella Ramsey) i Abi (Tamara Lawrance). Każda z nich trafia do więzienia z innych powodów i niesie ze sobą własny bagaż problemów.

Orla, samotna matka, próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości i desperacko walczy o utrzymanie kontaktu z bliskimi będąc jej zdaniem niesłusznie skazaną, Kelsey trafia za kratki kolejny raz – ale teraz będąc w ciąży co znacznie komplikuje jej sytuację a Abby jest najbardziej zdystansowaną, opanowaną i tajemniczą z tej trójki przez co powody dlaczego się tam znalazła są nam wyjawione znacznie później. Dzięki nim najmocniejszym elementem drugiego sezonu zdecydowanie pozostaje aktorstwo. Jodie Whittaker bardzo przekonująco pokazuje strach, zagubienie i bezradność swojej bohaterki. Emocjonalnie rozbita i skupiona na tym, by jak najszybciej wrócić do dzieci podejmuje niejednokrotnie głupie i ryzykowne decyzje, przez co pogarsza sytuację nie tylko swoją, ale i współwięźniarek. Bella Ramsey wnosi do serialu dużo energii i chaosu. Kelsey bywa wybuchowa, momentami irytująca, ale jednocześnie trudno jej nie współczuć kiedy odkrywamy, że w dużej mierze do jej sytuacji przyczyniła się podatność na manipulacje, młodzieńcza naiwność i potrzeba bliskości. Ramsey przyciąga uwagę dobrze pokazując mieszankę buntu, strachu i emocjonalnej niedojrzałości swojej bohaterki, szczególnie w momentach związanych z ciążą i lękiem przed przyszłością. Z kolei Tamara Lawrance gra najbardziej stonowaną postać z całej trójki, ale jej historia przez to była dla mnie najbardziej interesująca. Co ukrywa? Wiedząc, że skazano ją na dożywocie możemy domyślać się ciężaru zbrodni w odróżnieniu od przestępstw dotyczących jej współosadzonych, z którymi niechętnie dzieli celę. Od początku sprawia wrażenie osoby wycieńczonej emocjonalnie i próbującej utrzymać się na powierzchni mimo kolejnych problemów, których stara się za wszelką cenę unikać. Dlaczego zdaje się pogodzona ze swoim losem w odróżnieniu od pozostałych osadzonych?
Fabuła rozwija się spokojnie i bardziej skupia się na emocjach bohaterek niż na wielkich zwrotach akcji. „Czas” buduje napięcie przede wszystkim atmosferą i relacjami między postaciami. Dużo scen opiera się na prostych rozmowach, spojrzeniach czy drobnych gestach, ale właśnie dzięki temu serial wydaje się bardzo naturalny i wiarygodny. Mamy możliwość przyjrzeć się jak więzienie wpływa na psychikę kobiet i jak łatwo w takim miejscu stracić poczucie własnej wartości czy nadzieję na normalne życie po wyjściu na wolność. Jednocześnie pojawia się światło w tunelu czyli ale krótkie momenty wsparcia i bliskości, które pomagają im przetrwać kolejne dni. Tak jak w przypadku poprzedniej historii motywem przewodnim była wina i potrzeba zadośćuczynienia jednego bohatera, tak tu postaci mimo różnych charakterów łączy przewijający się motyw macierzyństwa. Dużym atutem sezonu jest też klimat, spójny z tym z sezonu pierwszego, którym pisałam Wam kilka miesięcy temu. Jeśli ktoś z Was widział sezon 1, znajdziecie znajomą twarz jako postać poboczną. Zdjęcia są chłodne, momentami wręcz przytłaczające, a znacznie mniejsza przestrzeń i ciasne kadry dobrze oddają poczucie zamknięcia. Muzyka pojawia się rzadko, dlatego emocje wybrzmiewają głównie dzięki grze aktorek i ciszy, która często buduje większe napięcie niż dialogi. Serial nie próbuje szokować brutalnością, bardziej skupia się na psychologicznym ciężarze całej sytuacji. Pokazuje między innymi grupowe spotkania oraz próby pracy nad własnymi emocjami i traumami. Te sceny są utrzymane w bardzo realistycznym stylu, uświadamiając jak trudne i niewygodne bywa otwieranie się w więziennych warunkach.

Drugi sezon bardzo konsekwentnie stawia na minimalizm, co często działa, ale momentami prowadzi do pewnej monotonności. Narracyjnie można też odczuć pewne rozproszenie. Wątki nie zawsze są domknięte w satysfakcjonujący sposób, a przeskoki między sytuacjami bohaterek sprawiają, że niektóre ich decyzje wydają się mniej uzasadnione niż powinny. To wina przeplatających się fragmentów, z których przybliżane są widzom główne bohaterki. Na poziomie struktury serialu widać również brak wyraźnych punktów kulminacyjnych a inne osadzone mogące więcej wnieść do historii stanowią tło. Dla części widzów może to sprawiać wrażenie, że sezon „stoi w miejscu”, mimo że emocjonalnie dużo się dzieje. Jasne, od samego początku trzyma w napięciu sytuacja Kelsey będącej w ciąży, której niepewna przyszłość nadaje pewnego tempa, jednak pozostałe bohaterki przewijające się w serialu nie mają zbytniego wpływu na fabułę poza istotną sceną związaną z Aby kiedy jej życie było zagrożone. Samo czekanie na wyjawienie prawdy o jej przeszłości bywało frustrujące. Może gdyby ograniczyć obsadę do kilku postaci skoro pod względem metrażu więzienie znacznie się różniło od poprzedniego dałoby to przestrzeń by i te historie wybrzmiały lub tempo opowieści by zyskało?
Podsumowując, drugi sezon „Czasu” to wciąż bardzo mocny, emocjonalny dramat, który działa dzięki aktorstwu i konsekwentnie budowanemu klimatowi więziennej codzienności. Choć główne bohaterki są przekonujące a sama historia nie gra na emocjach, przewijanie się kilku perspektyw i oczekiwanie na odpowiedzi odnośnie nurtujących pytań bywa frustrujące. To nie był łatwy seans, decyzje postaci nie zawsze dla mnie sensowne, ale mimo ciężaru finał pozostawia jednak z poczuciem, że można zacząć od nowa.
Dziękujemy Canal+ za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i treść.

