Klangor: Sezon 2 (Opinia bezspoilerowa)
Pierwszy sezon „Klangoru” zamknął usta wszystkim niedowiarkom, którzy twierdzili, że w polskim, współczesnym kryminale nie da się już wymyślić nic świeżego. Poprzeczka zawisła w kosmosie, więc apetyt na kontynuację miałam ogromny. I choć po seansie muszę uczciwie przyznać, że dwójka nie przebiła oryginału, to nadal jest to kawał bardzo solidnej telewizji.
Wracamy do znajomego, dusznego miasta, ale wchodzimy w życie nowych bohaterów (choć na ekranie migną nam też stare twarze, jak Danka grana przez Magdalenę Czerwińską). Oś fabuły kręci się wokół zaginięcia Wiki (Maria Pawłowska), córki Heleny (Małgorzata Gorol). Sprawa szybko zazębia się z lokalną policją i więzieniem, co nie dziwi, biorąc pod uwagę, że mężem zaginionej jest Kuba (Piotr Trojan) – gliniarz z problemami, które sięgają znacznie głębiej, niż mogłoby się wydawać.

Siłą drugiego sezonu jest to, co w „Klangorze” najlepsze: lepki, mroczny klimat i brutalne obnażanie ludzkich tajemnic. Tu nikt nie jest święty. Twórcy wyciągają na wierzch brud, patologie, narkotyki i przemoc domową. Serial potrafi mocno sponiewierać psychicznie. Niejednokrotnie wbijało mnie w fotel tak bardzo, że po napisach końcowych musiałam rozchodzić emocje po pokoju. Ta immersja to również zasługa mistrzowskiej warstwy audiowizualnej. Wyprane z kolorów kadry i fenomenalna muzyka nie dają ani chwili wytchnienia. Zgrzyta tu dla mnie tylko jedno: sztuczna sieć powiązań między postaciami. Bohaterowie przez większość czasu żyją w izolacji, by nagle, w dość przekombinowany sposób, wpaść w sieć wzajemnych zależności i… romansów. Ni stąd, ni zowąd, postacie budowane dotąd na wzór wierności zaczynają skakać w bok bez cienia refleksji, co psychologicznie zupełnie się nie klei.
Aktorsko to jednak absolutna ekstraklasa: Małgorzata Gorol niesie na barkach potężny ciężar zdeterminowanej matki szukającej odkupienia; Piotr Trojan udowadnia, że zagra wszystko (kolejny serial, w którym go ogląda i imponuje swobodnym wchodzeniem w skrajnie różne charaktery); Aleksandra Gosławska kradnie ekran autentycznością w trudnej roli osoby z zaburzeniami; Maria Pawłowska z kolei świetnie rozwija swój warsztat, pokazując uwięzioną w toksycznym związku osobę uzależnioną (wypada to jeszcze lepiej niż w jej głośnej roli z „Pati 2”). Powinnam każdego aktora pochwalić z osobna, ale lepiej, jeśli włączycie serial i osobiście przekonacie się o ich świetnej pracy.

Co zawiodło? Samo śledztwo. Tempo rozwiązania zagadki jest wręcz ślimacze. Sprawa potrafiła zejść na tak daleki plan, że zapominałam, jaki jest główny wątek serialu. Kiedy akcja stała w miejscu, twórcy nagle, ot tak, rzucali kluczową retrospekcją z kapelusza, by popchnąć fabułę do przodu. Dwa ostatnie odcinki pędzą na złamanie karku, co tylko udowadnia, że tę historię można było opowiedzieć o wiele dynamiczniej. Całość ratuje jednak genialne tło obnażające dziury w systemie sprawiedliwości oraz sam finał, w którym ujawnienie sprawcy i jego motywów to mocny plot twist, który sprawia, że ostatecznie oceniam ten sezon na duży plus.
Dziękujemy Canal+ za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.

