Wywiad z Katarzyną Bujakiewicz (Premiera „Zmory”)
Za nami dzień prasowy serialu „Zmora”, który od dziś możecie oglądać na HBO MAX! Poniżej nasza rozmowa z Katarzyną Bujakiewicz grająca doktor Joannę!
Transkrypcja wywiadu
Sebastian Smyk:
Pani Katarzyno, jakie znaczenie ma dla Pani motyw tytułowy?
Katarzyna Bujakiewicz:
Zmora. Mówimy o zmorze. Myślę, że to jest historia o tym, że każdy może znaleźć siebie w tym tytule, bo każdy ma jakąś zmorę w swoim życiu. Zmorę, która nas, nie wiem, ukształtowała, która dała nam czasem kopa do rozwoju osobistego, zmorę, która potrafi też zablokować coś w naszym życiu, bo gdzieś tam siedzi głęboko i jest niewypowiedziana i nie wiemy, jak sobie z tą zmorą poradzić.
Sebastian Smyk:
Jak jest w przypadku Joanny? Czy ona też ma jakąś zmorę, która ułożyła jej życie?
Katarzyna Bujakiewicz:
Ja myślę, że ta właśnie zmora mojej postaci, czyli Aśki Niteckiej, bardzo naznaczyła jej życie, bo ona cały czas chciała sprostać, chciała zdobyć uznanie, ale myślę też, że z drugiej strony – to zresztą jest w pierwszych słowach, w zasadzie na początku serialu – że dzięki temu, że ktoś ją kiedyś w jakiś sposób… nie chcę zdradzać szczegółów fabuły, ale gdzieś zhejtował, można by powiedzieć, współczesnym językiem, dał jej napęd do tego, żeby coś zrobić więcej ze swoim życiem, żeby udowodnić, że ja potrafię, że dam radę. No czy dała radę, trudno powiedzieć, trzeba zobaczyć.
Sebastian Smyk:
Ale super, że Pani poruszyła ten fragment, bo w tym fragmencie mamy właśnie motyw, że ona podczas rozmowy z główną bohaterką mówi o swoim życiu tak dosyć optymistycznie. Później wchodzimy głębiej w tą historię i widzimy, że nie jest aż tak idealnie, jak ona powiedziała. I co znaczy to zachowanie? Czy to była próba takiego oszukania samego siebie, próby zwodzenia? Jak to możemy odebrać?
Katarzyna Bujakiewicz:
Ja myślę, że po prostu ona zagaduje tą rzeczywistość, że tak naprawdę nie jest szczęśliwa i tak naprawdę to życie jej nie wygląda tak, jakby chciała, żeby wyglądało. Myślę, że to był pretekst do tego, żeby powiedzieć w końcu, odważyć się. Możemy powiedzieć, że moja postać jest psychiatrą, że z pozycji psychiatry ja teraz mam to przerobione, ja wiem, jak sobie z tym poradzić. Chciałam ci powiedzieć, że twoje słowa zrobiły to, to i to w moim życiu, a tak naprawdę niewiele – no, zrobiły bardzo dużo krzywdy.
Sebastian Smyk:
Czy uważa Pani, że to jest dobre podejście do problemu?
Katarzyna Bujakiewicz:
Wydaje mi się, że ja prywatnie jestem osobą, która stara się przede wszystkim wybaczyć, bo tak samo jak ktoś kiedyś sprawił mi jakąś tam przykrość, tak ja nawet nieświadomie mogłam komuś sprawić przykrość, i uważam, że to nie powinno gdzieś wpływać na nasze życie, że żyjemy swoje życie. To jest tak, że młodzież, młodzi ludzie różnie się zachowują, to nie powinno mieć znaczenia, że to nam gdzieś zniszczy życie. Więc myślę, że dzięki temu, że teraz mamy więcej możliwości, mówi się o tym, że można iść na terapię, można to przepracować, można przeczytać parę książek, możemy komuś wybaczyć. Chociażby moje pokolenie jest pokoleniem chodzącym z kluczem przysłowiowym na szyi, gdzie rodzice nie byli za bardzo nami zainteresowani i nie można było przegadać z mamą, z tatą tematu, nie wiem, który się zdarzył w szkole. Teraz to młode pokolenie może o tym porozmawiać, może poszukać – chociaż to też nie jest dobry pomysł – ale gdzieś mamy dostęp do internetu, możemy wyszukać sobie terapeutę w Google’u, możemy spytać znajomych, nie jest to powód do wstydu, a wtedy było to wstydem – proszenie o pomoc, nie? Więc wydaje mi się, że trzeba się wziąć trochę z życiem za twarz i wykorzystać te złe momenty do nauki, do tak zwanego, jak to się teraz mówi, rozwoju osobistego, i żeby to przekuć na coś dobrego. Niekoniecznie wracać do tego, tak jak do tego wraca moja bohaterka. Czyli możemy powiedzieć, że na swój sposób ten serial jest taką formą terapii poprzez opowiadanie konkretnej historii, że coś więcej z tego wyniesiemy, jak możemy postępować teraz. Wiesz, w tym serialu bardzo dużo się dzieje. Oprócz wątków kryminalnych i tego odświeżenia sprawy sprzed 30 lat, tego powrotu archiwum X, jest jeszcze ten wątek społeczny tego właśnie, że na przestrzeni lat nadal się nie nauczyliśmy akceptować tego, że ktoś może być inny, że ktoś może mieć inne zdanie. I to jest troszeczkę smutne w tym wszystkim – tak jak czytałam scenariusz czy książkę, czy obejrzałam ten serial – że nadal nie potrafimy, nadal bawimy się w ocenianie innych, nie? Więc to jest smutne.
Sebastian Smyk:
Czy to jest to coś, co sprawiło, że właśnie Pani zainteresowała się tą historią, chciała zagrać w tym serialu, czy może jest inny zupełnie powód?
Katarzyna Bujakiewicz:
No ja byłam na castingu, zostałam poproszona na casting do tej roli, więc jakby… uwielbiam kryminały, więc jeżeli jest propozycja zagrania, i jeszcze do tego u Roberta Małeckiego – no to to jest inspirujące. Bo to jest… przepraszam, że to mówię, fani Roberta mogą się zdenerwować – to jest serial inspirowany jego książką. Natomiast zawsze się pytam, kto będzie grał. No jak Magda Cielecka gra, no to to bardzo fajnie. Zresztą byłam na castingu z Magdą, więc jest to na pewno wartość zagrania w takim towarzystwie. Tutaj gram w parze z Piotrem Jankowskim, też bardzo, bardzo fajnie. Zresztą cała obsada jest fantastyczna, więc tu nie ma co się zgadzać czy się nie zgadzać, tylko my nigdy nie wiemy, w czym bierzemy udział, bo sztuka montażu jest osobną historią, więc to, nad czym pracowaliśmy, co ja czytałam, może być zupełnie czymś innym potem w montażu, ale widziałam ten serial i mogę powiedzieć, że naprawdę polecam.
Sebastian Smyk:
Wspomniała Pani właśnie, że lubi kryminały, ale ja osobiście z reguły częściej kojarzę Panią z tymi luźniejszymi tonami, troszkę komediowymi. Ten uśmiech to jest mega charakterystyczny, ja go zawsze mam od razu w głowie. I gdzie Pani się lepiej odnajduje? Tak osobiście, w kryminałach czy w tych luźniejszych tonach?
Katarzyna Bujakiewicz:
Znaczy, uprawiam ten zawód praktycznie od szóstego roku życia, więc lubię zmiany i kocham komedię. Ostatnio udało mi się zagrać i w komedii, i w kryminale – bo Eskapada dla kanału Plus i teraz Zmora dla HBO. Więc, no, my się nudzimy szybko, aktorzy, więc potrzebujemy różnych form przekazu. Więc trudno mi powiedzieć, bo kryminały, ta historia takich trudniejszych ról, dopiero się pojawiły, jak skończyłam 50 lat. Więc być może przez ten uśmiech, przez radość życia gdzieś byłam umocowana w tych rolach tych miłych, sympatycznych postaci. A nie wiem, być może historia związana z wiekiem gdzieś wrzuciła mnie troszeczkę na tą drugą stronę, gdzie mogę zagrać jakieś poważniejsze role. To Ania Dymna o tym mówiła, że ona bardzo się cieszyła z tego momentu, że zmieniła warunki fizyczne, bo zaczęła grać zupełnie inne role, i u mnie chyba też to się gdzieś tam pojawiło.
Sebastian Smyk:
Czy jak mamy właśnie taką zupełną zmianę klimatów, to inaczej wygląda przygotowanie do takich ról niż do tych luźniejszych, komediowych?
Katarzyna Bujakiewicz:
No nie, przygotowanie jest takie samo, bo oczywiście gdzieś chodzę, rozmyślam, czytam, przygotowuję się, ale komedię pozornie też jest bardzo trudno zagrać, bo nie wolno jej grać i nie wolno gdzieś tam… to kiedyś Bożena Dykiel powiedziała, że trzeba być bardzo inteligentnym, żeby dobrze zagrać komedię, bo gdzieś zbieramy też różne te postaci, obserwujemy światy, oglądam różne historie i budujemy tą postać. Więc to, co my robimy, to jedno, a co dalej zrobi z tego montaż, to już osobna historia.
Sebastian Smyk:
Zna Pani książkę? Poznała Pani ją przed zagraniem w tym serialu?
Katarzyna Bujakiewicz:
Tak.
Sebastian Smyk:
I pytanie – na pewno są jakieś zmiany względem pierwowzoru, i czy to są zmiany według Pani bardziej na plus, na minus, czy ma Pani jakiś inny zupełnie stosunek do tego?
Katarzyna Bujakiewicz:
Znaczy, wydaje mi się, że są drobne zmiany. Wiadomo, musimy pamiętać o tym, że to jest inspirowane. Tak samo jak jestem fanką Chyłki – Chyłka serialowa, a Chyłka książkowa jest zupełnie inna. Bo serial jakby rządzi się innymi prawami, więc oczywiście fani Roberta Małeckiego pewnie mogą się na kilka momentów zdenerwować, ale myśl jest przekazana, więc chyba warto i przeczytać książkę. Ja zawsze lubię przeczytać książkę, zanim obejrzę serial, żeby gdzieś tam sobie stworzyć te postaci i potem zobaczyć, czy mnie to na tyle poruszyło. I tak jak w przypadku znowu Chyłki – podobała mi się książka, podobał mi się serial, bo coś nowego odkrywałam. I można poruszyć różne aspekty, które nie były tam uwzględnione.
Sebastian Smyk:
I moje ostatnie pytanie. Czy ma Pani jakąś swoją zmorę?
Katarzyna Bujakiewicz:
Osobiście? Tak, już chyba nie.
Dziękujemy platformie HBO MAX za zaproszenie na press junket. Platforma nie miała wpływu na rozmowę i materiały.

