Książki serialoweWiadomości serialowe

Żywe trupy: Tomy 7-8 (Opinia spoilerowa)

Żywe trupy” to taka historia, w której największe zagrożenie wcale nie kryje się wśród nieumarłych, ale właśnie w ludziach. Tomy siódmy i ósmy pokazują to dobitniej niż cokolwiek innego – i sorki, ale do tego tematu po prostu nie da się podejść bez spoilerów!

Siódemka to podręcznikowy przykład budowania napięcia. Bohaterowie zaszywają się w więzieniu, przygotowując się fizycznie i mentalnie na ewentualne natarcie Gubernatora. Kirkman niczego nie przyspiesza – skrupulatnie dba o to, by każde przygotowanie miało sens i wynikało z przemyśleń postaci.

fot. Serialomaniak

Najbardziej uderza to, jak postacie radzą sobie (lub nie) z nowymi wyzwaniami. Mamy poród Lori, który jest miksem czystego szczęścia i totalnego przerażenia, bo pokazuje, jak krucha jest ich stabilizacja. Jednak najmocniejszym punktem jest tu psychika bohaterów. Dramat Carol, która przechodzi potężne załamanie, rozdziera serce. Choć po tym, co przeszła, taki obrót spraw nie dziwi, to finał jej wątku boli najbardziej – bohaterka nie mogła liczyć na zrozumienie, a tym bardziej na wsparcie. Ten tom oferuje gigantyczną dawkę emocji, o którą trudno byłoby go podejrzewać, skoro miał być „tylko” wstępem do prawdziwej akcji…

…która następuje w ósmym tomie. Tutaj Gubernator wjeżdża z ekipą do więzienia na pełnej i zaczyna się rzeź przez wielkie „R”. Wymiana ognia zbiera brutalne żniwo po obu stronach, a całe starcie nie kończy się na jednej scenie – autor świetnie to rozpisał, pokazując ludzkie reakcje w ekstremalnym stresie. Mamy tu pełen przekrój zachowań:

  • Dezorientacja liderów wynikająca z presji czasu i straty bliskich.
  • Gubernator, który okazuje się marnym strategiem, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli.
  • Andrea, która swoją determinacją i umiejętnościami przyćmiłaby niejednego snajpera.
fot. Serialomaniak

Kirkman na tym etapie udowadnia, że w jego uniwersum nikt nie jest bezpieczny. Sceny z Lori i jej dzieckiem to absolutny hardcore. Ich śmierć była nie tyle zaskakująca, co stanowiła jedno z najmocniejszych i najbardziej traumatycznych doświadczeń komiksowych, jakie miałem w rękach. Autor wykorzystał tę tragedię jako trampolinę dla innych postaci – reakcje podwładnych Gubernatora na to, co się stało, mają kluczowe znaczenie dla dalszej historii.

Chwaliłem już pracę rysownika i ciężko dodać coś nowego, bo Adlard konsekwentnie trzyma poziom. Warto jednak wspomnieć o poziomie bezpośredniości w ukazywaniu brutalności. On nie bierze jeńców – śmierć Carol czy Lori jest pokazana tak surowo i dosadnie, że te obrazy zostają w głowie na bardzo długo. Serio, to lektura, która potrafi „siąść” na psychice!

Dziękujemy Taurus Media za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.