Fruits Basket – Tom 7 i 8 (Opinia bezspoilerowa)
Jak już pisałam w recenzji poprzednich tomów, „Fruits Basket” okazał się jedną z moich ulubionych historii również w formie mangi. Dzięki uprzejmości Waneko miałam szansę poznać dalszy ciąg czyli tom 7 i tom 8 opowieści o Toru i zodiakach. To już nie jest lekka opowieść o relacjach i stopniowym odkrywaniu klątwy, ale świadomie budowana, emocjonalnie gęsta faza przygotowawcza przed finałem. Co ważne — to jeszcze nie kulminacja, lecz moment, w którym wszystkie elementy układanki zaczynają się zazębiać. Cisza przed burzą, którą na kartach mangi zdecydowanie się wyczuwa!
Co mi się podobało w dalszych tomach „Fruits Basket”?
Na tym etapie historia skupia się przede wszystkim na konsekwencjach wcześniejszych wydarzeń i pogłębianiu konfliktów wewnętrznych bohaterów – w tym m.in. traumy z jaką zmaga się Kyo czy toksyczności więzi wynikających z klątwy. Najmocniej wybrzmiewa wątek Rin (Isuzu), która podejmuje desperacką, niemal obsesyjną próbę znalezienia sposobu na złamanie tego co ich emocjonalnie pęta. Jej działania są napędzane traumą i poczuciem odpowiedzialności za Haru, co prowadzi ją do izolacji i autodestrukcyjnych decyzji. To jeden z najmroczniejszych fragmentów tej części – nie tylko przez samą historię Rin, ale przez sposób, w jaki pokazuje ona mechanizmy radzenia sobie z bólem. Mimo, że każdy z bohaterów mierzący się z klątwą ma trudną przeszłość, jej najbardziej mnie dotknęła. Jednocześnie poznajemy lepiej jej relację z Haru, w jak wielu przełomowych momentach byli dla siebie oparciem – co pozwala zżyć się z bohaterami i im kibicować. Wbrew całemu nieszczęściu jakim są naznaczeni myślę, że to jedna z moich ulubionych pobocznych par przez to jak bardzo się wspierają.

Skoro o pobocznych postaciach mowa – podobał mi się też wątek Arisy. Jasne, to do przewidzenia, że ważniejsze postaci w serii będą w jakimś stopniu istotne dla klanu Soma, ale że od początku darzę ją sympatią, cieszy mnie poświęcenie jej uwagi w większym stopniu i to w zestawieniu z bohaterem takim jak Kureno będącym najbardziej kontrolowanym zodiakiem. Ciekawe jest poznawać postaci z innej strony, widzieć jak się zmieniają, otwierają na dobro które ich otacza i stopniowo coraz pewniej walczą o szczęście. Pod tym kątem istotny jest rozwój Yukiego. Poznajemy mechanizmy stojące za jego zachowaniem oraz obserwujemy jak poprawia się relacja z bratem. No i Momiji – postać odcięta od własnej rodziny dla dobra wszystkich jak się okazuje nie jest zapomniana przez najważniejszą mu osobę. Te fragmenty też uważam za wzruszające.
Mamy też sporo retrospekcji co uzupełnia dotychczasowe drobne luki – od dzieciństwa Yukiego i Rin, historię z czapką, która okazuje się kluczowa w konflikcie między Yukim a Kyo, jego powiązania z Toru i tragedią która ją dotknęła, przez ukazanie relacji Rin i Haru. Choć główny wątek fabularny kręci się wokół Toru, doceniam, że na przestrzeni tomów dowiadujemy się coraz więcej o Zodiakach dzięki czemu stanowią pełnoprawnych bohaterów a nie zwykłe tło. Mamy też przedstawienie będące retellingiem Kopciuszka i dwa istotne wyznania uświadamiające bardziej dobitnie uczucia głównych postaci. W tomie 8 znajdziecie jednak to na co czekałam najbardziej, czyli historię miłosną rodziców Toru – płakałam na tym przy okazji anime i nie obyło się bez łez przy czytaniu. Polecam puścić sobie w tle muzykę z anime.

Co mi się nie podobało w tych tomach?
Gdybym miała wspomnieć jakieś wady, wynikają one głównie z ich przejściowego charakteru i świadomie spowolnionej narracji. Fabuła nie oferuje jeszcze wyraźnych punktów kulminacyjnych ani dużych zwrotów akcji, przez co może sprawiać wrażenie, że stoimy w miejscu. Historia bardziej pogłębia emocjonalną warstwę niż faktycznie posuwa się do przodu. Jako fanka adaptacji nie odbieram tego negatywnie, ale wspominam bardziej z myślą o czytelnikach, którzy zdecydują się poznać historię właśnie w tej formie. Tak jak wspominałam wcześniej – cisza przed burzą. Historia nadal jest ciężka, choć zdarzają się momenty weselsze w celu rozładowania napięcia. Za to lubię „Fruits Basket”. Nie jest tym na co wygląda na pierwszy rzut oka. Kwestia dyskusyjna czy zmiany w tonie opowieści są dla czytelnika plusem czy minusem.
Wydanie mangi
„Fruits Basket” od Waneko w edycji Collector’s Edition to wydanie, w którym każdy tom około 400 stronicowy łączy dwa oryginalne woluminy. Książki mają miękką oprawę z obwolutą i już na pierwszy rzut oka prezentują się bardzo estetycznie. Na froncie obwoluty zawsze znajduje się para bohaterów, a pod nią powtórzona ilustracja w dopasowanej kolorystyce, spójnej z całym tomem i jego grzbietem. Na skrzydełkach również dodano dodatkowe rysunki przedstawiające rodzinę Soma w ich zodiakalnych formach, a w środku można trafić na kolorowe strony, co fajnie podbija kolekcjonerski charakter wydania. Wizualnie to naprawdę dopracowana seria i świetnie wygląda na półce.

Czy polecam tomy 7-8 „Fruits Basket”?
Tak. To bardzo emocjonalny i ważny fragment serii, który skupia się przede wszystkim na pogłębianiu postaci i ich relacji. Najmocniej wyróżnia się wątek Rin i Haru, pokazujący trudną historię, ale bardzo wspierającą więź opartą na zrozumieniu i lojalności. Dużo uwagi dostaje też Yuki, który zaczyna lepiej rozumieć siebie i swoje uczucia. W tle rozwijają się relacje rodzinne i stopniowo odkrywane są kolejne elementy przeszłości bohaterów. Szczególnie poruszająca jest historia rodziców Toru w tomie 8, która dodaje całej opowieści większej głębi emocjonalnej. Fabuła nie przyspiesza jeszcze znacząco, bo to nadal etap „przed kulminacją”. Zamiast dużych zwrotów akcji dostajemy spokojniejsze sceny. Tempo choć wolniejsze, ale dzięki temu lepiej rozumie się motywacje bohaterów. Jeśli cenicie sobie emocjonalne historie i rozwój postaci bardziej niż dynamiczną akcję, to bardzo dobry wybór.
Dziękuję Waneko za przekazanie egzemplarzy. Wydawca nie miał wpływu na opinię i tekst.

