Książki serialoweWspółpraca reklamowa

Władza Absolutna: Tom 2 (Opinia)

Drugi tom „Władzy Absolutnej”? To konkretne i satysfakcjonujące „ząb za ząb”!

Plan Amandy Waller wycelowany w superbohaterów nabiera tempa. Sama „Kierowniczka” schodzi tym razem na nieco dalszy plan, oddając inicjatywę swoim żołnierzom. To ten moment w evencie, w którym wiele wcześniejszych wątków w końcu wskakuje na swoje miejsce. Można wreszcie docenić, jak misternie twórcy zaplanowali całą tę intrygę – od działań Failsafe’a w Gotham, po genezę Queen Brainiac. Jej backstory to dla mnie spore zaskoczenie. Z jednej strony mamy kolejny dowód na totalną bezwzględność Waller, a z drugiej tragiczny rys samej Queen Brainiac. Serio, nie da się jej nie współczuć.

Jednocześnie to chwila, w której nasi herosi w końcu podnoszą się z kolan i zaczynają brać odwet. To zdecydowanie najlepsza część tego tomu. Bohaterowie po raz pierwszy od dawna nie działają po omacku, tylko postępują według konkretnego planu. Czuć ich doświadczenie, „głowę na karku” i nieszablonowe podejście do beznadziejnej sytuacji. Twórcy serwują nam też masę smaczków dla fanów: od nawiązań do klasyki (ukłon w stronę eventu z Neronem), po domykanie wątków z poprzednich linii wydawniczych (w końcu wiadomo, po co Waller kombinowała na Ziemi-3!).

Moim absolutnym faworytem jest jednak wspólna podróż Supermana i Zatanny przez magiczne krainy. Campbell po mistrzowsku oddał rozmach i różnorodność tych rejonów. To wizualny odjazd. Twórca bawi się brakiem ograniczeń magii, szaleje z paletą kolorów i perspektywą, tworząc coś, co angażuje na wielu płaszczyznach.

Żeby nie było jednak zbyt różowo, muszę ponarzekać na niedopowiedzenia. Tutaj niestety wchodzimy w spoilery, więc ostrzegam!

W wątku Batmana i Catwoman pojawia się pewien artefakt i jedna z najwyższych form zła, ale właściwie… nie wiadomo po co. Po prostu są… Do wora narzekań wrzucam też Jona Kenta. Jego przemieniona forma wizualnie robi robotę i wręcz przeraża jako „system komputerowy”, ale fabularnie potraktowano to po macoszemu. Zabrakło głębszego pochylenia się nad jego stanem – można było wycisnąć z tego mocny dramat rodzinny i egzystencjalny, a tak czuć lekki niedosyt.

Dziękujemy Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.

Tekst jest również dostępny na naszym drugim portalu Uniwersumdccomics.com.pl