Rooster (Opinia bezspoilerowa)
Dla fana Michaela Scotta każda produkcja ze Steve’em Carellem to pozycja obowiązkowa. „Rooster” przyciągnął mnie obietnicą dobrego humoru i… Carellem w roli nauczyciela. Jak wyszło? To naprawdę udana, przyjemna, ciepła komedia, która poprawia samopoczucie po ciężkim dniu!
Fabuła kręci się wokół Grega Russo (Carell), który zatrudnia się w szkole swojej córki. Dziewczyna przechodzi życiowy dramat – jej mąż zdradził ją z uczennicą, a małżeństwo legło w gruzach. Greg wkracza do akcji nie tylko po to, by przetrwać w pokoju nauczycielskim, ale przede wszystkim, by posklejać relację z córką i pomóc jej stanąć na nogi.

Brzmi ciężko? Spokojnie, to świetnie zbalansowany komediodramat. Carell gra tu kogoś w rodzaju dojrzalszego Michaela Scotta. Gość ma niesamowity vibe: jego potknięcia w relacji z córką są urocze, starcia z dyrektorem bawią do łez, a relacja z młodzieżą ma w sobie cudowną, nostalgiczną nutę. Dodatkowo serial świetnie ogrywa wątki szkolne czy wchodzi głęboko w postacie, żeby pokazać o nich jak najwięcej i zderzać to w różnymi postaciami np. lekcje Grega, jego literackie pasje i to, jak inspiruje swoich uczniów do zmiany, ogląda się z czystą przyjemnością.
Ten serial stoi ludźmi. Wątek Grega i szkolnej sekretarki to czyste złoto. Kibicowałem im od pierwszego wejrzenia! Aktorsko jest to najwyższa półka: Steve Carell jako dojrzały, inteligentny luzak; Charly Clive jako genialna, emocjonalna córka; John C. McGinley jako ambitny dyrektor, którego żelazne zasady roznoszą system; Robby Hoffman w swojej popisowej, genialnie przerysowanej roli – a to kilka ról z wielu, które błyszczą na ekranie, ale lepiej dać zarys, żebyście sami doświadczyli tego i zachłysneli nimi!

Główny trójkąt miłosny (Katie, Archiego i Sunny) to absolutna porażka, która skutecznie zachęcała mnie do wyłączenia odcinków… Ten trójkąt miłosny to scenariuszowe pasmo nieszczęść. Bohaterowie schodzą się i rozchodzą tyle razy, że człowiek traci rachubę. Zamiast rozwoju postaci dostajemy festiwal absurdalnych decyzji, a rozwiązanie tego dramatu w finale sprawia, że ma się ochotę po prostu strzelić ręką w czoło. Na szczęście zadośćuczyniło życie uczuciowe Grega, który dostaje swoje pięć minut i było to na swój sposób urocze do tego stopnia, że kibicowałem im, a finał…. ah, zresztą sami zobaczcie!
Dziękujemy HBO MAX za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.

