Pokemon: Arceus Kroniki (Opinia bezspoilerowa)
„Pokémon: Kroniki Arceusa” to świetny dowód na to, że nawet z krótkiej formy można wycisnąć maksimum klimatu! Ta miniseria, składająca się z czterech odcinków połączonych w jeden pełnometrażowy film, skupia się na Zespole Galactic, który próbuje wykorzystać legendarnego Arceusa, by przywrócić swojego dawnego mistrza.
Choć z pozoru to kolejny schematyczny wątek, w którym złowroga organizacja chce porywać legendy do swoich niecnych celów, to dla mnie była to jedna z najlepszych historii w tym uniwersum. Pierwszym powodem jest fakt, że film działa jako świetna kulminacja i kontynuacja dawnych wątków. Powracają tu znane i lubiane postacie, jak choćby Brock. Dzięki temu dowiadujemy się, jak potoczyły się ich dalsze losy, a oni sami biorą czynny udział w akcji, pokazując niezwykły potencjał oraz nieoczywiste wykorzystanie mechanik, zdolności i swoich Pokémonów. Sam powrót do wątku Zespołu Galactic udowadnia, jak wiele można wycisnąć z tej ekipy. Pokazali, że potrafią działać samodzielnie i zgranie nawet bez obecności swojego lidera. Zyskali dzięki temu sporo niezależności i wypadli jak rasowi stratedzy. Choć trzeba przyznać, że twórcy trochę pofantazjowali przy schwytaniu Heatrana użyli do tego Pokémonów o tak małym potencjale bojowym, że ta legenda powinna ich bez problemu zmieść z powierzchni ziemi.
Drugim powodem, dla którego ten film tak dobrze się ogląda, jest mocne wgryzienie się w struktury świata Pokémon. Wchodzimy tutaj w same początki początków, odkopując legendy, o których do tej pory jedynie słyszeliśmy. Zostały one dokładnie opowiedziane, podobnie zresztą jak mechanika działania tutejszego multiwersum. To jedna z najważniejszych historii, która ma ogromne znaczenie dla całego lore, dlatego każdy fan powinien ją poznać. Wszystkie fakty wyłożono bardzo przystępnie, całość ładnie zazębia się z innymi opowieściami, a rola znanych nam bohaterów została poprowadzona tak zręcznie, że ich obecność w żaden sposób nie zaburza kanonu głównej serii.
Na koniec warto wspomnieć o pojedynkach, które stoją na genialnym poziomie. Wokół legendarnych stworów rozpisano bardzo nieoczywiste rozwiązania i po tym seansie nikt nie będzie miał wątpliwości, dlaczego te Pokémony są tak ważne. Skala zagrożenia i rozmach były jednymi z największych, jakie do tej pory widzieliśmy. Twórcy zrobili tutaj „coś więcej”. Starcia nie sprowadzały się do klasycznej wymiany ciosów, ale wymagały sprytu. Potencjał dobrze nam znanych stworków wybrzmiał fantastycznie, zarówno w akcjach zespołowych, jak i solowych popisach. Brock, dysponując najbardziej zróżnicowanym zestawem Pokémonów, dał taki popis umiejętności, że nie pozostawił złudzeń, dlaczego jest genialnym Liderem Sali.
Dziękujemy Netflix za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.

