Recenzje serialiWspółpraca

Pokemon: Sekrety dżungli (Opinia bezspoilerowa)

Kolejna filmowa wersja „Księgi dżungli” to może nie jest coś, czego popkultura pilnie potrzebowała, ale świat Pokémonów wyciągnął z tego motywu absolutne maksimum! „Sekrety dżungli” czerpią garściami z klasycznej powieści i uwierzcie mi, dzięki temu dostaliśmy jedną z najbardziej świeżych i rozwijających uniwersum historii od lat.

Sam opis fabuły idealnie oddaje to, z czym mamy do czynienia: osierocony chłopiec zostaje wychowany przez plemię Pokémonów Zarude, które zaliczają tutaj swój ekranowy debiut. Pod tą sielankową otoczką kryje się jednak mroczna tajemnica, która wywraca życie w tym rejonie do góry nogami.

Z jednej strony to niezwykle poruszająca opowieść grająca na emocjach, która bierze pod lupę człowieczeństwo, naturę Pokémonów, a przede wszystkim więzi rodzinne. Mamy tu mnóstwo momentów bliskości. Relacja człowiek-Pokémon została pokazana z zupełnie innej strony niż ta, do której przyzwyczaił nas Ash w swoich podróżach. Konflikty, które tu oglądamy, autentycznie poruszają i mocno popychają fabułę do przodu. Szczególnie przeszłość chłopca, która kryje drugie dno, diametralnie zmienia postrzeganie całej historii i prowadzi do finału dającego ogromne pole do rozwoju dla całej serii.

Zanim jednak przejdę do drugiego bieguna tej opowieści, muszę pochwalić sam projekt świata, bo to równie mocny element. Twórcy głęboko wchodzą w kulturę Zarude, pokazując ich jako plemię z konkretnym kodeksem, zasadami i co rzadkie u Pokémonów pełną samodzielnością. Doskonale czuć tu ich pozycję w ekosystemie oraz zagrożenie ze strony ludzi. Co ciekawe, dla chłopca to zagrożenie nie jest z początku oczywiste. Moment, w którym odkrywa on świat zewnętrzny, przynosi zupełnie nową perspektywę, kluczową dla rozwoju późniejszych wydarzeń. W ten sposób dostaliśmy tętniący życiem świat, który idealnie wpisuje się w lore Pokémonów i sprawia, że chce się jeszcze mocniej zagłębić w tę dżunglę.

Z drugiej strony dostajemy dość nieoczywisty konflikt. Od samego początku mocno zarysowany jest wątek naukowy, który ma tu swoje zwieńczenie. Choć starcie nauka kontra natura w Pokémonach to nic nowego, tutaj zyskało ogromną siłę dzięki ścisłemu powiązaniu z losami głównego bohatera. Dzięki temu powstała jedna z najbardziej dojrzałych i emocjonalnych kinówek w historii marki. Wielki plus leci też za postać czarnego charakteru. O ile się nie mylę, to pierwszy raz, kiedy w roli finałowego bossa staje sam naukowiec wspierany przez własną technologię, a nie kolejny Pokémon czy zniewolona legenda. To świetna odmiana dla całej franczyzy, mocniej uwypuklająca solidarność plemienia i więzi między stworkami. W tym wszystkim obeszłoby się jednak bez obecności Asha. Zaryzykuję stwierdzenie, że bez niego historia miałaby jeszcze więcej do zaoferowania, bo zmusiłoby to twórców do większej scenariuszowej gimnastyki, zamiast wplatania na siłę ambicji Asha i Pikachu.

Dziękujemy Netflix za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.