Paradise – Sezon 2 (Opinia bezspoilerowa)
Myślę, że śmiało można powiedzieć, że pierwszy sezon „Paradise” był dla wielu naprawdę miłym i całkiem sporym zaskoczeniem. Serial został świetnie przyjęty przez widzów, zebrał sporo dobrych opinii, a przy okazji zyskał też uznanie w branży, zgarniając nagrody, między innymi za świetne kreacje aktorskie. Nic więc dziwnego, że wobec drugiego sezonu miałam naprawdę spore oczekiwania. I właśnie dlatego, w oczekiwaniu na finałowy odcinek tej serii, postanowiłam podzielić się z Wami moimi wrażeniami z tego, co do tej pory dostaliśmy.

Drugi sezon „Paradise” skupia się przede wszystkim na podróży Xaviera (Sterling K. Brown), który opuszcza bunkier, by odnaleźć swoją żonę Teri. To właśnie ten wątek najmocniej napędza całą historię, bo szybko okazuje się, że świat poza Paradise, trzy lata po katastrofalnym „Dniu”, wcale nie jest martwy ani pusty, wręcz przeciwnie, skrywa kolejne zagrożenia, sekrety i ludzi, którym zdecydowanie nie można ufać. Równocześnie serial nie zapomina o tym, co dzieje się wewnątrz samego bunkra, gdzie napięcie rośnie praktycznie z odcinka na odcinek. W Paradise coraz wyraźniej zaczynają wychodzić na wierzch ukryte konflikty, dawne tajemnice i pytania, na które odpowiedzi mogą całkowicie zmienić to, jak patrzymy na ten świat i jego bohaterów.

W pierwszej połowie sezonu sporo czasu poświęcamy Annie, i to właśnie jej oczami obserwujemy pierwsze dni, miesiące, a później lata po „Dniu”, czyli całej tej apokaliptycznej katastrofie, która wywróciła świat do góry nogami. I muszę powiedzieć jedno, Shailene Woodley jak zwykle jest świetna. Ma w sobie coś takiego, że nawet kiedy serial na chwilę zwalnia, to i tak ogląda się ją z ogromnym zainteresowaniem. Poznajemy też tajemniczego Linka (Thomas Doherty), który bardzo szybko staje się jedną z ciekawszych postaci tego sezonu. Jest jednocześnie czarujący, intrygujący i totalnie niepokojący, bo od początku czuć, że coś tu bardzo nie gra. To jeden z tych bohaterów, przy których cały czas człowiek siedzi i myśli: „dobra, ale o co tak naprawdę chodzi z tym typem?” i właśnie to działa. Na wyróżnienie zdecydowanie zasługuje też Cameron Britton jako Gary. Jeśli ktoś kojarzy aktora z takich ról jak chociażby Edmund Kemper, to dobrze wie, że to gość, który potrafi zagrać postać pozornie spokojną, ale z bardzo dziwną energią pod spodem. I tutaj jest dokładnie podobnie, Gary zdecydowanie wygląda jak ktoś, kto może was czymś zaskoczyć.
Jak już jesteśmy przy postaciach, to muszę poświęcić chwilę Teri, bo mam wrażenie, że w tym sezonie twórcy wreszcie dali jej dokładnie to, na co zasługiwała od początku, prawdziwą przestrzeń do bycia kimś więcej niż tylko „żoną Xaviera” i „matką dzieci”. I całe szczęście, bo dzięki temu Teri w końcu staje się pełnoprawną bohaterką z krwi i kości. Ma swój charakter, podejmuje swoje decyzje, a przede wszystkim, zyskała własną perspektywę. Nie jest już tylko figurą funkcjonującą gdzieś ze wspomnień głównego bohatera, ale kimś, kogo naprawdę można lepiej poznać i zrozumieć.

Fabularnie serial dalej trzyma naprawdę dobre tempo i ani przez chwilę nie sprawia wrażenia, że stoi w miejscu. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że przez to, jak wiele różnych perspektyw dostajemy w tym sezonie, całość wypada jeszcze ciekawiej i bardziej wielowymiarowo. To już nie jest historia patrząca tylko w jednym kierunku, ale pełnoprawna układanka, w której każdy coś ukrywa, każdy coś wie i każdy może nagle wywrócić sytuację do góry nogami. Bardzo dużo daje tutaj też rozwinięcie wydarzeń poza bunkrem, bo ten wątek otwiera serial na zupełnie nowe historie, nowych bohaterów i nowe zagrożenia. Z kolei to co dzieje się wewnątrz Paradise, dalej świetnie napędzane jest przez walkę o władzę, napięcia między postaciami i mnożące się sekrety, które z odcinka na odcinek tylko bardziej komplikują sytuację. Ogromnym plusem są też, jak zwykle, bardzo dobrze poprowadzone retrospekcje, które nie są tu wrzucone tylko po to, żeby coś dopowiedzieć na szybko, ale naprawdę mają znaczenie. Dzięki nim nie tylko poznajemy nowe postaci, ale też dużo lepiej rozumiemy tych bohaterów, których już znamy. Świetnym przykładem jest chociażby rozwinięcie historii Jane, która w tym sezonie wypada jeszcze ciekawiej. No i umówmy się, zawsze miło, kiedy serial daje nam też okazję, żeby znowu zobaczyć na ekranie takie postacie jak James Marsden jako prezydent Cal Bradford czy Jon Beavers jako agent Billy Pace, bo obaj dalej robią tutaj bardzo dobrą robotę i zostawiają po sobie ślad.
Podsumowując, drugi sezon „Paradise”” trzyma poziom i rozwija świat, który pokochaliśmy w pierwszej serii. Jest więcej postaci, więcej tajemnic i mnóstwo momentów, które sprawiają, że naprawdę chce się oglądać dalej. Serial zgrabnie miesza napięcie, wątki bunkrowe i wydarzenia na zewnątrz, a retrospekcje pozwalają lepiej poznać bohaterów i ich motywacje. Największa zagadka pozostaje jednak Alex: KIM lub CZYM właściwie jest? I właśnie to pytanie sprawia, że nie mogę się doczekać 30 kwietnia, kiedy wreszcie zobaczymy finałowy odcinek tego sezonu. Szykuje się prawdziwy rollercoaster pełen tajemnic, zwrotów akcji i momentów, które zostaną w głowie na długo!
Dziękujemy Disney+ za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.

