Oficjalny artbook Assassin’s Creed Black Flag (Opinia)
Wydawnictwo Gamebook idealnie trafiło w punkt z premierą artbooka towarzyszącego remake’owi mojego ukochanego „Assassin’s Creed: Black Flag”. I powiem Wam od razu: to w żaden sposób nie jest skok na portfele graczy! Wręcz przeciwnie, dostaliśmy pełnowartościowy, kapitalnie dopieszczony album, który poziomem wykonania w niczym nie odstaje od najwyższych standardów, do jakich przyzwyczaił nas ten wydawca. To genialne dopełnienie samej gry i absolutna ozdoba każdej nerdowskiej półki.
Album wypada wzorowo pod kątem zawartości. Na ponad 150 stronach zmieszczono masę materiałów z kulis powstawania gry z różnych etapów produkcji. Mamy tu dosłownie wszystko: od wczesnych szkiców koncepcyjnych zderzonych z finalnymi projektami (co daje kapitalny wgląd w to, jak wizja twórców ewoluowała), po niezwykle szczegółowe modele 3D broni czy fauny. Wreszcie jest okazja na spokojnie przyjrzeć się elementom świata, które w samej grze po prostu mija się wściekłym pędem w wirze pirackiej akcji i wiele wartościowych detali można nie zauważyć – a tu właśnie artbook daje konkretne spojrzenie.

Jakość druku rozwala system. Nie ma tu strony bez wypasionej ilustracji, a kadry są tak ostre i w wysokiej rozdzielczości, że zero tu jakiejkolwiek pikselozy, nawet gdy wnikliwie przypatrujemy się najmniejszym detalom w tle. Dzięki ogromnej powierzchni przeznaczonej na ilustracje widać jak na dłoni, z jakim rozmachu odświeżono ten tytuł. Twórcy przeprojektowali niektóre elementy od podstaw, zachowując przy tym ducha oryginału – od fundamentów architektury i dachy, po faktury zniszczeń, tkanin czy ubrań. Zobaczyć to z bliska w albumie to zupełnie inna bajka niż oglądanie dynamicznych zwiastunów, tak wnikliwe spojrzenie na warsztat wiele wyjaśnia o skali projektu.
Do tego dochodzi warunek edukacyjny i merytoryczny. Wypowiedzi deweloperów dają bezcenny kontekst, tłumacząc, jakie zmiany wprowadzili i dlaczego. Co najważniejsze, artbook zachowuje swój podstawowy sens i nie zasypuje nas ścianą tekstu. Dostajemy po kilka zwięzłych zdań na stronę: krótko, na temat i do rzeczy. Czyta się to błyskawicznie i z ogromną przyjemnością, bez grama nudy. Właśnie takie podejście do tematu preferuję, a dzięki niemu ilustracje zyskują niezbędny kontekst do pełnego zrozumienia (ilustracje nie byłyby tak „czytelne” bez dopisków).

A samo wydanie? Od klimatycznej oprawy wizualnej w duchu gry, przez świetne zagospodarowanie pustych przestrzeni ozdobnikami, aż po gruby, błyszczący papier, na którym kolory aż tętnią życiem. To jest po prostu wydawnicza bajka wraz z dużym, imponującym formatem pięknie eksponującym grafiki i nadającym całości ekskluzywnego charakteru, ale… siłą rzeczy sprawia też, że wertowanie na kolanach czy w łóżku bywa mało ergonomiczne – znikomy minus i kompromis, na który bez mrugnięcia okiem godzę się dla takich wrażeń wizualnych.
Dziękujemy wydawnictwo Gamebook za egzemplarz do recenzji. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.

