Książki serialoweWspółpraca reklamowa

Komiksy „Stranger Things” (Opinia bezspoilerowa)

Uwielbiam świat wykreowany w „Stranger Things”. Wielokrotnie wracałem do poszczególnych sezonów i świetnie bawiłem się niezależnie od tego, który to już raz przeżywałem przygodę z bohaterami. Z biegiem czasu jednak serialowa treść przestała mi wystarczać. I wtedy, niczym koło ratunkowe, pojawiła się propozycja od Wydawnictwa Dolnośląskiego, czyli możliwość zapoznania się z wybranymi komiksowymi przygodami osadzonymi w tym uniwersum.

Zacznę od najmocniejszej pozycji, czyli „Stranger Things: Prosto w ogień”. W tej historii zagłębiamy się w tajne eksperymenty prowadzone na obrzeżach Hawkins, a konkretnie w losy dzieci biorących w nich udział. Ricky i Marcy podróżują od miasta do miasta, próbując odnaleźć swoje rodzeństwo czyli inne obiekty badań. Na swojej drodze spotykają Ósemkę, znaną widzom z drugiego sezonu serialu, jednak głównym celem ich wyprawy jest odnalezienie Dziewiątki, bliźniaczki Marcy.

fot. Serialomaniak

Komiks zaskoczył mnie poruszaną tematyką, ponieważ wnosi do uniwersum „Stranger Things” wiele nowych elementów, a przede wszystkim wprowadza kilka interesujących postaci. Każda z nich jest pełnoprawnym bohaterem, na którym można byłoby budować osobne fabuły. Zachowano tu cięższy, bardziej mroczny klimat znany z serialu, a bohaterowie nie są „czyści moralnie”. To postacie skłonne do podejmowania trudnych decyzji pod presją czasu, o czym najlepiej przekonujemy się w finale historii. To również opowieść, w której artyści pobawili się formą oraz odniesieniami do świata fantastyki, poświęcając sporo miejsca wizualizacji świata Dziewiątki. Stanowi on wyraźny kontrast wobec tego, co bohaterka przeżywa wewnętrznie.

Stranger Things: Po drugiej stronie” to pierwszy komiks z serii i jednocześnie historia ukazująca perspektywę Willa podczas jego zaginięcia w pierwszym sezonie serialu. Traktuję ten tytuł raczej jako ciekawostkę i uzupełnienie fabuły, ponieważ w serialu dość oszczędnie pokazano, co działo się z Willem w tym czasie. Tutaj cała uwaga skupia się na chłopcu, co działa na korzyść jego postaci. Will, zdany wyłącznie na siebie, okazuje się inteligentnym, odważnym i bystrym dzieckiem, które potrafi sensownie reagować na czyhające zagrożenia i odnajduje się w nieprzyjaznym świecie (w końcu go polubiłem!). Nie waha się chwycić za strzelbę i stawić czoła Demogorgonowi, gdy nadarza się okazja.

fot. Serialomaniak

Najważniejsze jednak, że komiks dostarcza odpowiedzi na kluczowe pytania fabularne, chociażby na to, w jaki sposób Will zaginął oraz jak mógł komunikować się ze swoją matką z Drugiej Strony. Co prawda… odpowiedzi te nie są szczególnie rozbudowane, miejscami bywają naciągane, ale sam fakt ich istnienia dobrze uzupełnia serialową narrację. Zabrakło mi jednak większego nacisku na motyw przetrwania i poczucie ciągłego zagrożenia. Owszem, Demogorgon pojawia się kilkukrotnie, Will musi zachować ostrożność, jednak są to raczej krótkie sekwencje. Całość przybiera momentami formę historii prowadzonej „od punktu do punktu”, skupionej na odtwarzaniu znanych scen z serialu. Rozbudowanie tych fragmentów mogłoby pogłębić mrok opowieści i lepiej osadzić bohatera w realnym niebezpieczeństwie.

Z kolei „Stranger Things: Obóz naukowy” to luźna, obyczajowa opowieść utrzymana w zdecydowanie jaśniejszym tonie niż dwa poprzednie komiksy. Dowiadujemy się z niej, jak Dustin poznał Suzie. Jest to lekka i przyjemna historia, stanowiąca potrzebną przerwę od mroku głównej serii. Można ją potraktować nieco „zapychaczowo”, ponieważ nie wnosi istotnych informacji do uniwersum, ale mimo to oferuje dobrze spędzony czas. Dustin, oddalony od swoich przyjaciół, zyskuje tu pewność siebie i potrafi w inteligentny sposób sprowadzić na ziemię chłopaków uprzykrzających życie w obozie. Relacja z Suzie rozwija się w nieoczywisty sposób, a ich wzajemne docieranie się jest wciągające i urokliwe.

fot. Serialomaniak

Nie spodobało mi się natomiast wprowadzenie wątku zagrożenia, który został poprowadzony nieumiejętnie. Praktycznie w każdym rozdziale poświęcono mu jedną lub dwie strony, co nie budowało napięcia, a w ostatnim rozdziale finałowa konfrontacja została rozegrana w pośpiechu. Nie była ona szczególnie wymagająca dla bohaterów, a motywacje antagonisty sprawiały wrażenie naciąganych. W efekcie całe zagrożenie wydaje się elementem wciśniętym na siłę – bez niego historia mogłaby funkcjonować lepiej. Ten czas można było poświęcić pogłębieniu relacji Dustina i Suzie, zwłaszcza gdy zaczęli nadawać na tych samych falach. W obecnej formie nawet motyw piosenki sprawia wrażenie dodanego nieco na siłę.

Jody Houser jest scenarzystką wszystkich trzech komiksów i uważam, że w ramach wyznaczonej jej przestrzeni wykonała naprawdę dobrą pracę. Potrafiła stworzyć angażujące historie o mniejszej skali, które sensownie rozbudowują uniwersum tam, gdzie było to rzeczywiście potrzebne, ale nie oszukujmy się – 100 stron to dość mało, aby wycisnąć pełen potencjał każdej historii. Każdy z komiksów został narysowany przez innego artystę (kolejno: Ryan Kelly, Stefano Martino oraz Edgar Salazar), jednak od strony wizualnej cała seria prezentuje wyrównany, przyzwoity poziom i każdy ze stylów jest ładny dla oka. Klimat ilustracji dobrze dopasowano do narracji, rysunki są czytelne i wiernie oddają zarówno bohaterów, jak i przedstawioną rzeczywistość. Elementy horrorowe zostały odpowiednio zakadrowane, dzięki czemu potrafią wydobyć z poszczególnych scen dodatkową dawkę emocji.

Dziękujemy wydawnictwu Dolnośląskiemu za komiksy. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.