Współpraca reklamowa

Mars – Tom 1 (Opinia bezspoilerowa)

Jak już pewnie zdążyliście zauważyć na podstawie wcześniejszych tytułów, lubię sięgać po takie historie, które zostają zarówno z widzem jak i czytelnikiem na dłużej. Mangę „Mars” poleciła mi Gosia twierdząc, że mi się spodoba, bo pasuje do tej kategorii. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Waneko mogłam zapoznać się z początkiem tej opowieści czyli pierwszym tomem i nie ma co ukrywać – Gosia miała rację. Minimalistyczne wydanie kryje w środku znacznie więcej!

O czym jest „Mars”?

„Mars” autorstwa Fuyumi Souryo, skierowana do czytelników od 16 roku życia, z pozoru prezentuje nam klasyczny schemat historii osadzonych w szkole. Opowiada o dwójce licealistów będących przeciwieństwami. Wycofanej, zamkniętej w sobie Kiry Asou oraz impulsywnego, żyjącego na granicy ryzyka Reia Kashino. Nie jest jednak typowym romansem, lecz emocjonalnym spotkaniem dwóch osób naznaczonych traumą i poczuciem osamotnienia. Nie nastawiajcie się na stopniowy rozwój relacji między bohaterami – jest intensywnie. Zamiast typowego flirtu i stopniowego zakochiwania się, czytelnik obserwuje natychmiastową, intensywną więź opartą na wzajemnym rozpoznaniu własnych słabości co sprawia, że ta więź jest dla nich czymś niespotykanym. Manga ukazuje dorastanie jako proces chaotyczny i bolesny, w którym relacje międzyludzkie mogą być jednocześnie źródłem ocalenia i zagrożenia.

fot. Serialomaniak

Co mi się podobało w 1 tomie?

Jedną z największych zalet mangi jest w moim odczuciu jej dojrzałość emocjonalna i tematyczna, wyraźnie odróżniająca ją od typowych romansów shōjo. Historia nie idealizuje miłości ani bohaterów, lecz pokazuje relację jako proces pełen napięć, niepewności i błędów wynikających z konfliktów jakich stają się częścią i nierozwiązanych problemów z przeszłości, które rzutują na teraźniejszość. Autorka z dużą wrażliwością podejmuje trudne tematy, takie jak trauma, poczucie winy, samotność czy autodestrukcja, traktując je nie jako sensacyjne wątki, lecz jako integralną część dorastania bohaterów. Warto też wspomnieć o symbolice. Motyw ryzyka, symbolizowany przez motocykle Reia, staje się metaforą życia na granicy i ucieczki przed bólem. Z kolei sztuka Kiry pokazuje, jak twórczość może stać się sposobem radzenia sobie z emocjami i formą autoterapii.

Nie da się ukryć, że bohaterowie przyciągnęli mnie od pierwszych stron. Kira Asou jest jedną z tych bohaterek, które łatwo błędnie zinterpretować jako pasywne. Jej milczenie, brak reakcji i wycofanie mogą irytować, ale właśnie w tym tkwi siła tej postaci. Kira nie jest cicha dlatego, że „taka jest”, lecz dlatego, że mówienie oznaczałoby konfrontację z emocjami, na które nie jest gotowa. Introwertycy zdecydowanie ją zrozumieją. Potrafi zabrać głos kiedy sytuacja tego wymaga i ma w sobie siłę i upór jakich nie widać na pierwszy rzut oka. Rei Kashino z kolei to z pozoru pewny siebie „bad boy”, którego impulsywność i zamiłowanie do ryzyka kryją głęboką traumę oraz trudności w radzeniu sobie z poczuciem straty i samotności. Jednak od początku okazuje bohaterce sympatię a jego bezpośredniość sprawia, że nie ma między nimi nieporozumień i niepotrzebnych dramatów, bo się ze sobą komunikują. Postacie drugoplanowe pełnią głównie funkcję katalizatorów konfliktów i emocji. Pojawiają się przyjaciele, członkowie rodziny oraz osoby z przeszłości bohaterów, które komplikują ich relację i przypominają o nierozwiązanych problemach. Choć nie wszystkie z nich są szczególnie rozbudowane, ich obecność wzmacnia wrażenie, że świat przedstawiony nie ogranicza się wyłącznie do głównego wątku romantycznego.

Kreska mangi jest typowa dla shōjo lat 90., ale dobrze współgra z emocjonalnym charakterem historii. Fuyumi Souryo skupia się przede wszystkim na twarzach i oczach postaci, które doskonale oddają ich stany psychiczne. Mimika jest subtelna, często melancholijna, a kadry nierzadko minimalistyczne, co pozwala skupić się na emocjach zamiast na detalach tła. To sprawia, że czytelnik zostaje niemal „wciągnięty” w ich wewnętrzny świat. Uproszczone tła i oszczędność detali wzmacniają emocjonalny przekaz w takich momentach. Natomiast sceny związane z motocyklami Reia wprowadzają więcej dynamiki i kontrastują z cichymi, intymnymi momentami między bohaterami jednocześnie podkreślając skrajność emocji jakie odczuwają.

Co mi się nie podobało w 1 tomie?

Jak wspomniałam, autorka nie unika trudnych tematów, choć momentami ich nagromadzenie bywa przytłaczające, zwłaszcza w tak wczesnej fazie historii. Emocjonalnie jednak ten nadmiar ma sens: oddaje stan psychiczny bohaterów, którzy również czują się przytłoczeni własnym życiem. Czytelnik może odczuwać zmęczenie intensywnością historii, ale jest to zmęczenie zamierzone. Dla mnie jest to do zniesienia zwyczajnie dlatego, że doceniam to co chciano przekazać i wiedziałam na co się piszę, jednak jeśli wolicie historie lżejsze w odbiorze „Mars” do takich nie należy. Nie oznacza to, że nie warto przeczytać – wręcz przeciwnie. Tyle że może lepiej sobie dawkować i czytać na raty. Pod pewnym względem kojarzyła mi się z k-dramami i ich specyficznym ciężarem co do niektórych historii miłosnych. Jeśli to wasze klimaty – będziecie zachwyceni.

Drobne wady jakie faktycznie odczułam to nagromadzenie paneli na stronie. Zdaję sobie sprawę, że ma to odzwierciedlać intensywność historii w jaką zostajemy wrzuceni – od emocji odczuwanych przez bohaterów po dramatyczne konfrontacje, ale wpływało to na moje tempo czytania. Może Wam to nie zrobi różnicy, ale warto mieć na uwadze. Uproszczone tła i podobieństwo niektórych postaci mogą też być postrzegane jako wada, zwłaszcza przez czytelników przyzwyczajonych do bardziej dopracowanej, współczesnej estetyki.

Wydanie mangi

„Mars” pojawił się w nowym wydaniu, dwa tomy w 1, ponad 400 ston. Wydanie miękkie, z obwolutą. Na obwolucie znajdziecie głównych bohaterów na białym tle. Tytuł mangi, z czerwonym połyskiem zdecydowanie rzuca się w oczy. Obwoluta jest natomiast matowa. Z tego co zdążyłam sprawdzić pozostałe tomy utrzymane są w tej samej estetyce. Na grzbiecie też minimalistycznie, pod obwolutą natomiast znajdziecie cytat w języku angielskim, który jest jednocześnie na początku historii. Pod względem jakości jak zwykle na najwyższym poziomie. Zabrakło mi jednak jakiejś kolorowej ilustracji w środku. Za to dzięki wydaniu 2w1 historia urywa się w takim momencie, że aż chce się czytać dalej!

Czy polecam 1 tom „Mars”?

Podsumowując, zdecydowanie tak. „Mars” to manga, która wyróżnia się na tle klasycznych shōjo przede wszystkim dojrzałością emocjonalną i psychologiczną głębią bohaterów. Historia nie jest jedynie romantyczną opowieścią o pierwszej miłości, lecz wnikliwą analizą traumy, lęku przed bliskością i mechanizmów radzenia sobie z emocjami. Dynamiczna, choć momentami intensywna narracja, wiarygodne postacie i starannie budowane napięcie sprawiają, że lektura angażuje i porusza, pozostawiając trwałe wrażenie. To dobry wybór dla tych czytelników, którzy cenią sobie historie refleksyjne, gdzie fabuła i uczucia bohaterów wymagają uważnego odbioru i empatii.

Dziękujemy Waneko za egzemplarz do recenzji. Wydawca nie miał wpływu na opinię i treść.