Książki serialoweWspółpraca reklamowa

Mały Potterownik: Luna Lovegood i Profesor Dumbledore (Opinia)

W jaki sposób zainteresować światem J.K. Rowling dzieci, które nie są jeszcze gotowe na lekturę grubych tomów o młodym czarodzieju? Pierwsze trzy tomy serii „Mały Potterownik” przekonały mnie, że to dobra metoda, a kontynuacja w postaci „Luna Lovegood” i „Profesor Dumbledore” jeszcze bardziej utwierdziły.

Każda z tych publikacji startuje od zwięzłego przybliżenia korzeni danej postaci, by płynnie przejść do serwowania intrygujących ciekawostek z ich życia w bardzo przystępnej formie. Dowiadujemy się stąd o ulubionych aktywnościach bohaterów, ich zaletach i wadach, a także śledzimy wybrane wątki z późniejszych etapów edukacji w Hogwarcie. Całość zamyka się w kilkudziesięciu stronach, oferując dynamiczną i bardzo konkretną lekturę, pozbawioną nużących, długich opisów. W przeciwieństwie do poprzednich odsłon, początki postaci nie zaczynają się u startu sagi – te fragmenty są szczątkowo potraktowane, dlatego historia dyrektora i Luny startuje znacznie później (dobrze, aby zapoznać się z poprzednimi odsłonami, inaczej można lekko pogubić się w chronologii wydarzeń).

fot. Serialomaniak

Zagorzali fani uniwersum nie znajdą tu raczej żadnych rewolucyjnych odkryć, ale nie zabraknie przypomnienia mniej oczywistych faktów o każdym z bohaterów, które maja prawo zakurzyć się w pamięci. Pojawiają się jedynie urocze detale, takie jak zawartość pokoju Luny z przyozdobienia go portretami jej przyjaciół czy wyszczególnienie wszystkich zasług szkolnych i światowym Dumbledora. To tylko próbka tego, jakiego kalibru są to informacje, ale już po nich widać, że nie brakuje faktów głębiej wchodzące w postacie, a chętnie wykorzystywane przez mistrzów gry podczas konkursów wiedzy. Do tego dochodzi fantastyczna szata graficzna współgrająca z postaciami. Sztywna okładka, ilustracje wiernie oddające klimat literackiego pierwowzoru oraz nieszablonowy układ stron (od magicznego przepychu po fragmenty stylizowane na odręczne listy) robią świetne wrażenie – do tego treści Dumbledore’a są bardziej dostojne (np. pięknie narysowany rozdział poświęcony feniksowi, z kolei historia Luny ma bardzo zaburzony układ treści, elementów co oddaje jej specyficzne uosobienie). Barwne, ale nie infantylne rysunki sprawiają, że to piękny gadżet, który doskonale wygląda w domowej biblioteczce (mówiąc krótko: są po prostu prześliczne!).

Publikacje te stworzono jednak z myślą o najmłodszych czytelnikach, stawiających pierwsze kroki w magicznym świecie, i w tym zadaniu sprawdzają się idealnie. Język jest skondensowany i prosty, a narracja nierzadko prowadzona w pierwszej osobie pomaga maluchom zżyć się z bohaterami. Edukacja przeplata się tu z rozrywką Znajdziemy tu mini-łamigłówki, chmurki tekstowe i mnóstwo obrazków, co szczególnie rzuca się w oczy na końcowych kartach. Twórcy sprytnie wyselekcjonowali najciekawsze smaczki z uniwersum, serwując je w sposób rozbudzający wyobraźnię np. zagadka otwierająca drzwi do dormitorium Luny. Świetnym zabiegiem są graficzne detale, takie jak imitujące rzucanie czarów linie, które prowadzą wzrok dziecka po kolejnych faktach, czy użycie różnorodnych fontów, co doskonale skupia uwagę młodego odbiorcy.

fot. Serialomaniak

Tak jak poprzednie trzy tomy serii raczej unikały wrażliwych spoilerów, tak z tymi jest mniej ostrożnie. Nie brakuje faktów z VI-VII, które dla początkujących fanów mogą odsłaniać zbyt wiele. Jest to wytłumaczalne przybliżaniem życiorysów postaci, które w książkach dopiero na tym etapie były mocniej eksplorowane.

Dziękujemy Media Rodzina za przewodniki. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.