Książki serialoweWspółpraca reklamowa

Kwiaty zła – Tom 1 (Opinia bezspoilerowa)

O „Kwiatach zła” słyszałam już dawno temu. Konkretnie o adaptacji i mieszanymi opiniami o anime ze względu na stronę wizualną. Mimo to psychologiczny aspekt tej historii był dla mnie zawsze ciekawy. Dlatego jak tylko uświadomiłam sobie, że Waneko zajmuje się wydaniem mangi w Polsce, postanowiłam sprawdzić materiał źródłowy. Dzięki uprzejmości wydawcy mogę podzielić się z Wami wrażeniami z pierwszego tomu. Zapraszam do lektury!

O czym są „Kwiaty zła”?

To historia, która od samego początku nie pozostawia czytelnika obojętnym. Zaczyna się nietypowo: Takao Kasuga, nieśmiały i wycofany gimnazjalista, kradnie strój gimnastyczny dziewczyny, w której jest zakochany. Być może udałoby mu się odkręcić tą sytuację i żyć dalej jakby nic się nie wydarzyło. Jest jednak pewien problem – Sawa Nakamura widziała co się stało i nie zamierza puścić mu tego płazem. Niby drobny, absurdalny gest z jego strony okazuje się punktem wyjścia dla wydarzeń podsycanych psychologiczną grą w kotka i myszkę, które wystawiają na próbę jego emocje, poczucie własnej wartości i granice moralności.

fot. Serialomaniak

Co mi się podobało?

Jedną z największych zalet „Kwiatów zła” jest głębia psychologiczna bohaterów i jednocześnie subtelność, z jaką Oshimi pokazuje ich motywacje. Takao Kasuga nie jest typowym protagonistą – jego nieśmiałość, impulsywność i obsesyjne myśli są przedstawione bardzo realistycznie. Nanako Saeki to postać, która z pozoru wydaje się typową dziewczyną z klasy – popularna, miła, uosabiająca ideał poza zasięgiem bohatera. Stanowi przede wszystkim punkt odniesienia dla psychiki Takao – jego obsesja na jej punkcie staje się katalizatorem wydarzeń. jej obecność wywołuje w nim silne emocje, ale sama Nanako w zasadzie nie inicjuje żadnych manipulacji czy prowokacji. Jest raczej punktem centralnym, wokół którego chłopak projektuje swoje pragnienia i frustracje. To sprawia, że jej postać jest pozornie bierna, ale psychologicznie niezwykle ważna – bez niej historia nie miałaby tej samej intensywności emocjonalnej. Sawa Nakamura z kolei jest postacią wielowymiarową pod innym względem. Pozornie prowokacyjną i zimną, ale jednocześnie samotną, pragnącą zrozumienia. Ich nietypowy kontrakt prowadzi do wielu sytuacji moralnie wątpliwych, gdzie przekraczane są granice komfortu. Ten aspekt jest o tyle ciekawy, że daje czytelnikom możliwość przeanalizowania powodów zachowania bohaterki. Czuć niepokój, który Oshimi buduje w kadrach.

A skoro już wspominam o kadrach – to nie jest „ładna”, wygładzona kreska, tylko surowa, ekspresyjna i momentami wręcz niepokojąca. Twarze bohaterów bywają kanciaste, deformowane, a mimika często przesadzona w celu podkreślenia emocji. W jednej scenie główny bohater może wyglądać niemal groteskowo w swojej panice czy wstydzie a w następnej zbliżenia pozwalają dostrzec najdrobniejsze niuanse jego lęku lub obsesji. Światłocienie i kontrasty są tu nie mniej ważne niż same postacie. Tła bywają minimalne, a puste przestrzenie kadru potęgują uczucie izolacji, niepewności i napięcia. Czasami bywa klaustrofobicznie. Często Oshimi używa tła i deformacji kadrów do oddania stanu psychicznego bohaterów – zamglone, zniekształcone lub czarno-białe przestrzenie symbolizują chaos, poczucie winy lub lęk. To jedna z cech, która odróżnia jego kreskę od innych dramatów szkolnych – tutaj każda linia, każdy cień i każdy kadr mają znaczenie psychologiczne.

Tempo narracji jest starannie wyważone. Oshimi łączy długie, introspektywne fragmenty, w których bohaterowie analizują własne myśli i emocje, z nagłymi wybuchami napięcia. Coś ciągle wisi w powietrzu, przez co ciężko odłożyć mangę. To poczucie utrzymuje się przez całą lekturę – każda decyzja, każda interakcja między bohaterami niosą za sobą konsekwencje i zmuszają do refleksji nad własnymi wartościami. Lubię historie, które dają do myślenia i sprawiają, że staram się przeanalizować jak ja zachowałabym się w danym momencie.

Co mi się nie podobało?

To jedna z niewielu historii gdzie moim zdaniem ciężko polubić bohaterów. Takao mimo, że to postać wrażliwa i złożona jak to w psychologicznych dramatach bywa – patrzy na innych z góry. Widzi rówieśników jako gorszych, tylko dlatego że nie interesują się literaturą tak jak on. Być może jego zachowanie mnie dodatkowo zirytowało, bo znam takich ludzi – oceniających, idealizujących własną perspektywę i zwyczajnie mi nie po drodze z takim podejściem, ale wpłynęło to na odbiór. Oprócz tego poczucie winy i wstyd przewijające się w historii są momentami tak przytłaczające, że czytelnik może odczuwać dyskomfort lub wręcz fizyczne napięcie przy lekturze. Postacie drugoplanowe moim zdaniem stanowią wyłącznie tło, a szkoda. Dla ludzi przyzwyczajonych do dynamicznej fabuły tempo też może okazać się za wolne.

Wydanie mangi

Manga jest wydana w formacie powiększonym, w miękkiej oprawie. Pierwszy tom to 3 w 1. Na obwolucie znajduje się jedna z głównych postaci tej historii czyli Sawa Nakamura. Oplata ją kwiat zła. Tytuł mangi jest w jaskrawym odcieniu. Ten sam kolor znajduje się na grzbiecie, na którym jest też jej podobizna. Na skrzydełkach obwoluty znajdują się informacje o fabule i autorze. Pod obwolutą znajdziecie taką samą ilustrację a z tyłu tytułowy kwiat. Manga zawiera wtrącenia między rozdziałami z komentarzami autora. Dzięki temu np. czytelnik dowiaduje się co zaczerpnął ze swoich prywatnych doświadczeń, przez co historia nabiera dodatkowo osobistego i niepokojącego wymiaru. Szykujcie się na gimnastykę przy czytaniu jeśli nie chcecie złamać grzbietu – ten tom ma prawie 600 stron. Jednak robi wrażenie na półce!

Czy polecam 1 tom „Kwiatów zła”?

Tak. „Kwiaty zła” to manga, która wciąga, nie pozwala oderwać się od lektury i zostaje w głowie na długo. To historia, która nie boi się pokazać mrocznych zakamarków ludzkiej psychiki, wstydu, obsesji i moralnych rozterek. Polecam przede wszystkim czytelnikom lubiącym psychologicznie złożone dramaty skłaniające do refleksji i historie o trudnym dorastaniu. Nie jest to łatwa lektura, ale zdecydowanie warto poznać. Tym bardziej, że w tym roku na Disney+ trafi serialowa adaptacja o czym pisaliśmy jakiś czas temu! Macie dwa wyjścia – przeczytać przed seansem albo porównać po.

Dziękujemy Waneko za egzemplarz do recenzji. Wydawca nie miał wpływu na treść.