Klangor: Sezon 1 (Opinia bezspoilerowa)
Z otwartymi rękami przyjmuję kolejne ciężkie kryminały, które w trakcie oglądania wywracają mnie na wszystkie strony i przy których mam problem z oderwaniem wzroku od ekranu. Pierwszy sezon „Klangoru” idealnie wpasował się w moje gusta, a nawet robi mi zagwozdkę, kiedy mam wskazać jakieś minusy (nie potrafię!).
Historia jest stosunkowo prosta: jeden z nastolatków zostaje zamordowany, jedna z nastolatek znika, nikt nie wie, o co chodzi, więc zaczynają się poszukiwania i dochodzenie do prawdy pod presją czasu. Ale prosta jest tylko na starcie, bo każda kolejna wskazówka i odpowiedź na pytanie tylko komplikuje historię, do tego stopnia, że jej rozwiązanie jest słodko-gorzkie (nie wiem czy bardziej słodkie, czy gorzkie – mam dylemat!).

Pierwsze, co mnie porwało w pierwszym sezonie „Klangoru” to cała strona obyczajowa. Świetnie napisane postacie, z naciskiem na portrety rodziców, jak Wejmanowie, którzy są bardzo ludzcy, a postawieni w kryzysie wykazują inspirującą dramaturgię i obraz prawdziwego rodzica, który stanie na głowie, kiedy musi ratować swoją pociechę (z kolei ich dzieci to przykłady dobrze wyrwanych ze swoich środowisk nastolatków, z którymi łatwo się utożsamiać w wielu rejonach – przymykając okiem na przerysowane stereotypy o nastoletnich „wybrykach” imprezowo-używkowych, zdecydowanie przesadzono z tym). Bardzo łatwo było mi związać się z postaciami i przeżywać to, co one, a siłą scenariusza okazuje się też zdolność stworzenia tła dla postaci drugoplanowych. Tło jest dobrze zbudowane do tego stopnia, że nie tyle stają one na własnych nogach, ile zyskują głębię, która potrafi je wybielić i uczynić ważnymi pionkami w historii np. Krzysztof, któremu od początku jest przeznaczony czarny charakter, ale poznanie jego losów rodzinnych i tego, co przeżywa, powoduje, że ciężko odnosić się do niego w pełni negatywnie (część grzechów jest usprawiedliwiona, część nie) w kulminacyjnym dla niego momencie.
Genialne sylwetki bohaterów to w dużej mierze gra aktorska, a mowa tu nie tylko o idealnie dobranej obsadzie, ale też o niezwykłym wyczuciu sytuacji i wejściu w skórę postaci. Arkadiusz Jakubik, Maja Ostaszewska, Aleksandra Popławska i Wojciech Mecwaldowski potrafili tak mistrzowsko grać wielowarstwowo, że płynnie wchodzili w każdy klimat i sytuację, wyciskali, co się dało, i wrzucali od siebie mnóstwo charyzmy (nawet potrafili na swoich barkach nieść nudne lub zbędne sceny). Muszę wyszczególnić Konrada Eleryka i Paulinę Gałązkę, którzy dostali do zagrania dość skomplikowane postacie i potrafili idealnie przerysować ich charakterystyczne cechy, żeby te ożyły na ekranie np. sposób wymowy Emila Knapika (trochę irytujący, ale jak budujący sylwetkę postaci). Oczywiście nie zapominajmy o młodszej obsadzie: Matylda Giegżno i Katarzyna Gałązka miały do zagrania dość trudne role ze względu na bagaż doświadczeń, emocji i tego, co ich postacie przechodziły fizycznie, a potrafiły w nie wniknąć i oddać trudne emocje jak zmęczenie fizyczne, ból i cierpienie, co zwalało z nóg.

„Klangor” opowiada bardzo mroczną i przejmującą historię, kiedy rozwój śledztwa zaczyna obnażać ludzkie słabości: od tego, co dzieje się za murami więziennymi, po problemy rodzinne, które, jak się okazuje, przenikają różne sfery i pokazują bardziej złożone obrazy postaci. Motywy poruszały wrażliwe kwestie i pokazywały złą stronę ludzi, kiedy wchodziły własne interesy, a to dokładało ciężaru historii (zwłaszcza kiedy polubiło się postacie, które podejmowały takie decyzje, że chciało się je bić rózgą!). Najbardziej poczułem to przy Piotrze, który początkowo był bardzo sympatycznym bohaterem, momentalnie polubiłem go, a jego późniejszy udział w wydarzeniach… zostawię to bez wyjaśnienia, po prostu znienawidzicie go tak jak ja (chyba? oby!). Oczywiście wątki i problemy są trochę przerysowane (jak wspomniane traktowanie nastolatków stereotypami), jak to często bywa przy polskich produkcjach, ale czy mi to wadziło? W żadnym wypadku, bo decyzje twórców współgrały z klimatem i realiami, jak czarny rynek więzienny, do którego przyzwyczaiło wiele filmów i seriali (mało scen więziennych, ale za to z konkretną siłą!). To, jakie sekrety i decyzje obnażają postacie, wręcz mrozi krew w żyłach, pokazując, do czego mogą prowadzić sytuacje bez wyjścia, kiedy człowiek traci grunt pod nogami (to wiąże się bezpośrednio z rozwiązaniem śledztwa i tym, co robią osoby siedzące w temacie, mimo że tego nie chcą).
Wyłącznie do jednej rzeczy mógłbym się na siłę przyczepić, a jest nią konsekwencja historii. Na początku słyszy się, że Magda Wejman nie może wrócić do Polski, bo jest mocno zaangażowana w zagraniczny projekt, po czym po zaginięciu córki wraca, a zupełnie nikt nie wspomina o jej zobowiązaniach (nie podważam decyzji bohaterki, bo ma ona pełne uzasadnienie rodzicielskie, zwracam tylko uwagę na jej sytuację zawodową). W trakcie sezonu pojawia się jeszcze kilka „takich” momentów, ale ten konkretny z Magdą najbardziej został mi w głowie.
Dziękujemy Canal+ za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.
Zalety 1 sezonu
- Głęboka i poruszająca strona obyczajowa
- Wielowymiarowy drugi plan i moralna niejednoznaczność
- Wybitna gra aktorska
- Mroczny, bezkompromisowy klimat
- Angażująca i zręcznie gęstniejąca intryga
Wady 1 sezonu
- Drobne niekonsekwencje scenariuszowe
- Przerysowane i stereotypowe przedstawienie problemów młodzieży
- Pojedyncze przestoje fabularne

