Współpraca reklamowa

Horda kontrwiatrowa. Księga 1 (Opinia)

„Horda kontrwiatrowa” to adaptacja kultowej powieści Alaina Damasio, za którą stoi duet Éric Henninot (scenariusz i rysunki) i Gaétan Georges (kolory), i już sam pierwowzór budował u mnie spore oczekiwania względem tego, jak twórcy poradzą sobie z przeniesieniem tak specyficznego świata na język komiksu.

Koncept świata jest naprawdę pokręcony, w najlepszym możliwym sensie. Cała fabuła kręci się wokół bezlitosnego wiatru jako centralnej siły napędowej historii. 34. horda kontrwiatrowa, czyli grupa około dwudziestu trzech osób szkolonych od dziecka, od dwudziestu siedmiu lat maszeruje pod wiatr z zachodu na wschód, zmierzając do mitycznego Początku Wiewu, źródła nieustannie wiejącego wiatru. Da się tu wyczuć inspirację choćby „Diuną”, jeśli chodzi o przedstawienie otoczenia czyt. pustkowia ze śladami zniszczonej cywilizacji, ale najważniejszym elementem był dla mnie motyw przetrwania: złe położenie bohaterów, wpływ ich decyzji na losy całej grupy, czy próg śmiertelności pokazujący, jak surowa jest to historia. To w połączeniu z uniwersalnymi tematami odpowiedzialności i wytrwałości grupowej daje fundament, na którym naprawdę chce się spędzić czas.

fot. Lost in Time

Największą siłą tego tomu jest jednak głębia relacji między bohaterami (dynamika grupy to serce tej historii). Początek z retrospekcjami z dzieciństwa, a potem przeskok czasowy, świetnie pokazuje, jak ci bohaterowie dorastali i jak później te relacje się skomplikowały. Dołóżmy do tego motyw przetrwania, przez który więzi między postaciami wybrzmiewają jeszcze mocniej, także w kontekście ich roli w społeczeństwie, i mamy historię, która nie spieszy się z pokazywaniem kart – niespieszne tempo narracji pozwala naprawdę dokładnie poznać świat i psychologię postaci.

Ilustracje dobrze oddają trud i wyczerpanie tej wędrówki. Widać to w detalach typu poszarpane ubrania, piasek czy pochylone sylwetki. Świetnie wypada tu też samo otoczenie: nawet pustkowia wyglądają atrakcyjnie, a surowe kolory utrzymane w umiarkowanej tonacji sprawiają, że cała historia zyskuje większy ciężar.

fot. Lost in Time

Mam jednak świadomość, że to lektura wymagająca. Świat przedstawiony jest złożony, ciężko od razu ogarnąć wszystkie jego zasady, bo tekstu jest sporo, a zależności między elementami świata bywają zawiłe. Ten komiks nie „pochłania się” bez wysiłku. Przy niektórych fragmentach trzeba się solidnie „nagimnastykować”, żeby nadążyć. Do tego specyficzny, powykręcany styl graficzny utrudnia odbiór zamiast go ułatwiać szczególnie przy przegadanej formie opowiadania historii

Dziękujemy Lost in Time za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.