Recenzje serialiWspółpraca

Georgie i Mandy wzięli ślub – Sezon 2A (Opinia bezspoilerowa)

Na temat moich wrażeń z pierwszego sezonu mogliście przeczytać na portalu w lipcu. Jeśli komuś z Was umknęła moja opinia i zastanawiacie się czy rozpoczynać przygodę z tym serialem koniecznie zerknijcie tutaj. Natomiast ta recenzja opiera się na pierwszych 10 odcinkach sezonu drugiego dostępnych na HBO MAX. W ramach przypomnienia: „Georgie i Mandy wzięli ślub” to spin-off serialu „Młody Sheldon” koncentrujący się na jego starszym bracie, który próbuje odnaleźć się w roli młodego rodzica w czym pomaga mu żona Mandy pod czujnym (i krytycznym) okiem jej rodziny. Choć serial jest sitcomem, nie ucieka od ukazania komplikacji wynikających z mieszkania pod jednym dachem z bliskimi, poświęceń i napięć z jakimi bohaterowie mierzą się na co dzień.

fot. CBS

Drugi sezon rozwija punkt wyjścia z finału pierwszej serii, koncentrując się na realiach młodego małżeństwa rzuconego w wir dorosłych obowiązków szybciej, niż byli na to emocjonalnie gotowi. Oś fabularna opiera się na napięciach między ambicjami Georgiego, jego potrzebą stabilności finansowej oraz pragmatycznym, ale coraz bardziej samodzielnym podejściem Mandy do życia. Scenariusz częściej niż wcześniej wychodzi poza schemat komediowych perypetii, dotykając tematów odpowiedzialności, kompromisu i redefinicji marzeń. Wątki poboczne jak relacje z rodziną, presja społeczna, różnice pokoleniowe są mocniej zintegrowane z główną narracją niż w pierwszym sezonie. O ile wcześniej bazowaliśmy głównie na konfrontacjach z rodziną, teraz widzimy Georgiego i Mandy skupionych na pracy, czasami przeciążonych obowiązkami i jak ten fakt wpływa na ich życie i związek. Momentami jest mniej komediowo co w moim odczuciu jest dobrą decyzją. Georgie pod koniec 1. sezonu podjął spore ryzyko w kwestii finansów i jak się okazuje, być może większa decyzyjność i niezależność nie są tak łatwe do udźwignięcia nawet jeśli napędzają go marzenia o sukcesie. Jednocześnie dało to przestrzeń na rozbudowanie relacji z Rubenem (Jessie Prez) też pracującym w warsztacie. Jest to ciekawy wątek ukazujący, że dobre intencje bohatera, przeczucie za którym podąża i spontaniczne decyzje może i niejednokrotnie pomocne w innych aspektach, nie idą w parze z utrzymaniem biznesu. Dawniej wspierany przez teścia, teraz Georgie musi wykazać się jeszcze większą odpowiedzialnością i zaradnością, co momentami w kwestii pracy nie jest jego mocną stroną. A lekkomyślne zachowanie wymusza na nim kłamstwa, co odbija się na małżeństwie. Serial nadal koncentruje się na małżeństwie tytułowej pary, ale daje też bardziej wybrzmieć postaciom drugoplanowym. Dzięki temu nie mamy do czynienia z opowieścią jednowymiarową.

fot. CBS

Widzimy jak Georgie radzi sobie z relacjami z innymi i odmiennym podejściem do dorosłości. Sam będący jeszcze na rozdrożu nie jest tak pragmatyczny jak Ruben czy opanowany jak teść i jednocześnie w lepszej sytuacji życiowej niż Connor. Georgie, mając w sobie młodzieńczą naiwność najpierw podejmuje decyzje, po czym dziwi się sceptycznym reakcjom. Nie oznacza to jednak braku rozsądku. Z jego perspektywy, każda z decyzji jakie podejmuje jest podyktowana chęcią zapewnienia najbliższym stabilności i bezpieczeństwa, nieważne jak szalona by nie była. Dobrze oglądało się sprzeczki z Rubenem chociażby dlatego, że ostatecznie uczą one bohatera czym jest kompromis i partnerstwo poza związkiem. Na plus zdecydowanie wypada decyzja o stopniowym pogłębianiu relacji z Connorem, bratem Mandy. Widzę tu potencjał na solidną przyjaźń na przestrzeni kolejnych sezonów. Connor reprezentuje pozornie lżejszy model dorosłości, pozbawiony stałych zobowiązań i presji rodzinnej. W kolejnych odcinkach widać, że jego poleganie na rodzinie i brak perspektyw nie są jednak oznaką wolności, lecz formą ucieczki przed rzeczywistością i nawracającym poczuciem pustki.

Nie oznacza to jednak, że sezon nie ma wad. Najpoważniejszym problemem jest wyraźna ostrożność twórców, którzy unikają decyzji mogących trwale zmienić dynamikę relacji między bohaterami. Konflikty są konsekwentnie zapowiadane, stopniowo narastają, po czym zostają rozładowane w sposób zbyt bezpieczny, bez realnych skutków dla fabuły. Jakby dawano do zrozumienia, że wszystko ostatecznie dobrze się kończy. Dobrym tego przykładem jest chociażby zazdrość Georgiego o szefa Mandy. Wątek ten czaił się od jakiegoś czasu zwiastując kłopoty w relacji a ostatecznie na ten moment po jednej konfrontacji, zazdrość jakby zostaje zamieciona pod dywan. Drugą istotną wadą jest nierówne tempo sezonu. Spowolnienie narracji bywa uzasadnione tematycznie, ponieważ oddaje monotonię i zmęczenie codziennym życiem, jednak w praktyce część odcinków nie wnosi znaczącego rozwoju ani dla postaci przez co ma się poczucie zapychaczy co biorąc pod uwagę krótki format jest frustrujące. Co więcej, sezon cierpi na niedostateczne rozwinięcie perspektywy Mandy. Jej ambicje zawodowe, poczucie utraty kontroli nad własnym życiem, chęć doskonalenia się i równe traktowanie są sygnalizowane, lecz nie eksplorowane z taką samą konsekwencją jak dylematy Georgiego. A przecież to historia o tej dwójce. Mam jednak z tyłu głowy, że to dopiero połowa sezonu i pozostałe odcinki które dopiero przed nami mogą uzupełnić braki, na co po cichu liczę. A Was zachęcam do seansu!

Dziękujemy HBO MAX za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.