Geiger tom 3 (Opinia)
To już trzeci tom „Geigera”! Ponownie wracamy do Tariqa Geigera, radioaktywnego mutanta przemierzającego zrujnowane, popromienne pustkowia Ameryki. Dalsza wędrówka pcha go prosto w objęcia nowego zagrożenia, które ma z nim aż za dużo wspólnego. Jak ta kolejna porcja postapokaliptycznej rozwalanki u mnie siadła?
To jeden z tych komiksów, gdzie jako pierwsze muszę chwalić wizualną stronę. Rysunki Gary’ego Franka zbierają u mnie najwyższe noty: obłędna anatomia postaci, genialna mimika oddająca emocje i ten duszny, brudny świat postapo. Do tego dochodzi kapitalna praca kolorysty Brada Andersona. Charakterystyczna, zielona, radioaktywna poświata Geigera dosłownie „schodzi” ze stron komiksu i rozświetla kadry, dając niesamowity efekt wizualny.
Niezwykle jarający jest też rozmach, z jakim Johns buduje całe uniwersum The Unnamed. Coraz wyraźniejsze, zręcznie wplecione nawiązania do pozostałych serii z tego cyklu (jak Junkyard Joe czy Redcoat) wyraźnie podbijają stawkę i pokazują, że scenarzysta ma doskonale przemyślany plan na ten świat. Co ważne, mimo wszechobecnego chaosu i brutalności, komiks nie traci emocjonalnego trzonu: wewnętrzna walka Tariqa o zachowanie resztek cywilizowanych zasad i chęć ochrony słabszych nadają opowieści głębię i prawdziwe serce. A kiedy przychodzi czas na konfrontacje na nuklearnych pustkowiach, dostajemy czysto filmową narrację i wściekle dynamiczną akcję, przy której po prostu nie da się nudzić. No i debiuty nowych postaci… to nie tylko ciekawe postacie z własnymi historiami na barkach, ale i występy przełomowe dla uniwersum czy rozwoju głównego bohatera (lubię to!).
Wyłącznie zastrzeżenia mam w kierunku schematów, które uwypuklają się na pewnym etapie. Brutalni watażkowie czy klasyczne grupy przetrwania wpisują się w dość przewidywalne klisze znane z popkultury na wylot, więc pod tym względem zabrakło nieco świeżości.
Dziękuję Nagle Comics za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.
Tekst pochodzi z drugiego portalu Uniwersumdccomics.com.pl

