Recenzje serialiWspółpraca

Domek na prerii (Opinia bezspoilerowa)

Pomimo że jakoś nigdy nie miałam okazji przeczytać literackiego pierwowzoru „Domku na prerii”, to jego serialowa wersja z lat 70. i 80. była mi bardzo bliska. To jedna z tych produkcji, które w polskiej telewizji przyjęły się znakomicie i zyskały ogromne grono fanów. Choć z tego co słyszałam, tamta adaptacja dość swobodnie podchodziła do książkowego materiału, dla wielu widzów do dziś pozostaje kultowym serialem. W tym roku Netflix postanowił zaprezentować nam nową wersję tej ukochanej przez wielu historii. Jak wypadła? Zapraszam do recenzji.

Domek na prerii” opowiada historię rodziny Ingallsów, która w poszukiwaniu lepszego życia wyrusza na amerykańskie pogranicze. Charles i Caroline wraz z córkami próbują odnaleźć swoje miejsce w świecie pełnym wyzwań, budując dom, nawiązując nowe znajomości i mierząc się z trudami codziennego życia. Gdy trafiają do osady Independence, mają wrażenie, że wreszcie znaleźli swoje miejsce na ziemi. Szybko jednak okazuje się, że mimo życzliwości mieszkańców czeka ich jeszcze wiele trudnych chwil i wyzwań, które wystawią na próbę zarówno ich siłę, jak i rodzinne więzi.

fot. Netflix

Muszę przyznać, że fabularnie podjęto ciekawą decyzję. W zasadzie cały pierwszy sezon opowiada o wydarzeniach, które w serialu z lat 70. twórcy zamknęli w pilocie, o ile dobrze pamiętam. Dlatego nie zdradzając zbyt wiele, byłam mile zaskoczona tym, jak wiele nowej historii, postaci i relacji udało się tutaj wprowadzić. To naprawdę ciekawe rozwiązanie. Jest mi tylko trochę szkoda, że wiele z tych bohaterów prawdopodobnie nie pojawi się już w ewentualnym drugim sezonie. A szkoda, bo właśnie postacie i relacje między nimi są zdecydowanie najmocniejszą stroną tej produkcji, ale o tym za chwilę.

Twórcy poświęcili też sporo miejsca rdzennym Amerykanom, ich wysiedleniom oraz przejmowaniu należących do nich ziem. Pokazano, jak silne przywiązanie do tradycji, przodków i rodzinnej ziemi zderzało się z ekspansją białych osadników. Interesuję się historią i kulturą rdzennych mieszkańców Ameryki, dlatego bardzo ucieszyło mnie, że ten wątek nie został potraktowany jedynie jako tło wydarzeń. Moim zdaniem dodaje on serialowi głębi i pokazuje, że twórcy chcieli opowiedzieć o tamtych czasach z nieco szerszej perspektywy.

fot. Netflix

To, co w tej produkcji gra najlepiej, to jak już wspomniałam postacie i relacje między nimi. Zarówno bohaterowie pierwszoplanowi, jak i drugoplanowi zostali świetnie zbudowani. Każdy ma własny charakter, motywacje i odpowiednio dużo czasu ekranowego, by zbudować wiarygodne i ciekawe relacje z innymi. Zaczynając od rodziny Ingallsów, Charles i Caroline otrzymali naprawdę interesująco rozpisaną historię miłosną oraz relację, która nie opiera się wyłącznie na sielankowym obrazie idealnego małżeństwa. Oboje niosą ze sobą bagaż doświadczeń i ciężar przeszłości swoich rodzin, co sprawia, że ich wspólne życie wydaje się bardziej autentyczne. Równie dobrze wypadają Laura i Mary, których siostrzana więź jest moim zdaniem znacznie lepiej rozwinięta i głębsza niż w poprzedniej wersji serialu. Do tego dochodzi cała plejada barwnych postaci, sąsiadów, mieszkańców osady i ludzi, których Ingallsowie spotykają na swojej drodze. Każdy z nich wnosi coś do historii i sprawia, że Independence żyje, zamiast być jedynie tłem dla głównych bohaterów.

"Two girls in vintage dresses crouch by a young tree in a grassy field, arranging stones at its base under a cloudy sky, evoking a peaceful, historical outdoor scene."
fot. Netflix

Podsumowując, „Domek na prerii” to serial, który ogląda się naprawdę bardzo dobrze. Fabuła wciąga, angażuje i potrafi zaskoczyć, a największą siłą produkcji są świetnie napisane postacie oraz relacje między nimi. To właśnie one sprawiają, że z każdym kolejnym odcinkiem coraz bardziej chce się śledzić losy bohaterów. Czy serial ma wady? Oczywiście. Momentami dialogi wypadają nieco zbyt sztywno, a efekty CGI potrafią razić swoją przeciętnością. Na szczęście są to niedociągnięcia, które ani przez chwilę nie zepsuły mi seansu. Ostatecznie dostałam ciepłą, angażującą i emocjonalną opowieść, do której z przyjemnością wracałam przez cały sezon. Ja zdecydowanie czekam na drugi sezon i mam nadzieję, że Netflix da twórcom szansę na dalsze rozwinięcie tej historii. To jedna z tych produkcji, z którymi naprawdę trudno się rozstać po obejrzeniu ostatniego odcinka.

Dziękujemy Netflix za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.