Król Szmaciarzy (Opinia bezspoilerowa)
Z Cassandrą Clare mam dość długą historię, może nie jestem jej największą wyznawczynią, która ma wszystkie cytaty w małym palcu, ale do jej książek zawsze wracam z pewną sympatią. Seria „Dary anioła” i wszystkie te mniej lub bardziej udane spin-offy towarzyszyły mi przez lata, a przy okazji miałam okazję obserwować, jak autorka naprawdę się rozwija. I to nie jest taki rozwój „trochę lepiej, trochę gorzej”, tylko momentami wręcz skok jakościowy.

Dlatego kiedy wyszedł pierwszy tom „The Chronicles of Castellane: Strażnik miecza”, podeszłam do niego z dość optymistycznym nastawieniem. Z jednej strony wiadomo, sentyment do autorki robi swoje. Z drugiej – high fantasy to mój klimat, więc liczyłam, że to będzie połączenie, które po prostu musi zadziałać. No bo skoro Clare ogarnęła urban fantasy i rozbudowane uniwersum, to co może pójść nie tak, kiedy dostaje do ręki pełnoprawne fantasy z rozmachem? „Król mieczy” to naprawdę udany wstęp do historii. Jasne rozkręca się dość długo i momentami można odnieść wrażenie, że akcja spaceruje zamiast biec, ale coś za coś. Świat, który stworzyła autorka, jest po prostu napakowany wszystkim: miejscami, nazwami, językami, klasami społecznymi, polityką i całym wachlarzem postaci. To już nie jest „lekka fantastyka na wieczór”, tylko pełnoprawne, rozbudowane high fantasy. Widać też wyraźnie, jak bardzo Clare dojrzała jako autorka, nie tylko pod względem stylu, ale i samej konstrukcji fabuły. Jest bardziej złożenie, bardziej politycznie, bardziej „na serio”. Do tego dostajemy naprawdę świetny duet głównych bohaterów, którzy spokojnie niosą tę historię na swoich barkach. I choć wszystko rozwija się raczej powoli, to finał robi robotę, na tyle, że zamykając książkę, miałam tylko jedno pytanie: gdzie jest drugi tom i dlaczego jeszcze go nie czytam? No i właśnie, w końcu dostajemy kontynuację, czyli „Król Szmaciarzy”. Jesteście ciekawi, czy historia trzyma poziom i czy Clare dowozi po tak obiecującym początku? Zapraszam do recenzji!

Po wydarzeniach z pierwszego tomu na dworze królewskim coraz bardziej narasta napięcie, chaos i podejrzenia są tu teraz na porządku dziennym. Kel, sobowtór księcia Conora i Strażnik Miecza, tropi zdrajców, kierując się wskazówkami Króla Szmaciarzy. Szybko okazuje się, że w grę wchodzi poważny spisek przeciwko rodzinie królewskiej, a jego konsekwencje dotykają też samego Kela. Lin z kolei musi udowodnić, że naprawdę jest Odrodzoną Boginią, inaczej grozi jej wygnanie. Problem w tym, że sytuacja wciąż się komplikuje, a ryzyko rośnie z każdym kolejnym krokiem. Na dokładkę książę Conor żąda od niej uzdrowienia swojego ojca, pogrążonego w szaleństwie przez starożytną magię. W świecie pełnym intryg i napięć Kel i Lin muszą bardzo uważać, bo jeden błąd może kosztować ich naprawdę dużo.
Powrót do Castellane jest jak najbardziej udany. Drugi tom ma lekko ten sam „problem” co pierwszy, długo się rozkręca, ale nie w aż takiej skali ( Aczkolwiek, może to kwestia tego że ja potrzebowałam chwili by wkręcić się znowu w ten świat.) Kiedy jednak już ruszy, to naprawdę robi się z tego petarda i historia leci do przodu bez hamulców, budując sieć pełną intryg, płynnych sojuszy i skomplikowanych relacji. Jeśli chodzi o świat, jest bardzo dobrze wykreowany, rozbudowany i dopracowany, ale mam wrażenie, że Cassandra Clare najmocniej i tak stoi postaciami. I to się nie zmienia od lat. Tak jak w „Dary anioła” czy całym uniwersum Nocnych Łowców to bohaterowie byli największą siłą, tak samo tutaj, świat jest solidny i ciekawy, ale to właśnie postacie robią największą robotę i trzymają całość. Kel i Lin dalej wzbudzają moją sympatię i dobrze mi się czyta ich wątki, ale muszę przyznać, że to Conor jest tu moim zdecydowanym faworytem (tak, mam słabość do takich postaci i nie zamierzam się z tym kryć 😉). Każde z nich wnosi coś innego do historii, a ich relacje i wybory naprawdę dobrze to wszystko spinają. Szczególnie Lin w tym tomie pokazuje się inaczej, nadal jest zdeterminowana, ale bardziej zdesperowana i świadoma konsekwencji swoich działań. Jej wątek to droga samopoznania, w której wyraźnie zmieniają się jej priorytety i sposób myślenia. Jej historia wciąga i jest pełna napięcia!

Tytułowy Król Szmaciarzy jest obecny głównie „w tle”, ale jego wpływ obejmuje całe Castellane. Nawet gdy go nie ma na scenie, jego obecność jest wyczuwalna. A finał zmienia sposób, w jaki czytelnik go postrzega, ujawniając motywacje, które okazują się znacznie bardziej złożone, niż się wydawało.
Wątki romantyczne trzymają w napięciu, ale nie dominują historii, co bardzo mi odpowiada. Są różne, czasem bolesne, czasem frustrujące, ale dobrze uzupełniają fabułę, zamiast ją przykrywać. To nie jest romantasy, choć momentami ma takie „smaczki” i emocjonalne napięcie w tę stronę. Cała historia dalej ciekawi, ma klimat i coś takiego, co sprawia, że trudno się od niej oderwać. Nawet mimo wolniejszego początku, jak już wciąga, to konkretnie.
Tempo „Króla Szmaciarzy” jest szybsze niż w pierwszym tomie, a historia szybko wciąga, stawiając na akcję, napięcie i świetnie rozpisane relacje między bohaterami. Najmocniej wypadają dynamiczne interakcje Kela z Conorem, ich skomplikowana relacja, pełna lojalności, sekretów i konfliktów, to zdecydowanie jeden z największych atutów tej serii i coś, co najbardziej w niej lubię. Polityczne intrygi i wielowątkowa fabuła momentami wymagają skupienia, ale ostatecznie prowadzą do satysfakcjonujących zwrotów akcji. Jasne, Clare to jeszcze nie Sanderson, ale ten tom to bardzo solidna kontynuacja, która świetnie przygotowuje grunt pod kolejny i dalszy rozwój uniwersum, na co naprawdę liczę.
Jeśli lubisz mroczne klimaty, intrygi i bohaterów, których nie da się łatwo jednoznacznie ocenić, to ta książka zdecydowanie jest dla Ciebie. „Król Szmaciarzy” bardzo mocno stoi relacjami między postaciami, zarówno tymi romantycznymi, jak i politycznymi czy bardziej skomplikowanymi układami lojalności. To właśnie one napędzają całą historię i sprawiają, że trudno się od niej oderwać. Jeśli więc szukasz historii, w której najważniejsze są emocje, napięcie i świetnie napisane relacje bohaterów, warto dać tej serii szansę.
Dziękujemy wydawnictwu Zysk i S-ka za egzemplarz do recenzji. Wydawca nie miał wpływu na opinię i treść.

