Zew nocy – Sezon 1 (Opinia bezspoilerowa)
Są anime, które zachwycają spektakularnymi walkami, wielkimi emocjami albo skomplikowaną fabułą. „Zew nocy” wybiera zupełnie inną drogę – zamiast pośpiechu oferuje klimat, nocną atmosferę i historię o młodych ludziach – i wampirach – którzy próbują zrozumieć samych siebie. To seria, która potrafi być jednocześnie spokojna, zabawna, melancholijna i zaskakująco refleksyjna. Pierwszy sezon to nie tylko opowieść o wampirach, ale przede wszystkim historia o poczuciu wyobcowania, pragnieniu wolności i potrzebie znalezienia kogoś, kto pozwoli nam poczuć się naprawdę sobą.
Głównym bohaterem anime jest Ko Yamori, gimnazjalista, który pewnego dnia postanawia przestać chodzić do szkoły. Czuje się zmęczony codziennością i pozbawiony celu. Nie mogąc zasnąć, zaczyna włóczyć się nocami po pustym mieście. To właśnie wtedy poznaje tajemniczą Nazunę Nanakusę – dziewczynę, która okazuje się być wampirem. Spotkanie z nią całkowicie zmienia jego spojrzenie na świat. Ko zaczyna odkrywać uroki nocnego życia – ciszę pustych ulic, brak presji, spontaniczne rozmowy i poczucie wolności, którego wcześniej mu brakowało. Szybko dochodzi jednak do wniosku, że chciałby zostać wampirem. Jak się szybko okazuje, jedynym sposobem na przemianę jest… zakochanie się w Nazunie. Nie jest to proste zadanie. Choć wampirzyca rzuca przy nim dwuznacznymi tekstami, on nie ma w tej kwestii doświadczenia a jakakolwiek wzmianka o miłości niesamowicie ją krępuje. Nie dostaniecie więc historii o miłości. Anime daje przestrzeń by zastanowić się nad tym, czym właściwie jest szczęście, dlaczego ludzie czują się zagubieni i czy ucieczka od codzienności i oczekiwań rzeczywiście pozwala odnaleźć siebie.

Co ciekawe, polubiłam wszystkie najistotniejsze postacie pojawiające się w tym sezonie. Ko nie jest typowym protagonistą, który ma wielkie marzenia i jasno określony cel. Nawet jego chęć zostania wampirem nie ma konkretnego uzasadnienia. To chłopak zagubiony, trochę obojętny i zmęczony światem, którego zasad nie do końca rozumie. Jego problemem nie jest to, że nie lubi ludzi – bardziej chodzi o to, że nie potrafi odnaleźć się w oczekiwaniach, jakie stawia przed nim społeczeństwo. Dzięki temu wielu widzów w podobnym wieku – choć starsi też – może łatwo utożsamić się z jego poczuciem pustki i poszukiwaniem czegoś, co nada codzienności większy sens. Nazuna z kolei jest postacią pełną energii i pozornie beztroską. Uwielbia żartować, prowokować Ko i cieszyć się nocnym życiem, ale z czasem anime pokazuje, że za jej luźnym podejściem również kryją się pewne emocje i niepewności. Chemia między nimi niesie tą historię i aż miło się ogląda, bo dają sobie przestrzeń by być sobą. No i drugoplanowi bohaterowie jak np. przyjaciele z dzieciństwa czy towarzyszki Nazuny – nie tylko dodają inną perspektywę, ale rozbudowują świat wampirów, w który wdepnął Ko. Co szczerze bardzo mnie cieszy, bo trochę się bałam, że będziemy się razem z Ko i Nazuną włóczyć po mieście bez celu, co akurat w przypadku tej historii mogłoby mnie na dłuższą metę znudzić. Jasne, są odcinki, które można odebrać jako zapychacz – jak choćby nietypowa praca Nazuny czy odcinek z małym śledztwem i podglądaczem w kafejce, ale jednocześnie dają one więcej czasu ekranowego pobocznym bohaterom. Jak się okazuje, nie tylko dorastający Ko ma problemy ze snem. A pojawienie się w pewnym momencie detektyw Anko Uguisu skręca w mroczniejsze rejony i mam nadzieję, że drugi sezon to rozwija!
Pod względem wizualnym seria prezentuje się znakomicie. Studio LIDENFILMS stworzyło coś pięknego. Te nocne kadry nasycone kolorami pojawiające się dość często sprawiały, że wcale nie dziwiłam się Ko, że zamiast spać woli spacerować. Jest czym się zachwycać. Od intensywnych fioletów i niebieskich odcieni, po żółć, zieleń czy czerwień – kolory współgrają świetnie z tym co się dzieje na ekranie. Oglądając anime, można niemal poczuć chłodne nocne powietrze i spokój, który towarzyszy bohaterom podczas ich spacerów. Animacja świetnie podkreśla również osobowość Nazuny – jej ruchy są pełne energii, a sceny z jej udziałem często mają bardziej dynamiczny charakter. To jedna z tych produkcji, które można oglądać nie tylko dla historii, ale również dla samej atmosfery i pięknych kadrów. No i opening i ending! Obu kawałków od Creepy Nuts nie da się pominąć. To one zachęciły mnie do seansu.

Żeby nie było zbyt kolorowo, wady też się znajdą. Najbardziej odczuwalnym problemem jest nierówne tempo. W pierwszej połowie sezonu fabuła momentami sprawia wrażenie, jakby kręciła się w miejscu – kolejne nocne spacery i rozmowy budują klimat, ale nie zawsze popychają historię do przodu. Jeśli ktoś oczekuje wyraźnie zarysowanego celu lub częstszych zwrotów akcji, może zacząć odczuwać frustrację. Myślę też, że Nazuna to taka bohaterka, którą można łatwo polubić albo wręcz przeciwnie. Jej dwuznaczne docinki czasami irytują, ale zdaję sobie sprawę, że mają też dawać do zrozumienia, że tylko tak potrafi rozmawiać swobodnie i stanowią część jej osobowości. Taki jej urok. No i zasady funkcjonowania wampirów i ich świat są odkrywane bardzo powoli. Z jednej strony buduje to tajemnicę, z drugiej dostajemy okruchy – a chciałoby się więcej.
Podsumowując, „Zew nocy” w pierwszym sezonie zarysowuje nam relację Ko i Nazuny, ich nocne wędrówki i stopniowo – świat wampirów. Choć momentami czułam niedosyt, widać, że to wstęp do czegoś większego i zwroty akcji jeszcze się pojawią. To idealna seria na wieczorny seans – spokojna, trochę dziwna, zabawna a przy tym zaskakująco refleksyjna. Świetna pod względem wizualnym, charyzmatyczni bohaterowie i wyjątkowa atmosfera sprawiają, że trudno pomylić „Zew nocy” z jakimkolwiek innym anime. Nie każdemu przypadnie do gustu jej powolny rytm, ale jeśli pozwolicie jej działać we własnym tempie, może okazać się jednym z najbardziej wyjątkowych tytułów ostatnich lat.
Dziękujemy ADN za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię.

