Książki serialoweWspółpraca reklamowa

True Beauty – Tom 10 i 11 (Opinia bezspoilerowa)

Uwierzycie, że to już 10. i 11. tom „True Beauty? Niesamowite, jak komiks, który zaczynał jako historia zakompleksionej nastolatki, wyrósł na całkiem dojrzałą opowieść o wchodzeniu w dorosłość i zderzeniu marzeń z brutalną rzeczywistością show-biznesu. A mówimy przecież o Korei Południowej, jednym z najbardziej restrykcyjnych i bezlitosnych środowisk medialnych na świecie.

Nowe tomy dalej śledzą losy trójki przyjaciół z liceum: Jugyeong, Seojuna i Suho. Macki show-biznesu coraz mocniej oplatają nie tylko Seojuna, który jest dosłownie o krok od debiutu, ale też Jugyeong. Jej konto na Instagramie zaczyna żyć własnym życiem, a popularność rośnie szybciej niż liczba powiadomień na ekranie. I jak łatwo się domyślić, sława bardzo szybko pokazuje swoją ciemniejszą stronę. Bycie osobą publiczną ma swoją cenę, a spełnianie marzeń potrafi boleć bardziej, niż ktokolwiek się spodziewa.

fot. Wyd. Jaguar/Serialomaniak

Bez owijania w bawełnę: „True Beauty” nadal czyta się świetnie. Jak już niejednokrotnie wspominałam, seria wyraźnie zyskała po tym, jak bohaterowie opuścili mury liceum. Ich dorosłe życie wyniosło fabułę poziom wyżej. Nadal jest to historia lekka i przyjemna, ale jak to „True Beauty”, nie boi się zahaczać o tematy trudne, niewygodne i bardzo aktualne. W 10. tomie Jugyeong musi zmierzyć się nie tylko z nagonką ze strony wyjątkowo zapalczywego fandomu Seojuna, ale też z falą hejtu, która rośnie proporcjonalnie do jej popularności. Pojawia się wątek medycyny estetycznej, a główna bohaterka po raz kolejny zadaje sobie pytanie, które przewija się przez całą serię: czy jestem wystarczająca taka, jaka jestem? To mocne, momentami niewygodne, ale bardzo w punkt. Tom 11 skręca w jeszcze mroczniejsze rejony. Pojawia się wątek stalkingu, niestety aż nazbyt realistyczny, szczególnie w kontekście koreańskich celebrytów. Historia psychofanki Seojuna to zdecydowanie najmocniejszy i najciekawszy element fabuły tych dwóch tomów: pełen napięcia, niepokoju i takiego „czytam dalej, bo MUSZĘ wiedzieć, co się stanie”.

Jedyną drobną wadą, przynajmniej dla części czytelników, może być fakt, że jeśli ktoś kompletnie nie orientuje się w tym, jak funkcjonuje koreański przemysł rozrywkowy i jaki stosunek do idoli mają tamtejsi fani, pewne zachowania mogą wydawać się dziwne albo wręcz absurdalne. Restrykcyjne podejście wytwórni i fandomów do randkowania idoli oraz ich życia prywatnego potrafi szokować. Nawet dla mnie, osoby siedzącej w k-popowych fandomach bywa to niezrozumiałe i irytujące. Jako Europejce trudno mi zaakceptować realia, w których celebryta praktycznie nie ma prawa do prywatności ani związków, co w naszej (polskiej) czy bardziej nam bliskiej/znanej (amerykańskiej) kulturze jest czymś zupełnie normalnym. Dlatego dla czytelnika „z zewnątrz” ten aspekt może być jednocześnie fascynujący… i strasznie frustrujący. Ale może właśnie dzięki temu seria tak dobrze pokazuje, jak wysoka bywa cena popularności?

fot. Wyd. Jaguar/Serialomaniak

Pod względem wizualnym jak zawsze komiksy trzymają wysoki poziom. Po raz kolejny wydawnictwo Jaguar świetnie się spisało, a cała seria bardzo ładnie prezentuje się na półce. Spójne grzbiety, porządna jakość druku i papieru robią robotę, więc „True Beauty” to nie tylko dobra historia, ale też po prostu estetyczny zakup. Jest jednak drobna rzecz techniczna, która mnie lekko irytowała. Nie do końca podobał mi się zabieg polegający na mocnym zaciemnieniu kadrów we fragmentach wspomnieniowych. Na samym początku serio myślałam, że to jakiś błąd w druku 😅 Wizualnie nie wygląda to najlepiej i potrafi wybić z rytmu czytania. Z drugiej strony rozumiem, że taki był zamysł autorki, chodziło o wyraźne odróżnienie przeszłości od teraźniejszości, ale mimo wszystko jest to element, który mógłby zostać rozwiązany subtelniej.

Podsumowując, 10. i 11. tom „True Beauty” pokazują, że ta seria dawno przestała być tylko lekkim romansem szkolnym. To dojrzała, wciągająca historia o marzeniach, presji i cenie popularności, która z każdym kolejnym tomem nabiera głębi. Mimo drobnych technicznych zgrzytów komiks nadal czyta się z ogromną przyjemnością, a poruszane tematy zostają w głowie na długo po odłożeniu tomu na półkę. Jeśli ktoś wciąż się zastanawia, czy warto sięgnąć po „True Beauty”, odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak.

Dziękuję Wydawnictwu Jaguar za przekazanie egzemplarzy recenzenckich. Wydawca nie miał wpływu na opinię i tekst.