Książki serialoweWspółpraca reklamowa

True Beauty 14 i 15 tom (Opinia bezspolierowa)

Uwierzycie, że to już 14. i 15. tom „True Beauty”? Dzięki wydawnictwu Jaguar możemy regularnie sięgać po kolejne tomy tej manhwy i choć historia Jugyeong, Suho i Seojuna powoli zbliża się do końca, wciąż ma w sobie to samo serducho, które pokochałam od pierwszych rozdziałów. Nadal potrafi rozbawić, wywołać uśmiech, a gdy trzeba także wzruszyć. To jedna z tych serii, przy których człowiek mówi sobie: „Jeszcze tylko jeden rozdział”, po czym nagle orientuje się, że przeczytał cały tom. A choć finał jest już coraz bliżej, ta historia nadal nie traci swojego uroku.

fot. Serialomaniak/Jaguar

Czternasty tom zastaje Jugyeong w momencie, gdy wydaje się, że w końcu wszystko zaczyna układać się po jej myśli. Ma u swojego boku wspaniałego chłopaka, spełnia się jako popularna youtuberka i wygląda na to, że wreszcie odnalazła szczęście, na które tak długo czekała. Jak to jednak bywa w „True Beauty”, ta sielanka nie trwa zbyt długo. Stare demony przeszłości ponownie dają o sobie znać, a życie Jugyeong i Suho niespodziewanie staje się sprawą publiczną. I choć można odnieść wrażenie, że bohaterowie mają już za sobą najtrudniejsze momenty, los szybko udowadnia im, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.

W 14. tomie wracamy do wątku prześladowania w szkole i tego, jak ogromne piętno lata szykan odcisnęły na Jugyeong. Choć dziś jest już dorosłą kobietą, spełnia się zawodowo i z boku wygląda na osobę, która świetnie radzi sobie w życiu, wystarczy jedno spotkanie z dawną prześladowczynią, by wszystkie emocje wróciły ze zdwojoną siłą. I właśnie to bardzo mi się podobało. Autorka nie udaje, że takie doświadczenia magicznie znikają z wiekiem. To rany, które można zaleczyć, ale blizny zostają z człowiekiem na zawsze i w dużej mierze kształtują jego osobowość. Tak właśnie jest z Jugyeong.

fot. Serialomaniak/Jaguar

Muszę przyznać, że ten wątek został naprawdę dobrze wpleciony w fabułę i mocno mnie zaangażował. Pozwolił pokazać Jugyeong z nieco innej strony, już nie jako dziewczynę uciekającą przed problemami, ale kobietę, która mimo strachu jest gotowa zawalczyć o siebie i swoją przyszłość. Przeszła długą drogę i widać, jak bardzo dojrzała. Równolegle śledzimy także wątek Suho i jego pochodzenia. Na jaw wychodzi tożsamość jego ojca, przez co zarówno on, jak i Selena, z dnia na dzień stają się osobami publicznymi. Ich rodzina wcale nie jest tym zachwycona, zamiast rozgłosu woleliby zachować prywatność i samodzielnie decydować o tym, jak wygląda ich życie. No i tutaj dochodzimy do momentu, w którym pewnie nikogo nie zaskoczę. Wiecie już, że nigdy nie byłam wielką fanką Suho i nadal uważam, że jest bohaterem, który momentami ciągnie się przez tę historię trochę jak… zły zapach, którego nijak nie można się pozbyć. 😅 Wątek związany z jego rodziną nie porwał mnie szczególnie, a relacja Suho i Jugyeong wciąż pozostaje dla mnie po prostu… nudna. Nie czuję między nimi tej chemii, przez którą kibicowałabym im z wypiekami na twarzy. Są razem i… właściwie tyle.

Czternasty tom płynnie przechodzi w wydarzenia z tomu 15, w którym poznajemy nową postać – Seungho. Jego historia w pewnym stopniu okazuje się bliska doświadczeniom Jugyeong, dlatego relacja tej dwójki od samego początku wzbudziła moje zainteresowanie. To jeden z najciekawszych nowych elementów wprowadzonych w tej części i jestem naprawdę ciekawa, dokąd zaprowadzi ich ta znajomość. Mam nadzieję, że autorka dobrze wykorzysta potencjał tej relacji, bo już teraz zapowiada się ona bardzo obiecująco.

fot. Serialomaniak/Jaguar

Najbardziej poruszył mnie jednak rozdział, w którym Jugyeong pomaga mamie jednej ze swoich fanek. To niezwykle ciepły i wzruszający fragment, który naprawdę chwyta za serce. Takie momenty przypominają mi, dlaczego tak lubię „True Beauty”. Nawet jeśli seria miewa czasem lekkie przestoje i nie każdy wątek angażuje mnie w równym stopniu, to wciąż potrafi zaskoczyć emocjami i pokazać, że pod historią o makijażu, miłości i trójkątach uczuciowych kryje się opowieść o empatii, dojrzewaniu i zwykłej ludzkiej dobroci. I właśnie za takie rozdziały cenię ją najbardziej.

fot. Serialomaniak/Jaguar

Podsumowując, 14. i 15. tom „True Beauty” tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że największą siłą tej manhwy od zawsze była Jugyeong i jej rozwój. Bardzo lubię obserwować, jak z zagubionej, niepewnej siebie dziewczyny stopniowo staje się świadomą swojej wartości kobietą. Autorka pokazuje, że dojrzewanie nie polega na tym, że nagle przestajemy się bać czy popełniać błędy, ale na tym, że uczymy się z nimi żyć i mimo wszystko iść dalej. Niestety, nadal nie mogę przekonać się do głównego wątku romantycznego. Relacja Jugyeong i Suho wciąż nie wywołuje we mnie większych emocji i zamiast z zapartym tchem śledzić ich kolejne wspólne chwile, znacznie bardziej czekam na wydarzenia dziejące się wokół nich. No i, nie ukrywam, zdecydowanie za mało Seojuna! Nadal uważam, że jest jednym z najciekawszych bohaterów całej serii a każda scena z jego udziałem to dla mnie ogromna wartość dodana. Mimo tych kilku zastrzeżeń bawiłam się naprawdę dobrze. „True Beauty” wciąż potrafi rozśmieszyć, wzruszyć i przypomnieć, dlaczego od tylu tomów z przyjemnością wracam do tej historii. A skoro finał jest już coraz bliżej, pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że Seojun dostanie jeszcze swoje pięć minut. I wiecie co? Po piętnastu tomach nadal zadaję sobie dokładnie to samo pytanie… jak można było wybrać Suho zamiast Seojuna? Serio, JAK?! 😂 Tego chyba już nigdy nie zrozumiem.

Dziękuję Wydawnictwu Jaguar za przekazanie egzemplarzy recenzenckich. Wydawca nie miał wpływu na opinię i tekst.