Recenzje serialiWspółpraca

To jej wina (Opinia bezspoilerowa)

To jej wina” (org. „All Her Fault”) to zeszłoroczna grudniowa nowość stworzona przez Megan Gallagher, którą możemy legalnie obejrzeć na platformie SkyShowtime. Serial w którym występuje m.in. Sarah Snook („Succession”), Dakota Fanning („Alienist”, „The First Lady”), Sophia Lillis („I am not Okay with this”, „Sharp Objects”), Jake Lacy („Girls”, „Apples Never Fall”) czy Michael Peña („Narcos: Mexico”) jest adaptacją powieści Andrei Mary z 2021 r. W tym roku mocno ograniczyłam oglądanie nowości serialowych. Tutaj jednak już sam trailer bardzo mniej zaciekawił, a z racji tego, że thrillery i dramaty to jedne z moich ulubionych gatunków – musiałam usiąść do tego serialu. Zapraszam na krótką bezspoilerową opinię.

fot. Skyshowtime

Na spokojnym dublińskim przedmieściu życie Marissy Irvine zostaje wywrócone z dnia na dzień do góry nogami. Niczego nieświadoma kobieta przyjeżdża odebrać swojego syna Milo do swojej przyjaciółki. Drzwi otwiera jej jednak obca kobieta, która nie ma pojęcia kim jest Milo i kto podał Marissie jej adres. Od tego momentu rozpoczyna się przerażające poszukiwanie dziecka, które rzuca cień podejrzeń na wszystkich wokół i ujawnia sekrety skrywane przez mogłoby się wydawać idealną rodzinę.

Największym plusem tego serialu jest główna bohaterka. Przyznam szczerze, że do tej pory Sarah Snook była dla mnie jedynie twarzą z drugiego planu – kojarzyłam ją z „Black Mirror” czy epizodycznych ról, które nie zapadły mi głębiej w pamięć. Jednak to, co aktorka pokazała w „All Her Fault”, to prawdziwy aktorski popis! Minął dopiero miesiąc od premiery finałowego odcinka a aktorka za swój występ zgarnęła już dwie nagrody. Zapewne to nie wszystko, ponieważ jako zagubiona, zdezorientowana i przerażona matka, której porwano dziecko, jest uderzająco autentyczna. Jej gra jest tak przekonująca, że całkowicie zmieniłam do niej nastawienie. Wcześniej nie mogłam się zmobilizować, by zacząć „Sukcesję”, ale po takim pokazie talentu mam ogromną ochotę nadrobić wszystkie produkcje z jej udziałem.

fot. Skyshowtime

Nie mogę tutaj nie pochwalić Michaela Peñę, który w każdej produkcji w jakiej go oglądam daje z siebie sto procent. Z jednej strony mamy prawego śledczego w z drugiej ojca niepełnosprawnego syna, który chce dla swojego dziecka wszystkiego co najlepsze. Tego bohatera nie oszczędza życie, więc część z was może być zaskoczona jego wyborami. Ja z nimi zgadzam się w pełni i tym właśnie ujęła mnie jego postać. Zadziwił mnie jednak większy brak zachwytów w internecie nad postacią Petera, męża Marissy. Idealny mąż z dobrze płatną pracą, kochającą żoną i pięknym domem. Opiekuńczy brat, który utrzymuje uzależnioną siostrę i niepełnosprawnego brata. O każdego dba. Chodzący ideał. Jego historia jest jedną z najlepiej poprowadzonych i złożonych w tym serialu, chociaż to główna bohaterka urzekła mnie swoją grą. Co prawda części z nich się spodziewałam, ale tutaj scenarzyści miło mnie zaskoczyli. Bardzo lubię takie niejednoznaczne i złożone postacie.

Niestety nie przekonały mnie do siebie dwie bohaterki, które powinny zrobić na nas wrażenie. Mam tutaj na myśli Dakotę Fanning, która pomimo tego, że jest przyjaciółką Marissy to wydaje się być strasznie drętwą i wycofaną postacią. Nie wiem dlaczego mam takie odczucie. W końcu to serial dramatyczny i na próżno w nim szukać sielankowych dyskusji pomiędzy przyjaciółkami. Niemniej jednak czegoś mi w tej postaci brakuje. Nie przekonała mnie również postać Carrie. Mam co do niej spory dylemat bowiem z jednej strony jej historia jest niezwykle poruszająca, ale z drugiej, jej wybory i finałowa decyzja budzą we mnie mieszane uczucia. Patrząc całościowo na tą postać to nie mogło to się jednak skończyć inaczej.

fot. Skyshowtime

Pomimo tego, że serial składa się z 8 odcinków to historia wydaje się niesamowicie spójna choć splata kilka historii. Z każdym odcinkiem odkrywamy tajemnice, które od lat pracowały na nieunikniony upadek bohaterów. Wystarczy jedna decyzja, drobne kłamstwo, by w mgnieniu oka zburzyć to, co bohaterowie budowali od dawna. Nie opuszcza mnie wrażenie, że serial powiela krzywdzący stereotyp matki jako głównej winowajczyni. Nawet gdy kobieta odnosi sukcesy i zarządza milionem spraw, w obliczu tragedii społeczeństwo natychmiast wyciąga oskarżycielski palec, pytając: „A gdzie była matka gdy stała się tragedia?”. To uderzające, jak łatwo zapominamy, że dziecko ma dwoje rodziców. Początkowo sądziłam, że tytuł odnosi się do osoby stojącej za porwaniem, jednak po słowach Petera oskarżenie „to twoja wina” nabiera zupełnie innego, głębszego wymiaru.

Ostatecznie to nie jest zwykły kryminał o porwaniu, lecz wielowymiarowy dramat. Poznajemy matkę gotową na wszystko, by chronić swoje dziecko, oraz ojca, który dla dobra swojego syna staje przed moralnym wyborem. Gdybym sama nie była matką to zapewne inaczej bym patrzyła na ten serial. Niech was to jednak nie zraża, ponieważ nawet dla takiego zjadacza thrillerów jak ja nie udało mi się odgadnąć wszystkich powiązań pomiędzy rodziną Irvine a Carrie. Pomimo tego, że w niektórych momentach fabuła była mocno przewidywalna to serial od pierwszych minut tak mnie zaciekawił, że pochłaniałam odcinek za odcinkiem.

Dziękujemy SkyShowtime za dostęp do serialu. Platforma nie miała wpływu na treść tekstu.