Współpraca reklamowa

Przytulne miejsce (Opinia bezspoilerowa)

Nieczęsto trafia się książka, która z taką delikatnością opowiada o śmierci, samotności i przemijaniu, a jednocześnie pozostawia czytelnika z poczuciem ciepła i nadziei. Kiedy tylko zapoznałam się z opisem nowości od Zysk i S-ka nie mogłam przejść obojętnie koło „Przytulnego miejsca” od Petera S. Beagle. Choć muszę przyznać, że jest to ciekawa powieść na ten moment w roku, bo klimatem zdecydowanie pasuje mi do jesieni – i mam poczucie, że właśnie tą porą roku do niej powrócę, co już co nieco zdradza, bo reready nie zdarzają mi się często!

O czym jest „Przytulne miejsce”?

Głównym bohaterem jest Jonathan Rebeck – mężczyzna, który od lat mieszka… na cmentarzu. To nie kryzys czy chwilowa ucieczka od świata, lecz świadomy wybór życia wśród grobów, drzew i ciszy. Dzięki pewnej niezwykłej umiejętności potrafi rozmawiać z duchami ludzi, którzy niedawno zmarli, ale nie przeszli jeszcze na tamtą stronę. Kiedy na cmentarzu pojawiają się kolejne dwie dusze – Laura i Michael, Rebeck postanawia pomóc im się poznać. Od tego momentu historia zaczyna obracać się wokół relacji, niewypowiedzianych emocji i pytań o to, czy pewnych rzeczy można doświadczyć nawet wtedy, gdy wydaje się, że wszystko dobiegło już końca. Być może brzmi dziwacznie, ale Beagle prowadzi tę historię z ogromnym wyczuciem.

fot. Serialomaniak

Co mi się podobało a co nie?

Najbardziej zaskoczyło mnie to, jak zwyczajni w tej nietypowej historii są bohaterowie. Nie jest to wada. Rebeck mógłby zostać przedstawiony jako ekscentryk, wyrzutek, żyjący na marginesie, ale autor unika takiego uproszczenia. To człowiek, który z jednej strony uciekł od ludzi, a z drugiej wyraźnie potrzebuje ich bardziej, niż chciałby przyznać. Nie jest idealny, czasem irytuje swoją biernością, jednak właśnie dzięki temu wydaje się wiarygodny. Podobnie jest z Laurą i Michaelem. Nadal noszą w sobie obawy, rozczarowania i marzenia. Beagle przypomina, że to emocje definiują człowieka, a nie to, po której stronie życia się znajduje. Bardzo polubiłam też kruka, który regularnie odwiedza Rebecka. Mógł być jedynie „maskotką”, tymczasem wnosi do książki odrobinę humoru i sprawia, że całość nabiera lekko baśniowego charakteru. Szczerze mówiąc skojarzył mi się trochę z Salemem – kotem Sabriny. Fani tego serialu z lat 90. może się ze mną zgodzą!

W tej historii Beagle tworzy miejsce, w którym cmentarz przestaje kojarzyć się wyłącznie z żałobą. Jest spokojny, pełen zieleni, ptaków i ciszy. Momentami miałam wrażenie, że przypomina bardziej zapomniany park niż przestrzeń związaną ze śmiercią. Ten kontrast działa znakomicie. Wyczuwa się tytułową przytulność. Myślę, że ta książka idealnie nadaje się pod serialową ekranizację – Tim Burton mógłby na jej podstawie stworzyć coś pięknego. A samą książkę pewnie chętnie przeczytałaby Morticia Addams, no, Wednesday może też. Po namowach matki. Wiem, że nawiązania do seriali a mowa o książce, ale klimat tej opowieści jak dla mnie właśnie o to zahacza.

Podoba mi się również sposób, w jaki autor mówi o przemijaniu. Nie moralizuje. Pozwala bohaterom rozmawiać, popełniać błędy i stopniowo dochodzić do własnych wniosków. Dzięki temu książka nie wydaje się pretensjonalna, mimo że dotyka naprawdę poważnych tematów. Język również zasługuje na uwagę. Jest elegancki, chwilami poetycki, ale nigdy nie miałam poczucia, że autor popisuje się stylem. Wręcz przeciwnie – wiele zdań jest prostych, a ich siła tkwi w tym, co pozostaje między wierszami. Mimo to bardzo do mnie trafił.

fot. Serialomaniak

Jeśli ktoś jednak szuka lektury pełnej zwrotów akcji – to nie ta. Bohaterowie przede wszystkim rozmawiają, obserwują i zastanawiają się nad własnym losem. Mniej więcej w połowie książki sama złapałam się na tym, że fabuła schodzi niemal całkowicie na drugi plan. Nie przeszkadzało mi to, ale rozumiem czytelników, którzy mogą odnieść wrażenie, że historia stoi w miejscu. Jak już wiecie, mnie to nie przeszkadza. Lubię się zanurzyć w historię i zwyczajnie nie spieszyć. Ta książka idealnie nadaje się do jesiennego czytania pod kocem i z kubkiem herbaty pod ręką. Koniecznie późną porą! Niektóre dialogi są też bardzo literackie. Jeśli na co dzień wybiera się tytuły pisane bardziej przystępnie, wiecie, mniej kwieciście, może to też wpłynąć na tempo czytania. Chyba, że się uwielbia taki styl – wtedy popłyniecie szybko.

Czy polecam „Przytulne miejsce”?

Tak! Zwłaszcza, gdy ma się ochotę na książkę, która nigdzie się nie spieszy. Pełną jednocześnie czułości wobec swoich bohaterów i przekonania, że nawet najtrudniejsze tematy można opowiedzieć z niezwykłą łagodnością. To jedna z tych powieści, które najlepiej czytać w ciszy, po kilka rozdziałów dziennie żeby móc się wczuć i uczestniczyć w wydarzeniach. Jak wspomniałam na początku, w moim odczuciu jest idealna na jesień, ale jeśli udało mi się Was zachęcić to nie czekajcie tylko czytajcie jak najszybciej!

Dziękujemy Zysk i S-ka za egzemplarz do recenzji. Wydawca nie miał wpływu na opinię.