Recenzje serialiWspółpraca

Powrót (Opinia bezspoilerowa)

Lubicie temat życia po życiu? Ja zgłębiam go od ładnych paru lat, choć im dalej z myślami, tym bardziej mnie to przeraża… Dlatego w centrum mojej uwagi był „Powrót” skupiający się na historii Jana Starosteckiego (Bartłomiej Topa), który umiera na zawał serca, a chwilę później niespodziewanie zmartwychwstaje i postanawia wykorzystać tę niezwykłą szansę, żeby całkowicie odmienić swoje dotychczasowe życie! Brzmi ciekawie? Jedno wiem na pewno, nie zawiodłem się na nim!

Sama koncepcja fabularna jest tu nieszablonowa i naprawdę świeża: bohater umiera w pierwszej scenie i budzi się w grobie, co w polskiej produkcji serialowej wciąż jest rzadkością. Dla Canal+ tematy pośmiertne nie są rzadkością (przypominam o „Minuta Ciszy”, świetne swoją drogą), ale „Powrót” ugryzł ją od zupełnie innej strony, a przyjemności dostarczyła mi przede wszystkim różnorodność gatunkowa, z jaką potraktowano samo życie po powrocie. Jest tu bardziej poważne podejście z mieszanką metafizyki (nowe postacie w życiu Jana, przy których sam zastanawiałem się, czy istnieją naprawdę, czy są jedynie wytworem jego głowy), ale nie jest grobowo poważnie dzięki bardziej komediowemu ugryzienie tematu (jak doszukiwanie się przez otoczenie ingerencji osób trzecich w całą sytuację czy próba uzyskania odpowiedzi od Świadków Jehowy, czy to, co się stało, rzeczywiście było zmartwychwstaniem) ale ze smakiem umiarem, żeby nie przesadzić.

fot. Canal+

Serial jest udanym połączenie humoru z refleksją nad życiem. Twórcy unikają moralizowania, oswajają widza z ludzkimi ułomnościami zamiast je piętnować i cały czas trzymają się pytania „co dalej” zamiast tracić czas na magiczne tłumaczenie samego zmartwychwstania. Humor jest tu wykorzystany naprawdę ciekawie, bo nie służy tanim żartom ani psuciu powagi sytuacji (uff!). Działa raczej jak wentyl, który zmniejsza napięcie i wprowadza luz, dzięki czemu łatwiej wprowadzać treści o cięższym kalibrze np. wątek w piekarni, gdzie każdy z bohaterów ma swoją niekolorową przeszłość, a mimo lekkiej tonacji nikt nie wypada tu czarno tylko wszyscy poruszają się raczej w odcieniach szarości (co na pewnym etapie historii jest zaskakujące, jak twórcy rzucają nitką powiązań – działa jak ładunek mocnego kalibru, bądźcie gotowi na szokery fabularne!). Świetnie działa też sam brak konkretnych odpowiedzi w temacie zmartwychwstania. Podczas oglądania skłania to do własnej refleksji i pozwala twórcom z głową wyjść z dość niepewnego gruntu, na którym łatwo byłoby się wyłożyć i zepsuć ton całej produkcji. Nie ukrywam jednak, że w finałowym odcinku odrobinę zabrakło mi jaśniejszego ukierunkowania w sprawie głównego bohatera, bo bez ewentualnego drugiego sezonu to ścieżka prowadząc do… no właśnie, gdzie?

Mocną stroną serialu jest też wielowątkowość. Nie służy wyłącznie opowiadaniu losów głównego bohatera, ale i poświęceniu czasu innym postaciom próbującym na własne sposoby poradzić sobie ze stratą bliskiej osoby czy po prostu żyć swoim życiem. Wątki prowadzone są w odpowiednim tempie. Nigdzie się nie spieszą, a w odpowiednich momentach potrafią przyspieszyć, żeby nie stracić mojej uwagi. Najlepiej oglądało mi się wątki rodziny Jana, czyli Agaty i ich córki – dwie osoby, każda przeżywająca żałobę na swój sposób co totalnie współgrało z sytuacją rodziną, ich doświadczenia i charakterami (od uwolnionej żony czerpiącej z życia, ale lekko pogubione, po starumatyzowaną córkę tęskniącą za ojciem). W pewnym momencie dało mi się jednak we znaki, że twórcy chcieli ugryźć naraz zbyt wiele i zabrakło czasu oraz pomysłu, żeby doprowadzić wszystko do końca lub skróty fabularne. Przełożyło się to m.in. na brak głębszej eksploracji głównego tematu i refleksji samego Jana nad swoim stanem (raz serial całkowicie omija temat drugiej szansy, żeby po chwili do niego wrócić, a potem znowu go porzucić) czy poszukiwania córki, która nic nie robi przez jakiś czasu, aby nagle z marszu pokazać ją niczym Sherlocka Holmesa (nawiązując do skrótów fabularnych). Podczas oglądania pojawiały się naprawdę interesujące wątki jak zaangażowanie służb śledczych w sytuację Jana, które jednak znikały na jakiś czas, żeby wrócić dopiero przy dokończeniu i to w mocno przekombinowanej konwencji, zupełnie niepasującej do wcześniejszego obrotu sytuacji czy charakterów postaci.

fot. Canal+

Aktorsko serial stoi bardzo solidnie! Na pierwszy plan zdecydowanie wybija się gra Bartłomieja Topy. Najlepiej działa tu chemia jego duetu z Wojciechem Mecwaldowskim. Ich dialogi są błyskotliwie napisane, naturalne i pełne niewinnych złośliwości, dzięki czemu naprawdę czuć między nimi prawdziwą przyjaźń. Od wspólnej pomocy po zwyczajne rozmowy pod domem – w każdej z tych scen widać, że to kumple z prawdziwego zdarzenia, i dla samej tej dwójki chciało się oglądać kolejne odcinki Bardzo dobrze wypadają też postacie kobiece, w tym granych przez Magdalenę Walach, Kingę Preis i Marię Dębską. Aktorki naprawdę wczuwają się w swoje role i świetnie oddają sytuacje kobiet, które niosą na własnych barkach spory ciężar i próbują się jakoś odnaleźć w nowej rzeczywistości. Szczególnie dobrze sprawdza się to w przypadku postaci granych przez Marię Dębską i Magdalenę Walach, które pokazują wielowarstwowość swoich bohaterek, prawdziwe emocje w zderzeniu z różnymi problemami, a przy tym świetnie łapią ze sobą ekranową chemię i potrafią złapać „to coś” do wiarygodnego pokazania przemiany bohaterek.

Dziękujemy Canal+ za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.