Książki serialoweWspółpraca reklamowa

Orange – Tomy 1-3 (Opinia bezspoilerowa)

Orange autorstwa Takano Ichigo to manga, która już od pierwszych rozdziałów pokazuje, że nie zamierza być typowym szkolnym romansem. Owszem, znajdziemy tu znajome elementy gatunku – licealistów, pierwsze uczucia, grupę przyjaciół i codzienne życie nastolatków – ale bardzo szybko okazuje się, że pod tą pozornie lekką historią kryje się znacznie więcej. Nie wiem czy pora roku wpływa na Wasze wybory czytelnicze, ale w moim przypadku tak. Nadchodzące lato kojarzy mi się z nostalgią a właśnie takie wrażenie, nostalgicznej opowieści, sprawia „Orange” po opisie pierwszego tomu. Dzięki uprzejmości Waneko mogłam zapoznać się z trzema. Czy przeczucie mnie nie zmyliło? Sprawdźcie czytając ten post!

O czym jest manga „Orange”?

Historia rozpoczyna się od otrzymania przez nastoletnią Takamiyę tajemniczego listu napisanego przez nią samą z przyszłości. Dziewczyna początkowo podchodzi do jego treści sceptycznie, jednak kolejne wydarzenia sprawiają, że zaczyna traktować zawarte w nim wskazówki coraz poważniej, bo jak się okazuje – to o czym wspomina w treści faktycznie się spełnia. Może i zignorowałaby tekst, przecież przypadki się zdarzają. Problem w tym, że wspomina tam o utracie przyjaciela a zatem jej dalsze decyzje mogą – choć nie muszą – zapobiec tragedii…

Co mi się podobało?

Największym atutem „Orange” jest moim zdaniem klimat. Już od pierwszych rozdziałów nad historią unosi się właśnie poczucie nostalgii. Nawet podczas pogodniejszych scen można wyczuć delikatny smutek i świadomość utraconych możliwości. To opowieść o patrzeniu wstecz i zastanawianiu się, czy pewne rzeczy można było zrobić inaczej. Jednocześnie manga nie popada w przesadny pesymizm. Obok melancholii znajduje się tu również dużo ciepła, nadziei i wiary w znaczenie ludzkich relacji. Dzięki temu historia pozostaje poruszająca, ale nie przytłaczająca.

Zaletą nie jest sama fabuła, lecz sposób, w jaki autorka mówi o żalu, niewykorzystanych szansach i wpływie, jaki mamy na życie innych ludzi. Nie ma tu zwrotów akcji czy tajemnic czekających na rozwiązanie. Wręcz przeciwnie – historia rozwija się spokojnie, niemal nieśpiesznie. Takano pozwala czytelnikowi obserwować zwyczajne dni bohaterów, ich rozmowy, wspólne wyjścia i drobne codzienne sytuacje. Dzięki temu nawet pozornie nieistotne wydarzenia zaczynają z czasem nabierać większego znaczenia. W pierwszych dwunastu rozdziałach nie ma wielu spektakularnych momentów, ale jest za to stale obecne napięcie wynikające ze świadomości, że coś ważnego czai się tuż za rogiem. Czytelnik wie, że przyszłość niesie ze sobą pewien ciężar, choć jeszcze nie zna wszystkich szczegółów.

fot. Serialomaniak

Szczerze polubiłam też bohaterów. Główna bohaterka, Naho, początkowo sprawia wrażenie dość typowej protagonistki mangi shōjo – nieśmiałej, uprzejmej i często niezdecydowanej. Im dłużej jednak obserwujemy jej działania, tym bardziej staje się autentyczna. Jej największym problemem są własne wątpliwości i niepewność. Często wie, co powinna zrobić, ale brakuje jej odwagi, by podjąć odpowiednie kroki – co jest zrozumiałe biorąc pod uwagę, że wie jak może wyglądać przyszłość. Równie interesująco wypada Kakeru. Już od pierwszego pojawienia się wzbudza sympatię. Jest pogodny, otwarty i szybko nawiązuje relacje z nowymi znajomymi, ale jednocześnie od samego początku wyczuwa się w nim pewną melancholię. Autorka bardzo subtelnie buduje jego charakter, nie zdradzając od razu wszystkich kart. Dzięki temu każda kolejna scena z jego udziałem przyciąga uwagę. Ogromną zaletą mangi jest również grupa przyjaciół otaczających głównych bohaterów. Suwa, Takako, Azusa i Hagita nie pełnią funkcji zwykłego tła dla głównego wątku. Każde z nich ma własną osobowość i miejsce w historii. Co ważniejsze, ich relacje wydają się niezwykle naturalne. W wielu szkolnych romansach postacie drugoplanowe istnieją wyłącznie po to, by wspierać protagonistów lub generować konflikty. Tutaj grupa przyjaciół przypomina prawdziwych nastolatków, którzy po prostu lubią spędzać ze sobą czas. To właśnie dzięki nim manga zyskuje wiele ciepła i autentyczności.

Kreska Takano może nie należy do najbardziej szczegółowych czy efektownych w świecie mangi, ale doskonale współgra z charakterem opowieści. Rysunki są delikatne i lekkie, a emocje bohaterów często przekazywane są poprzez subtelne spojrzenia czy drobne zmiany mimiki. Szczególnie dobrze wypadają sceny bardziej refleksyjne, w których słowa schodzą na dalszy plan. Podobało mi się również tempo narracji. Choć jest spokojne i miejscami wręcz leniwe, pozwala naprawdę poznać bohaterów i się do nich emocjonalnie przywiązać. Autorka nie spieszy się z odkrywaniem kolejnych tajemnic ani rozwijaniem głównych relacji, ale właśnie dzięki temu ważniejsze momenty wybrzmiewają znacznie mocniej.

Co mi się nie podobało?

Czy są jakieś wady? W moim odczuciu drobne. Niektóre elementy fabuły są dość przewidywalne i stosunkowo szybko można domyślić się emocjonalnego kierunku, w którym zmierza historia. Nie odbiera to co prawda przyjemności z lektury, ale momentami brakuje większego zaskoczenia. Miałam też wrażenie idealizowania przyjaźni między bohaterami, ale z racji tego, że nie jestem grupą docelową nie przywiązywałabym wagi do tego na waszym miejscu. Poza tym „Orange” jak wspominałam nie jest historią nastawioną na akcję ani szokujące cliffhangery, więc osoby oczekujące bardziej zarysowanego romansu lub mocniej rozwiniętego wątku science fiction mogą poczuć niedosyt.

Wydanie

Manga to wydanie w miękkiej oprawie z obwolutą. Na obwolucie znajdziecie bohaterów tej historii – co ciekawe niektórych nie tylko w teraźniejszości, ale i przyszłości. Grzbiet mangi jest minimalistyczny. Zawiera tylko tytuł, imię i nazwisko autorki, numer tomu i logo wydawcy. Sceny z obwoluty są przyjemne dla oka! Każdy z tomów ma +/- 200 stron. Pod obwolutą znajdziecie postaci na białym tle. Oprócz rozdziałów określanych jako listy symbolizujące treść z którą stopniowo zapoznaje się bohaterka, znajdziecie bonusowe fragmenty i posłowie od autorki co było miłym dodatkiem!

Czy polecam mangę „Orange”?

Tak. „Orange” okazuje się przede wszystkim spokojną, emocjonalną historią o żalu, relacjach i próbie zmiany przyszłości poprzez drobne decyzje w teraźniejszości. Manga nie stawia na akcję, tylko na bohaterów i ich wewnętrzne przeżycia, co nadaje jej bardzo kameralny, melancholijny klimat. Największą siłą są wiarygodne emocje, naturalne relacje i subtelne budowanie napięcia wokół postaci Kakeru. Myślę, że trafi do gustu zarówno nastoletnich czytelników jak i takich jak ja, co liceum mają dawno za sobą. To dla tych, którzy cenią spokojne, „życiowe” opowieści, które zostają w głowie na dłużej. Nie miałam szansy zapoznać się z anime, ale po przeczytaniu tych 3 tomów jeśli tylko trafi na jakąś platformę – zdecydowanie nadrobię!

Dziękujemy Waneko za egzemplarze do recenzji. Wydawca nie miał wpływu na opinię i treść.