Książki serialoweWspółpraca reklamowa

Ojciec Brown. Księga wszystkich spraw (Opinia bezspoilerowa)

Ojciec Brown to bez wątpienia jedna z najbardziej kultowych i kluczowych postaci brytyjskiego kryminału. Jego niesłabnącą popularność świetnie pokazuje sukces serialu „Father Brown”, który doczekał się już kilkunastu sezonów a Mark Williams jako bystry, trochę niepozorny, ale piekielnie inteligentny ksiądz robi tu absolutnie świetną robotę. I mówię to jako totalna fanka tej produkcji, kupił mnie jej klimat, tempo i przede wszystkim sam bohater, który zamiast ganiać za dowodami, rozkłada ludzi na czynniki pierwsze. Tym bardziej byłam ciekawa, jak wypada jego literacki pierwowzór stworzony przez Gilberta Keitha Chestertona. Dlatego kiedy tylko zobaczyłam, że Wydawnictwo Replika planuje wydać cały zbiór opowiadań, byłam szczerze podekscytowana i trochę czułam się jak ktoś, kto w końcu wraca do „źródła”, żeby sprawdzić, od czego to wszystko się zaczęło.

I tak dostaliśmy przepiękne wydanie „Ojciec Brown. Księga wszystkich spraw” w naprawdę stylowej oprawie z klimatyczną wklejką i barwionymi brzegami, które robią robotę już od pierwszego spojrzenia. Wiecie, że mam słabość do ładnych wydań, a myślałam, że po „Iliadzie” i „Odysei” już nic mnie tak nie zachwyci… no cóż, jednak się myliłam. To wydanie Ojca Browna spokojnie dorównuje im starannością, a momentami nawet je przebija i to bez większego wysiłku. To takie porządne, „ciężkie” tomiszcze, które aż chce się wziąć do ręki i postawić na półce na widoku (albo nosić ze sobą i udawać, że czytasz klasykę na mieście 😄). Mamy więc świetną treść zapakowaną w naprawdę piękne wydanie a to zawsze cieszy podwójnie. No dobra, ale przejdźmy do tego, co w środku…

Jeśli miałabym w skrócie opisać fabułę, to… wyobraźcie sobie księdza, który zamiast skupiać się tylko na kazaniach, rozwiązuje zagadki kryminalne lepiej niż połowa detektywów. „Ojciec Brown. Księga wszystkich spraw” to zbiór opowiadań, w których tytułowy bohater trafia na najróżniejsze sprawy. Od kradzieży w „Błękitny Krzyż”, gdzie znika cenny relikwiarz i zaczyna się sprytna gra w kotka i myszkę. Przez tajemnicze zniknięcia w „Niewidzialny Człowiek”, gdzie… no cóż, ktoś znika w sposób, który kompletnie nie ma sensu 😄. Aż po całkiem poważne zbrodnie jak w „Złamana Szabla”, gdzie sprawa sięga dużo głębiej i zahacza o niewygodną prawdę z przeszłości. I choć na pierwszy rzut oka wygląda jak niepozorny, trochę roztrzepany ksiądz, to bardzo szybko okazuje się, że ma absolutnie genialny wgląd w ludzką naturę. Bo Ojciec Brown nie tyle „szuka dowodów”, co… rozumie ludzi. Wchodzi w ich sposób myślenia, rozkłada emocje na czynniki pierwsze i często dochodzi do rozwiązania tam, gdzie inni nawet nie wiedzą, od czego zacząć. Trochę jakby robił profilowanie psychologiczne, zanim to było modne. 😉 Każde opowiadanie to osobna historia, ale wszystkie łączy jedno, zamiast efektownych pościgów czy zwrotów akcji rodem z blockbusterów, dostajemy spokojniejsze, bardziej klimatyczne zagadki, w których najważniejsze jest „dlaczego”, a nie tylko „kto”. I właśnie to robi tutaj największą robotę.

Opowiadania są naprawdę krótkie, a stylem trochę przypominają Agatha Christie: szybkie, konkretne i oparte na zagadce, która z początku wydaje się nie do rozwiązania. Ale tutaj jest jedna ważna różnica. W przeciwieństwie np. do Poirota, Ojciec Brown nie tyle „układa dowody”, co świetnie czyta ludzi. Potrafi ich analizować, wyciągać wnioski z zachowań i emocji, a wszystko to robi jako kompletnie niepozorny ksiądz. I właśnie to jest jego największa siła, kwintesencja „duchownego detektywa”, który jest blisko ludzi, ich słabości i grzechów, a przez to bardzo często również ich najciemniejszych czynów.

Mimo że przeczytane przeze mnie opowiadania zostawiły naprawdę pozytywne wrażenia, jest też coś, na co muszę lekko ponarzekać. Nie ukrywam, że odczułam lekkie rozczarowanie literacką wersją Herkulesa Flambeau. Ojciec Brown w wydaniu książkowym pokazuje go bardziej jako postać „funkcyjną” w historii niż pełnoprawnego złodzieja z charakterem. Brakuje mu trochę tej epickości, charyzmy i swobody, którą ma jego serialowy odpowiednik. Przez to odczułam lekki niedosyt, bo potencjał tej postaci jest ogromny, a tutaj momentami wydaje się trochę przygaszony. Druga rzecz jest już trochę bardziej praktyczna, a więc chodzi po prostu o rozmiar książki. Z racji tego, że to pełny zbiór wszystkich opowiadań, „Ojciec Brown. Księga wszystkich spraw” to naprawdę spore tomiszcze. Książka jest obszerna i solidna, ale jednocześnie trudno nazwać ją czymś lekkim do czytania, jak to mówiła Hermiona 😉. Muszę przyznać, że nie zawsze jest to wygodne w użytkowaniu, a zabranie jej w plener raczej odpada, chyba że ktoś lubi trenować bicepsy przy czytaniu

fot. Replika / Serialomaniak

Podsumowując, „Ojciec Brown. Księga wszystkich spraw” to bardzo solidne i klimatyczne wydanie klasycznych opowiadań Gilberta Keitha Chestertona, które świetnie pokazuje, dlaczego postać Ojca Browna stała się tak ważna dla brytyjskiego kryminału. Historie są krótkie, zgrabne i przyjemne w odbiorze, co sprawia, że to idealna lektura do porannej kawy: ciepły napój, jedno czy dwa opowiadania i można spokojnie ruszać do obowiązków. To naprawdę fajny sposób na start dnia, a przy okazji spędzamy czas z sympatycznym, błyskotliwym bohaterem, który tropi zbrodnie, ale tak naprawdę najbardziej interesuje go to, co kryje się w ludzkich sercach i umysłach.

Dziękujemy Replice za egzemplarz do recenzji. Wydawca nie miał wpływu na opinię i treść.