Książki serialoweWspółpraca reklamowa

Harry Potter i Zakon Feniksa. Polska okładka z barwionymi brzegami (Opinia)

Macie na oku piątą część „Harry’ego Pottera” z polską okładką? Zdecydowanie warto ją włączyć do kolekcji, nawet jeśli do edycji podchodzicie wybiórczo, bo wykonanie jest z górnej półki.

Polska okładka wyróżnia się na tle wielu innych edycji kolorystyką i motywem, ale jest zbliżona do wydania z 2016 roku. Ciepła paleta barw idealnie nawiązuje do tytułowego Feniksa, dając tomowi jednocześnie ciepło i wyróżnienie na tle pozostałych części utrzymanych w ciemniejszej stylistyce. Samo zwizualizowanie sceny lotu na testralach ma w sobie lekką niewinność, a przede wszystkim głęboki spokój, oddający dokładnie to, co ta scena symbolizowała w książce (ciszę przed burzą, która zmieniła bardzo wiele w całym uniwersum). Ilustracja jest też dobrze rozłożona na brzegi, bez żadnych zaburzeń w przejściu między elementami. Prezentuje się to naprawdę bardzo dobrze.

fot. Serialomaniak

Środek to kolejne pole do zachwytów, z jednym wyjątkiem czyli mapki wprowadzającej, która jest dobrze zrealizowana, ale, podobnie jak w innych tomach, brakuje mi jej aktualizacji o nowe treści, choć zdaję sobie sprawę, jak trudne byłoby to zadanie (narzekam na to od „Komnaty Tajemnic”, tak wiem!). Zaskoczyło mnie za to wybranie Luny na ilustrację otwierającą i zamykającą tom, ale uważam to za dobre rozwiązanie, biorąc pod uwagę jej debiut w tej części (bardzo uroczy jest zwłaszcza motyw z jej patronusem na samym początku). Przedstawienie Luny jest zgodne z moimi oczekiwaniami, a sam wybór, żeby postawić na różnorodność zamiast powielać główną trójkę bohaterów, oceniam bardzo dobrze (w końcu to uniwersum ma do zaoferowania mnóstwo interesujących postaci). Reszta wykonania trzyma poziom: czcionka jest czytelna i przyjazna do czytania, zarówno pod względem wielkości, jak i odstępów, a artystka wykonała kawał dobrej roboty przy miniaturkach rozpoczynających rozdziały – jej ilustracje są unikalne, oddają najciekawsze momenty i mają w sobie iskrę magii, która dobrze współgra z resztą wydania.

fot. Serialomaniak

„Zakon Feniksa” jest dla mnie zresztą szczególną książką. Czytałem ją już kilka razy, za każdym razem szybciej. Pierwsze podejście zajęło mi około miesiąca! Zaskakujące jest to, ile nowych elementów można znaleźć przy każdym kolejnym czytaniu i jak inaczej odczytuje się motywy, znając już całość. Z perspektywy czasu to jedna z moich ulubionych części sagi, głównie ze względu na mocny rozwój relacji między bohaterami: dostają tu prawdziwe romanse, a przede wszystkim ciężkie doświadczenia w postaci śmierci, utraty bliskich czy narastającej rywalizacji, które mocno pchają ich do przodu w dojrzewaniu. Dotyczy to zwłaszcza Harry’ego, który wchodzi w rolę nauczyciela. zupełnie nowy dla niego grunt, i jak się okazuje, radzi sobie w niej naprawdę dobrze, choć wciąż jest to sytuacja specyficzna, biorąc pod uwagę doświadczenie samej Hermiony. To dla mnie porywający tom także ze względu na mnóstwo świeżych, bardzo ciekawych pomysłów, jak cała afera wokół skrzatów domowych czy pojawienie się nowych nauczycieli, którzy swoją obecnością wywracają wiele do góry nogami – od centaura po Umbridge, która swoją drogą jest chyba najlepiej napisanym czarnym charakterem w całej serii. Jej biurokratyczny sadyzm i pasywna agresja budzą we mnie dużo silniejsze, bardziej osobiste emocje niż sam Voldemort, i to jest coś, co naprawdę zapada w pamięć. No i Świat czarodziejów rozrasta się tu też mocno na tle wcześniejszych tomów:  dostajemy struktury Ministerstwa Magii, Szpital Świętego Munga, kwaterę główną przy Grimmauld Place 12 czy tajemniczy Departament Tajemnic. Dzięki tym zmiano, całość zyskuje dojrzalszy, mroczniejszy klimat, który został już do końca.

Dziękujemy Media Rodzina za książkę. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.