Człowiek ze stali: Tom 1 (Opinia)
Pierwszy tom „Człowiek ze stali” Byrne’a to święty gral dla fanów eSa i osób, które chcą od czegoś zacząć swoją przygodę z nim!
Materiał znany TM-Semic’owcom, bo lata 80/90, kiedy Byrne z gronem artystów odświeżyli Supermana. Zrobili to na tyle dobrze, że wersja bo dziś jest „aktulana”, wartości z tego komiksu znajdziemy w licznych adaptacjach np pewne rozwiązania/inspiracje są w „Superman” Gunna (od kamer Luthora po mieście, aż po klonowanie Supermana).
Byrne uwspółcześnił Supermana, przy zachowaniu klasyki, i dostrojeniu pod każdego czytelnika – stąd początkowo idziemy krok po kroku aż bohater wyrabia eS na klacie, sprawnie poznając jego genezę i podstawy. Część faktów Superman odkrywa z czasem, każdemu towarzyszy jakiś punkt zwrotu, dzięki czemu nawet znane treści potrafią budzić ciekawość np sposób odkrycia słabości na kryptonit. Stopniowo świat Supermana rozszerza się o nowe osobistości i te są sprawnie wprowadzane – ufabularyzowano pojawienie się każdej postaci, jak i towarzymy im jakąś mniejsza historia, dzięki której na stałe wyrywają się w lore i pamięci np mała sprawa z Cat Grant (I kilka zdań o jej karierze) wystarczyło, żeby postać na stałe się zadomowiła.
Podoba mi się się sposób przedstawiania wartości eSa i ewolucja jego kariery superbohaterskiej. Zaczyna skromnie (pomoc mieszkańcom Metropolis w codziennych sytuacjach np. dostarczenie rodzącej kobiety do szpitala). Proste, a jak dobre, żeby pokazać złote wartości Supermana, ludzkie cechy i umocnić główną powinność – bohater dla ludzi. Dopiero potem przychodzi czas na historie z rozmachem: od poznania Batmana, po wyrabianie własnej galerii złoczyńców z Luthorem i Metallo na czele, po kosmiczne konflikty z Darksaidem – odpowiednią objętość historii, coś więcej od klasycznego mordobicia, a w każdym zagrożeniu pojawia się czynnik ludzki w odpowiedniej dawce wymieszany z superbohaterskimi czynami (dzięki czemu historie są bardziej przejmujące elementami obyczajowymi np tragizm w genezie Bloodsporta czy Metallo).
Przyczepiłbym się do skróconych rozwiązań. Czasami Byrne kończył wątki nagle, bez słowa wyjaśnienia np klon Supermana znika po zderzeniu, Metallo zostaje porwany, pojawiają się zjawy. Poprzedzające strony nakierowują na wyjaśnienia, ale odczuwałem brak dymka-dwóch, które dałyby konkretną odpowiedź, żeby nie było trzeba snuć domysłów.
Rysunki? Peak lat 80/90, który uwielbiam! Do tego dochodzi porządne wydanie za tę cenę: twarda oprawa, offsetowy papier (jak na tamte czasy przystało) i dość sporo materiałów dodatkowych (kilka okładek, profili postaci i rozbudowane wypowiedzi twórców z wnikliwym spojrzeniem na proces powstawania komiksu).
Dziękuję Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.
Tekst pierwotnie opublikowano na Uniwersumdccomics.com.pl

