Książki serialoweWspółpraca reklamowa

Motomyszy z Marsa. Tom 1 (Opinia)

Niestety za dzieciaka nie miałem okazji mocniej wkręcić się w „Motomyszy z Marsa”. Moja uwaga była wtedy rozproszona przez całą masę innych bajek, na które ledwo starczało mi czasu. Tym z większą ciekawością sięgnąłem po ten komiks, żeby w końcu zrozumieć jego fenomen. I ku mojemu zaskoczeniu, to tytuł, który wiele współczesnych serii zostawia daleko w tyle!

Historia zaczyna się od potężnego uderzenia: zostajemy wrzuceni w sam środek brutalnego konfliktu na Marsie między tytułowymi myszami a plutarkiańskimi najeźdźcami. Chwilę później dochodzi do katastrofy ekologicznej, która stanowi idealny wstęp do znacznie większych wydarzeń.

fot. Lost in TIme

To, co najbardziej wyróżnia tę serię, to świetnie zarysowany, wielopoziomowy konflikt. Choć opiera się na walkach, to nie sprowadza się do bezmyślnej rąbanki. Obie strony konfliktu są myślące i działają strategicznie, przenosząc starcia na zupełnie inne płaszczyzny:

  • Zaawansowana technologia: Obie rasy bez oporów wytaczają futurystyczne działa.
  • Wojna informacyjna: Twórcy genialnie ograli motyw fałszywej propagandy w mediach.

Czuć w tym głębię realnego konfliktu, do którego bohaterowie muszą się solidnie przygotować. Throttle, Vinnie i Modo nie rzucają się na oślep w wir walki. Po zdobyciu dowodów najpierw badają sprawę i szukają strategicznych punktów zaczepienia, zanim przejdą do konkretnego działania.

Wielką siłą tego uniwersum jest żyjący, namacalny świat. Wspomniana katastrofa idealnie pokazuje więzi i przywiązanie, jakie łączą te postacie. Dowiadujemy się, jak radzą sobie w ekstremalnych sytuacjach, na czym polega ich kultura oraz jak wygląda podział ról w społeczeństwie. Te struktury są tak dobrze przemyślane, że nawet bez wcześniejszej znajomości franczyzy chce się wiedzieć o nich więcej.

fot. Lost in TIme

Jedynym minusem, który daje o sobie znać podczas lektury, jest fakt, że tom zbiera zaledwie 4 zeszyty. To trochę za mało, by głębiej przyjrzeć się Plutarkianom. Są paskudni z wyglądu, ale tych kilka akcji z ich udziałem wystarczyło, by pokazać ich jako lud niezwykle inteligentny i bezwzględny.

Sama trójka głównych bohaterów wypada rewelacyjnie. To ogarnięte, wyluzowane myszy, które potrafią wziąć odpowiedzialność na klatę i idealnie dostosować się do sytuacji. To herosi z prawdziwego zdarzenia: myślą, kombinują, a w przerwach między akcjami potrafią wrzucić na luz i po prostu dobrze się bawić. Co ważne, to też postacie z trudną przeszłością i własnymi problemami (choćby miłosnymi), dzięki czemu widzimy w nich coś więcej niż tylko wielkie uszy i ogony.

Nie czarujmy się. Taka seria musi stać też porządną, klasyczną akcją. I pod tym względem dowozi w stu procentach! Choć samych starć nie ma tu przesadnie dużo, to kiedy historia wskakuje już na najwyższy bieg, dostajemy prawdziwy pokaz sprytu bohaterów i wybuchowej zabawy z motocyklami. Podczas czytania tych scen aż chce się odpalić w tle porządny, głośny rock i całkowicie oddać temu wariactwu.

Całe piękno tego świata i soczystość potyczek idealnie oddają rysunki. Kreska jest niezwykle dokładna i pełna detali. Kadry wyglądają bardzo atrakcyjnie, a marsjańskie tereny zostały fajnie zróżnicowane, co przy pustynnej planecie było nie lada wyzwaniem. Dynamika ruchu i efekty wizualne podczas pościgów sprawiają, że akcja jest niesamowicie porywająca.

Dziękujemy Lost in Time za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.