Bitwa samurajów – Sezon 1 (Opinia bezspoilerowa)
„Bitwa samurajów” to zeszłoroczny tytuł Netflixa. Zachwyci on niejednego odbiorcę, który ceni sobie dopracowane sceny walki i brutalną akcję. Serial jest adaptacją light novel Shogo Imamury. W rolę głównego bohatera wciela się Junichi Okada, który jest również producentem jak i osobą odpowiedzialną za choreografię scen walki. Już sam zwiastun wystarczająco mnie zachęcił, ale ta informacja jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że muszę ten serial obejrzeć.
Japonia rok 1878, gdy era samurajów dobiegła końca. Shujiro Saga, niegdyś osławiony „Pogromca Ludzkości”, teraz zdesperowany ojciec i mąż, bierze udział w walce gdzie główną wygraną jest sto tysięcy jenów. Wraz z nim na śmierć i życie walczyć będzie 291 upadłych wojowników.Po zmroku w świątyni Tenryu-ji w Kioto zbierają się uczestnicy, którzy mają tylko jedno zadanie – muszą odebrać drewniane tabliczki swoim przeciwnikom i dotrzeć z nimi aż do Tokio.

Z entuzjazmem śledzę rozwój oferty azjatyckiej na Netflixie. Sama od kilku lat nadrabiam ciekawsze tytuły z tej platformy. Kiedyś dostęp do tych produkcji był mocno ograniczony. Obecnie możemy swobodnie wybierać spośród licznych tytułów anime oraz seriali z Korei i Japonii. Po światowych sukcesach „Squid Game” i „Szoguna”, nadszedł czas na nową japońską produkcję, która łączy w sobie to, co najlepsze w obu hitach. Jeśli szukacie brutalności i podstępnej intrygi rodem z koreańskiego hitu a jednocześnie tęsknicie za epickimi bitwami i dopracowaną scenografią, „Bitwa Samurajów” jest pozycją obowiązkową. Już sam zwiastun i opis fabuły sugerują wybuchową mieszankę, obok której nie da się przejść obojętnie. O ile disneyowski „Szogun” zachwycał rozmachem scenograficznym gdzie widzieliśmy Japonię przed wybuchem wojny domowej, o tyle nowa produkcja Netflixa skupia się na bolesnych następstwach tych wydarzeń. Niegdyś szanowani wojownicy i chluba kraju odeszła na zawsze. Ostała się tylko garstka uśpionych samurajów. Ich miecze straciły dawny blask i są już nic nie warte. Dodatkowo tragiczną sytuację wojowników i mieszkańców potęguje zaraza cholery. Niegdyś prężne państwo, teraz jest wykończone wojną domową i zarazą. Nie znajdziecie w tej produkcji pięknych widoków. Dobre czasy się skończyły. Realizacja scen walk w serialu to absolutny majstersztyk. Odbiorca jest rzucany na głęboką wodę już od pierwszych sekund. Krwawy wstęp i emocjonalne sceny w kolejnych minutach odcinka to dopiero początek tego co nas czeka w tym serialu. Widowiskowe „otwarcie” w świątyni, kolejne pojedynki na drodze do Tokio, niesamowita walka na festynie to pokaz umiejętności na najwyższym poziomie.

Kolejnym atutem serialu jest zamknięcie opowieści w zaledwie sześciu odcinkach, co gwarantuje krótką, lecz niezwykle zwięzłą i interesującą historię. Próżno tu szukać zbędnych scen, ponieważ akcja pędzi naprzód, z każdym epizodem odkrywając motywacje bohaterów. Dowiadujemy się, co zmusiło ich do udziału w grze i czy za maskami graczy kryją się jedynie bezduszne maszyny do zabijania. Na koniec przyjrzyjmy się bohaterom. Shujiro Saga błyskawicznie zyskuje sympatię widza, stając się filarem opowieści. Podróż do Tokio ujawnia jego prawdziwą naturę – 'Zguba Ludzi’ okazuje się uczciwym wojownikiem, wiernym własnym zasadom i moralnemu kompasowi. Właśnie kogoś takiego potrzebowaliśmy w roli protagonisty. Pierwszy odcinek serwuje nam pełen wachlarz bohaterów: od mężnych wojowników po nędzarzy gnanych chciwością. Poznajemy sadystycznego Bukotsu Kanjiyę, dla którego mord jest sensem życia, tajemniczą postać, która powoli odkrywa swoje karty, boskiego strażnika dworzan oraz dziewczynę wyraźnie niepasującą do tego brutalnego świata, oraz podstępnych sojuszników i wiele innych intrygujących drugoplanowych bohaterów.
„Bitwa Samurajów” okazał się jednym z najciekawszych ubiegłorocznych tytułów na Netflixie. Jak już wspomniałam, do jego największych atutów należą zróżnicowani bohaterowie, zwięzła, trzymająca w napięciu od pierwszych sekund historia oraz pięknie zrealizowane sceny pojedynków. Nie ma tam w sumie nic co by mi się nie podobało. Sezon jest krótki i jest tam tyle akcji, że usiadłam do niego z rana a skończyłam dzisiaj w nocy. Świetną wiadomością jest fakt, że produkcja doczeka się kontynuacji w postaci drugiego sezonu. Jak na świetny serial przystało, zakończenie zostawia nas z lekkim niedosytem i kolejnymi pytaniami. Niech Was to jednak nie zniechęci. Jeśli drugi sezon będzie poprowadzony tak jak pierwszy, to szykuje się nam jeszcze lepsze widowisko!
Dziękujemy Netflix za dostęp. Platforma nie miała wpływu na treść opinii.


