W głębinach (Opinia bezspolierowa)
Tematyka wielkich morskich potworów to coś, co muszę przyznać, bardzo lubię. I chociaż była już wielokrotnie wykorzystywana w popkulturze, uważam, że wciąż można stworzyć w tym gatunku coś naprawdę ciekawego. Tym razem na tapet trafia „W głębinach” (ang. Below) od Netflixa. Jeśli jesteście ciekawi, jak do tematu morskich bestii podszedł gigant przemysłu rozrywkowego, zapraszam do recenzji.
Akcja serialu „W głębinach” rozgrywa się w niewielkiej rybackiej miejscowości Snooks Arm na Nowej Fundlandii. Calvin Penney (Josh Hartnett) to uparty rybak, który wciąż nie może otrząsnąć się po tajemniczej śmierci ojca. Kiedy w okolicy zaczynają dziać się niepokojące rzeczy, a mieszkańcom zagraża nieznane morskie stworzenie, mężczyzna łączy siły z badaczką morską, doktor Fondą Howander (Mackenzie Davis). Wspólnie próbują odkryć, co kryje się w głębinach, zanim zagrożenie pochłonie całą społeczność.

Zacznijmy od tego, co najbardziej przeszkadzało mi w tym serialu. „W głębinach” samo nie do końca wie, na jakich nogach chce stać i czym właściwie chce być. Z jednej strony zaczynamy od lekkiego thrillera, w którym mamy tajemnicze morskie stworzenie, zagrożonych mieszkańców i kolejne ofiary. Można więc oczekiwać, że produkcja pójdzie właśnie w tym kierunku. Tymczasem w pewnym momencie koncepcja zaczyna się zmieniać, a wraz z nią klimat całej historii. Nagle robi nam się trochę jak w „Zwolnić orkę”, przez co serial zaczyna odchodzić od tego, co początkowo wydawało się jego głównym tematem. Do tego dochodzi dramat rodzinny oraz dobrze znany schemat wielkiej, bezwzględnej korporacji, która oszukuje uczciwych mieszkańców niewielkiego rybackiego miasteczka. I tak oto dostajemy mieszankę kilku różnych pomysłów, z których żaden nie zostaje wykorzystany na tyle dobrze, żeby naprawdę przykuć uwagę. Wszystko wydaje się znajome, momentami wręcz stereotypowe, a całości brakuje czegoś, co wyróżniłoby ją na tle innych produkcji o podobnej tematyce. W efekcie zamiast czegoś, co mogłoby naprawdę wciągnąć, dostajemy po prostu przeciętną historię.
Teoretycznie nie mogę zbyt wiele zarzucić głównym bohaterom tej produkcji. Da się ich lubić, każdy ma swój charakter i miejsce w fabule. Na uwagę zasługuje również sposób, w jaki przedstawiono całą rodzinę jako pewną strukturę. To całkiem ciekawy element historii, który dodaje jej nieco głębi. Nie znajdziemy tu jednak wybitnie rozbudowanych psychologicznie postaci ani szczególnie skomplikowanych, skrywanych dramatów. Bohaterowie są po prostu okej. Stanowią dobre uzupełnienie opowieści, ale trudno mówić o jakichś większych fajerwerkach w tym temacie. Aktorsko jest bardzo podobnie. Mamy tu naprawdę solidną obsadę i do występów nie można się specjalnie przyczepić. Jest Josh Hartnett, którego osobiście bardzo lubię i uważam, że przy dobrym scenariuszu potrafi pokazać naprawdę dużo. Możecie go kojarzyć między innymi z serialu „Penny Dreadful”. Na ekranie towarzyszy mu Mackenzie Davis, znana z „Halt and Catch Fire” i „Station Eleven”. Charlie Heaton, którego większość widzów kojarzy ze „Stranger Things”, wciela się w Wade’a. Ruby Stokes mogliście oglądać w „Bridgertonach”, a Rohan Campbell wystąpił między innymi w serialu „The Hardy Boys” oraz filmie „Halloween”. Finał. Sama mam do niego dużą sympatię, więc jego występ również przypadł mi do gustu. To naprawdę przyzwoita obsada, ale nawet dobrzy aktorzy nie są w stanie całkowicie nadrobić niedostatków scenariusza.

Jeśli chodzi o samą fabułę, to muszę przyznać, że „W głębinach” ogląda się całkiem przyjemnie. Serial jest dynamiczny, nie ma tu większych przestojów, a dzięki temu, że bohaterów da się lubić, łatwo im kibicować i angażować się w ich historię. Mam jednak pewien zarzut dotyczący głównej tajemnicy, czyli tego, kim i czym właściwie jest tajemniczy potwór. Moim zdaniem odpowiedzi na te pytania pojawiają się trochę za szybko, przez co produkcja traci część swojego klimatu, a poczucie zagrożenia stopniowo słabnie. Oczywiście nie pomaga też spora liczba scenariuszowych stereotypów, o których wspominałam wcześniej. Mimo wszystko nie jest to produkcja, przy której będziemy się nudzić. To po prostu jeden z tych seriali, które ogląda się przyjemnie, ale niekoniecznie zostają z nami na dłużej.
Pod względem technicznym moim zdaniem serial wcale nie wygląda źle. Może nie jestem jakoś szczególnie wymagająca w tych klimatach, ale już sam początek, w którym mocno stawia się na klimat, ciemniejsze barwy i poczucie niebezpieczeństwa czającego się pod wodą, jest bardzo fajnie zrealizowany. Później, kiedy wreszcie dostajemy okazję zobaczyć naszego milusińskiego potworka, również prezentuje się on całkiem przyzwoicie. Nie będę tutaj specjalnie narzekać. Bardzo podobają mi się też zdjęcia. Nie wnikam, ile jest w nich komputerowych efektów, a ile zasługi samego krajobrazu, ale wszystko naprawdę ładnie wygląda na ekranie. Widoki są piękne, a całość prezentuje się po prostu dobrze. To zdecydowanie jedna z zalet tej produkcji.
Podsumowując, „W głębinach” to serial, który zaczyna się naprawdę obiecująco. Początek wciąga, ma fajny klimat i potrafi zbudować poczucie zagrożenia, dzięki czemu łatwo dać się porwać tej historii. Z czasem jednak produkcja zaczyna zmieniać kierunek, a widz może odczuć lekki dysonans, kiedy opowieść o tajemniczym morskim potworze coraz bardziej ustępuje miejsca dramatowi rodzinnemu i konfliktowi z wielką korporacją. Szkoda, bo potencjał był, a przyjemna dla oka strona wizualna i bohaterowie, którym można kibicować, sprawiają, że nie ogląda się tego źle. Problem w tym, że scenariuszowi brakuje świeżości, a sama historia nie wykorzystuje w pełni swojego pomysłu. Ostatecznie dostajemy całkiem przyjemny serial na jeden raz, który potrafi zainteresować, ale raczej nie zostanie z nami na długo. To niezła propozycja na wieczór, jeśli nie oczekujecie od niej czegoś więcej niż lekkiej rozrywki.
Dziękujemy Netflix za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.
Zalety serialu „W głębinach”
Ładne zdjęcia i klimatyczne ujęcia
Dobra i ciekawa obsada
Wady serialu „W głębinach”
Serial, który nie może się zdecydować, czym chce być
Schematyczna fabuła i scenariuszowe klisze

