Książki serialoweWspółpraca reklamowa

HE-MAN I WŁADCY WSZECHŚWIATA, TOM 1: MIECZ SKAZ (Opinia)

Swoją historię z He-Manem zacząłem dopiero… w wieku 33 lat! Za sprawą tegorocznego filmu, który mi się podobał i zrobił apetyt na to uniwersum, a z gorącym daniem wstrzeliło się wydawnictwo Nagle Comics, wydając pierwszy tom przygód Adama!

Pierwszy numer „He-Man” był niezłym orzechem do zgryzienia. Początkowe dialogi miały zbyt dużą ekspozycję i bardzo nienaturalnie tłumaczyły podstawy, a do tego akcję wypchano po brzegi wszystkim, co kluczowe dla przygód He-Mana: są wszyscy jego bliscy, co ważniejsi przeciwnicy i układy polityczne. Bardzo dużo tego, ale przekłada się to na zwartą akcję pokazującą, jak w tych rejonach rozwiązuje się konflikty (podpowiadam: w jak najbardziej bezpośredni i widowiskowy sposób). Niekoniecznie trafiło to w mój gust, bo było bardzo oklepane, ale… wszystko zmieniło zakończenie!

Właśnie wtedy pojawia się wątek drugiego Miecza, który tak jak oręż He-Mana może dać użytkownikowi moc. To duża zmiana dla uniwersum, na którą zareagowali wszyscy mieszkańcy Eterni: co to oznacza, skąd się to wzięło i co może zdziałać w nieodpowiednich rękach? Intrygujące pytania jak na start serii, które rozpoczęły przygodę z prawdziwego zdarzenia: oddział z Adamem na czele udał się w górskie rejony, a całość była pisana pod hasło „kto pierwszy, ten lepszy”.

Historia to angażująca przygodówka z dobrym tempem akcji. Angażuje, bo czuć presję czasu i możliwość przetasowania sił w Eterni, a obcowanie z grupą bohaterów o skrajnie różnych charakterach i relacjach tylko to potęguje, bo co chwila prowadzi do energicznych dialogów i spięć w ekipie. Szczególnie trafiła we mnie sytuacja Adama z jego przyjaciółką, która wykorzystuje każdą okazję do krytykowania go, nie znając jego tajemnicy. Rozczuliła mnie też relacja Adama z jego tygrysem, emocjonalnie obudowana retrospekcjami pokazującymi czułe momenty i to, jaki wpływ miały na siebie te „istoty” (szczególnie trafia to w kontekście kulminacji tego wątku, COŚ MOCNEGO!).

Tom jest też bardzo rozwojowy ze względu na drugi plan akcji: Czarodziejka z fikuśnym duszkiem udaje się w przeszłość, żeby poznać tajemnice drugiego Miecza mocy. Twórcy obrali ciekawą konwencję, żeby opowiedzieć spory kawał historii w przystępnej formie, a rozwój wydarzeń okazał się zaskakujący. Czapki z głów za zabawę konwencją i kreatywne zarysowanie kontrastu magia-technologia, które postawiło dość interesujące pytania i dało grunt do rozwijania w przyszłości.

Główny wątek szedł zgodnie z oczekiwaniami do… pewnego momentu! Nie będę spoilerował mięska, ale uwierzcie na słowo, że twórcy pokazali siłę Szkieletora i to, że historie o He-Manie potrafią mieć mocne zwroty akcji (co jest rzadkością na taką skalę w komiksach superhero).

Mam za to problem z rysunkami. Z jednej strony trafiał do mnie przerysowany styl z intensywnymi kolorami, które oddawały piękno Eterni i dynamiczne sekwencje akcji. Z drugiej strony… nie byłem zadowolony z wizualizacji stron w innej konwencji, np. czasowych: były wyprane z intensywności kolorów, zanikał mocniejszy tusz, a elementy potrafiły się ze sobą zlewać, zwłaszcza przy dość przekombinowanym układzie, np. przenikaniu twarzy postaci, jakiegoś terenu i umieszczeniu większych rozmiarów oręży.

Dziękuję Nagle Comics za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.

Tekst pierwotnie opublikowany na Uniwersumdccomics.com.pl