Zapłata dla Flecisty (Opinia bezspoilerowa)
Muszę przyznać, że do tej pozycji przyciągnęła mnie ta Cthulhowa okładka z mackami. No umówmy się, takie rzeczy mają u mnie spore szanse na przyciągnięcie uwagi! 😂 Po przeczytaniu opisu upewniłam się, że to totalnie pozycja dla mnie. Lubię tego typu historie, szczególnie te inspirowane mitami i legendami danej społeczności, w których dawne wierzenia, tajemnice i coś znacznie mroczniejszego mieszają się ze sobą. „Zapłata dla Flecisty” to niesamowita i klimatyczna historia o potworze i pakcie, który ma swoje konsekwencje przez pokolenia. A długi trzeba spłacać.
Witajcie w Alligator Point w Luizjanie, niewielkiej miejscowości otoczonej przez rozległe, nieprzyjazne bagna. Wiecie, totalnie klimat „True Blood”! Stare legendy wciąż są tu żywe a jedna z nich opowiada o Fleciście, przerażającej istocie porywającej dzieci. Już wkrótce miasteczko ogarnie przerażenie, a odnalezione szczątki uświadomią mieszkańcom, że czai się tu coś naprawdę niebezpiecznego. Tylko dziewięcioletnia Renée Pontiac zdaje się dostrzegać, co tak naprawdę kryje się za tymi zbrodniami.
Sama historia powstania tej książki jest równie ciekawa. George A. Romero, legendarny twórca horrorów i reżyser „Nocy żywych trupów”, nie zdążył ukończyć rękopisu przed śmiercią. Dokończenia i dopracowania powieści podjął się Daniel Kraus, który połączył pozostawiony materiał w gotową historię.

To, od czego muszę zacząć i co jest niebywałym atutem tej powieści grozy, to klimat! A jaki to jest klimat! Luizjana, mokradła i niebezpieczeństwo, które się na nich kryje i bynajmniej nie chodzi tu o aligatory. Autorzy poświęcili naprawdę dużo uwagi temu, by Alligator Point miało swój charakter, żyło własnym życiem i było tak bardzo luizjańskie, jak to tylko możliwe. Czytelnik płynnie przenosi się na te zapomniane przez ludzi odludzia, gdzie żyją tylko najwytrwalsi. Naprawdę, człowiek od razu czuje się, jakby trafił na bagna rodem z disnejowskiego „Bernarda i Bianki”. Pamiętacie jeszcze te czasy, gdy bajki Disneya miały swój niepowtarzalny klimat i potrafiły przemycić odrobinę grozy? Tutaj mamy coś podobnego, tylko że zamiast animowanej przygody czeka nas znacznie mroczniejsza historia. Do tego dochodzi specyficzny dla tych terenów język, z ogromnymi naleciałościami francuskimi. Tłumacz Piotr Kucharski świetnie poradził sobie z oddaniem tego charakterystycznego sposobu mówienia, dzięki czemu jeszcze łatwiej zanurzyć się w świecie przedstawionym. W tak dusznym, mokrym i niezbyt przyjaznym środowisku czai się groza. Czujemy ciarki, narastające napięcie i niebezpieczeństwo, które może nadejść z najmniej spodziewanej strony. Te bagna mają w sobie coś odpychającego, a jednocześnie przyciągającego, i właśnie to sprawia, że tak łatwo dać się porwać tej historii. Świetnie się to czyta!
Fabularnie to kawał naprawdę przyzwoitej historii, w której mamy trochę grozy i trochę fantasy. Sama Renée Pontiac, jako główna bohaterka, jest postacią, którą łatwo polubić i z którą czytelnik szybko łapie nić porozumienia. Mamy tu do czynienia z tym motywem, w którym zło może rozpoznać, zrozumieć, a być może i pokonać tylko dziecko. Czy jest schematycznie? No, trochę tak, ale w zasadzie winę za to mogę zrzucić przede wszystkim na siebie. 😂 Dość często wybieram filmy, seriale czy książki o podobnej tematyce i zaczynam powoli czuć lekkie zmęczenie tymi samymi motywami. Nie traktujcie tego jednak jako zarzutu wobec fabuły „Zapłaty dla Flecisty”. To raczej kwestia mojego własnego przesytu, a nie tego, że sama historia jest źle poprowadzona.

Muszę przyznać, że po lekturze szybko sięgnęłam po opinie innych czytelników, bo byłam bardzo ciekawa, jak odebrali zakończenie tej historii. Widzę, że spotkało się ono z mieszanym odbiorem. Nie chcąc zdradzać zbyt wiele, powiem tylko, że za finał w dużej mierze odpowiada już Daniel Kraus. I powiem wam jedno: zakończenie jest trochę rodem ze „Stranger Things”! XD Nie, nie dlatego, że jest aż tak złe. 😉 Chodzi mi raczej o rozmach, bo pod koniec czuć lekką zmianę klimatu i historia idzie w nieco innym kierunku, niż można by się spodziewać. Ale wiecie co? Wciągnęłam się, nie powiem!
Podsumowując, „Zapłata dla Flecisty” to przede wszystkim klimat, klimat i jeszcze raz klimat! Do tego dochodzi świetny styl, bo Daniel Kraus wyraźnie wie, jak opowiadać historie. W końcu mówimy o zdobywcy Pulitzera! Sama historia wciąga, ma w sobie sporo grozy i tajemnicy, a Luizjana z jej bagnami, lokalnymi legendami i duszną atmosferą robi tu kawał świetnej roboty. No i co ja poradzę, kocham Luizjanę! 😂 Na osobne pochwały zasługuje również tłumaczenie Piotra Kucharskiego, świetna robota! Oddanie specyfiki języka i klimatu tego miejsca z pewnością nie było łatwym zadaniem, a tutaj wszystko świetnie współgra z opowieścią. Zysk i S-ka zadbało też o ładne wydanie, a co najważniejsze, pozostawiło oryginalną okładkę. I bardzo dobrze, bo jest MEGA! Te macki od razu przyciągają wzrok. Ostatecznie dostajemy historię, która wciąga, ma niesamowity klimat i potrafi zabrać czytelnika w naprawdę niepokojące rejony. Ja dałam się porwać i zdecydowanie nie żałuję!
Dziękujemy wydawnictwu Zysk i S-ka za egzemplarz do recenzji. Wydawca nie miał wpływu na opinię i treść.

