Współpraca reklamowa

Świat Arkadiego. Księga 1 (Opinia)

Philippe Caza to nazwisko, które w kontekście europejskiego komiksu mówi samo za siebie. Kultowy francuski twórca związany z magazynem Métal Hurlant i autor wizualnej strony animowanego „Gandahara”, więc do „Świata Arkadiego” siadałem z całkiem sporymi oczekiwaniami względem samej warstwy graficznej. I rzeczywiście, to właśnie na niej Caza buduje najmocniejszy fundament tego tomu.

Akcja rozgrywa się dziesięć tysięcy lat po tym, jak Ziemia przestała obracać się wokół własnej osi, co podzieliło ludzkość na trzy strefy: świat wiecznego Dnia, mrok absolutnej Nocy oraz Granicę czyli strefę wiecznego zmierzchu, gdzie żyje główny bohater. Sam pomysł na ten podział to świetny punkt wyjścia, bo pozwala zestawić ze sobą zupełnie odmienne rejestry: barbarzyńskie, zniszczone ziemie z jednej strony i chłodną, sterylną futurystyczną metropolię Dis z drugiej. Ten kontrast działa i to on w dużej mierze napędza ciekawość, żeby iść dalej razem z Arkadim.

fot. Lost in Time

Styl rysunkowy Cazy jest wyrazisty i naprawdę trudno pomylić go z kimkolwiek innym. Widać w nim hołdy dla takich twórców jak Kirby, Frazetta czy Moebius, a przy tym całą masę detali zarówno w tle, jak i w projektach postaci. Mam jednak jedno wyraźne „ale”: przerysowanie ciał, a zwłaszcza zbyt mocne eksponowanie narządów płciowych, momentami sprawiało wrażenie zbyt nachalnego, jakby styl chciał zaznaczyć swoją odwagę silniej, niż wymagała tego sama historia.

Arkadi jako bohater rozwija się w tempie, którego dawno nie widziałem w tego typu komiksie: niespiesznie, bez uproszczeń, w opozycji do typowego schematu bohatera-wybrańca, który od pierwszej strony wie, kim jest i dokąd zmierza. Do tego dochodzi bogata warstwa filozoficzna i mitologiczna: nawiązania do mitologii greckiej widoczne choćby w imionach takich jak Or-Fe czy He-Fa-Is oraz egzystencjalne rozważania wplecione w samą fabułę, które dają tej historii dodatkowy ciężar. To fabuła, która w teorii broni się sama, ale w praktyce potrafi się pogubić. Postaci „mówią zagadkami”, fabuła regularnie ucieka w dygresje, a bez znajomości artystycznych odniesień autora ciężko czasem zrozumieć, dokąd to wszystko zmierza. Tym bardziej że sam Arkadi nie formułuje jasno swoich celów i potrafi z rozdziału na rozdział podejmować niespójne decyzje dotyczące własnego rozwoju. To był dla mnie największy problem tego tomu, bo zamiast budować napięcie, momentami po prostu rozmywa fabułę.

fot. Lost in Time

Do tego dochodzi jeszcze nadmiar inspiracji gatunkowych. Podczas lektury aż za bardzo czuć, że to połączenie Conana, Thorgala, a nawet Terminatora, i o ile w warstwie pierwszego, barbarzyńskiego świata takie zestawienie broni się bez problemu, o tyle wątki sci-fi zupełnie zaburzają tę koncepcję. Wydają się wyrwane z historii, a dodatkowo dość bezsilne jak na poziom cywilizacji, którą mają reprezentować.

Dziękujemy Lost in Time za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.