Złudne niebo – Tomy 4-6 (Opinia bezspoilerowa)
Pamiętacie historię Maru i Kiruko poszukujących „Nieba”, potworów-ludojadów i dzieci z tajemniczego ośrodka za murami? Końcem wakacji dzięki uprzejmości wydawnictwa Waneko przeczytałam pierwsze 3 tomy „Złudnego nieba„, o których możecie poczytać tutaj. Sprawdźcie koniecznie jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Na portalu znajdziecie też moją opinię o anime – adaptacja pokrywa akurat 6 tomów mangi. Dziś podzielę się z Wami wrażeniami z trzech kolejnych tomów! Czy dalszy ciąg wypada równie dobrze? Przeczytajcie do końca żeby się przekonać!
Co mi się podobało w dalszych tomach?
We wcześniejszej opinii wspomniałam, że nawarstwiające się tajemnice, narastający niepokój i kontrast między postapokaliptyczną Japonią i sterylnym ośrodkiem są tym, co w moim odczuciu stanowi najciekawsze aspekty tej historii. Kolejne tomy tylko mnie w tym utwierdzają. Z tym, że zamiast prowadzenia nas trochę po omacku, ujawniane sekrety teraz stanowią wręcz punkt kulminacyjny, w którym opowieść nabiera tempa a postacie konfrontują się ze swoimi największymi lękami i traumami. Maru i Kiruko podążając tropem tajemniczego lekarza, trafiają do organizacji Nieśmiertelnego Zakonu, licząc na wskazówki prowadzące do „Nieba”. Zamiast tego poznają pochodzenie potworów i zgadzają się spełnić nietypową prośbę doktora Usamiego. Byłam ciekawa czy ta scena w mandze poruszy mnie równie mocno co w anime i… owszem. Skończyło się na płaczu. Tragiczna historia Usamiego pozostaje z czytelnikiem na dłużej zwłaszcza kiedy łączymy kropki i zdajemy sobie sprawę z tego kim jest.


Jednocześnie drugi wątek staje się bardziej intensywny. Z każdą kolejną stroną ujawniane są eksperymenty, manipulacje i tajemnice z przeszłości co powoli odsłania prawdziwe oblicze ośrodka. Niepokój i dezorientacja odczuwane przez Tokio przechodzą na czytelnika. Skręcamy coraz bardziej w stronę psychologicznego thrillera. Relacje między dziećmi stają się napięte, pojawia się nieufność, a bohaterowie muszą uczyć się przetrwania w systemie, który ich nie chroni, lecz kontroluje. Złudzenie bezpiecznej przystani zaczyna ulatywać gdy stają twarzą w twarz z brutalną rzeczywistością. Codzienność komplikują tajemnicze wizje i stan w jakim znajduje się bohaterka.
Na dalszym etapie, Maru i Kiruko odnajdują miejsce powiązane z symbolem ptaka znajdującym się na używanej przez nich broni, co prowadzi ich ku kolejnym wskazówkom a czytelnikom sugeruje coraz bardziej widoczne powiązania pomiędzy historiami. Ich podróż przez opustoszałą Japonię staje się coraz bardziej niebezpieczna a spotkanie wyczekiwane przez Kiruko okazuje się mieć traumatyczne konsekwencje. To szokujący i emocjonalny punkt zwrotny, który nie daje ukojenia na jakie można by liczyć a wręcz potęguje dramat postaci. Te tomy pokazują, że relacja Kiruko i Maru nabiera wyjątkowej głębi: z ostrożnej współpracy przeradza się w nieoczywistą więź, podszytą nie tylko czułością, ale i lękiem przed tym, co każde z nich nosi w sobie. Kiruko, uwięziona między własnym ciałem a cudzą tożsamością, i Maru, który nosi w sobie zarówno dziecięcą ufność, jak i brutalny potencjał powierzonej mu misji stają się dla siebie wsparciem w najbardziej emocjonalnej jak dotąd części podróży.
Kreska Ishiguro jest oszczędna, ale jednocześnie niezwykle ekspresyjna. Budynki w ruinie rysowane są z precyzją, podczas gdy twarze bohaterów często pozostają delikatne i subtelne, co wzmacnia kontrast między brutalnością świata a kruchością ludzi, którzy próbują w nim przetrwać. No i świetnie wypada tempo narracji: autor potrafi zwolnić akcję do cichych, kameralnych rozmów, by w ciągu chwili rzucić czytelnika w gęstą, dynamiczną scenę walki lub wstrząsające odkrycie. Motywy przewodnie, w tym człowieczeństwo jako nieustanne balansowanie na granicy moralności czy nieprzystawalność pragnień do świata po katastrofie są poprowadzone dojrzale i konsekwentnie.



Co mi się nie podobało?
Jako fance tej historii w obu wersjach – mangowej i anime – ciężko mi dopatrzyć się jakichś rażących wad. Wspomnę jednak o rzeczach, które mogą wpływać na odbiór. W tomach 4–6 autor świadomie stosuje fragmentaryczność i skoki perspektywy, co może dezorientować i wybijać z rytmu. Niektóre wątki poboczne pojawiają się nagle i znikają bez natychmiastowego uzasadnienia choć mając na uwadze, że stanowią krótki przystanek na drodze Maru i Kiruko jest to w pełni zrozumiałe. Zdarza się też, że pewne wątki przeciąga się w czasie przez co sprawiają wrażenie odwlekania odpowiedzi tylko po to, by utrzymać klimat tajemnicy. Dlatego jeśli ktoś oczekuje natychmiastowego wyjaśnienia, może odczuwać frustrację.
Wydanie mangi
Polskie wydanie „Złudnego nieba” ukazuje się w standardowym formacie ok. 200 stron każdy, który dobrze leży w dłoni, przez co szybko się czyta. Manga ma miękką okładkę z obwolutą, na okładce znajdziecie zarówno Maru i Kiruko jak i dzieci z ośrodka. Ich mniejsze podobizny znajdują się na grzbietach – dzięki czemu tomiki są spójne wizualnie. Nie zapomnijcie o liście bohaterów na początku co ułatwi Wam ich śledzenie na przestrzeni historii! No i między czasem rozdziałami przewijają się informacje stanowiące uzupełnienie świata przedstawionego – różnice między mundurkami w ośrodku, dane o klimacie czy ekwipunku Kiruko. Niby drobne rzeczy a stanowią ciekawe urozmaicenie.


Czy polecam dalsze tomy „Złudnego nieba”?
Jeśli chodzi o tomy 4–6 „Złudnego nieba”, z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że warto po nie sięgnąć, o ile jesteście gotowi na historię, która stopniowo odsłania swoje mroczne oblicze i wymaga od czytelnika uważności. Polecam ją zarówno fanom adaptacji anime, jak już pisałam te 6 tomów się pokrywa z przedstawioną historią. Ciekawym doświadczeniem jest poznać tą historię w obu wersjach. Jeśli zaś nie znacie „Złudnego nieba”, też warto. To nieoczywiste sci-fi postapo, które zarówno trzyma w napięciu jak i wywołuje w czytelniku różne, w tym też skrajne emocje. Moim zdaniem to ciekawa mieszanka gatunkowa mająca jeszcze wiele do zaoferowania!
Dziękujemy Waneko za egzemplarze do recenzji. Wydawca nie miał wpływu na opinię i tekst.


