Współpraca reklamowa

Therapy Game – Tom 1 (Opinia bezspoilerowa)

Czasem jedna zupełnie przypadkowa noc potrafi zmienić życie dwojga ludzi z zupełnie różnych światów. Przed Wami moje wrażenia z lektury mangi „Therapy Game” autorstwa Meguru Hinohary. Muszę zaznaczyć dwie rzeczy. Po pierwsze, jest to pozycja przeznaczona dla osób pełnoletnich ze względu na obecne w niej sceny łóżkowe. Po drugie, mam totalną obsesję na punkcie jej adaptacji z 2025 roku i powiedzieć, że widziałam ją już kilka razy, to jak nie powiedzieć nic. 😂 Dlatego w tej recenzji prawdopodobnie nie unikniemy porównań między adaptacją a jej mangowym pierwowzorem.

fot. Serialomaniak

O czym właściwie jest „Therapy Game”?

Shizuma to spokojny i poukładany student, który pewnej nocy trafia do baru i poznaje Minato, przystojnego, pewnego siebie faceta, który zdecydowanie nie jest typem człowieka, obok którego można przejść obojętnie. Po wspólnie spędzonej nocy Shizuma jednak odrzuca jego zaloty, a Minato, zamiast wzruszyć ramionami i pójść dalej, bierze to zdecydowanie zbyt osobiście. 😏 Urażony odrzuceniem zakłada się ze znajomymi, że uwiedzie Shizumę. Plan jest prosty: rozkochać go w sobie, wygrać zakład i udowodnić, że to on rozdaje karty. Tyle że Minato bardzo szybko przekonuje się, że człowiek, którego miał potraktować jak kolejne wyzwanie, zaczyna znaczyć dla niego zdecydowanie więcej, niż powinien. I jak to zwykle bywa w takich historiach, zemsta zaczyna wymykać się spod kontroli a uczucia pojawiają się dokładnie tam, gdzie absolutnie nie powinny.

Z pozoru „Therapy Game” jest lekką historią, ale pod tą warstwą kryje się naprawdę dobrze rozwinięta opowieść o głównych bohaterach. Zarówno Shizuma, jak i Minato mają swoje emocje, wrażliwość, ograniczenia i bagaż doświadczeń a ich stopniowe poznawanie siebie nawzajem oraz własnych granic wypada bardzo przekonująco. I chyba właśnie to sprawiło, że tak bardzo ich polubiłam: są od siebie kompletnie różni i jednocześnie świetnie się uzupełniają. Mam też wrażenie, że drama trochę lepiej pokazuje relacje obu bohaterów z ich braćmi, dzięki czemu łatwiej zrozumieć skąd biorą się niektóre ich zachowania i emocje. Sama droga Shizumy i Minato do siebie a także ich indywidualny rozwój, są natomiast bardzo dobrze poprowadzone zarówno w mandze, jak i w adaptacji.

fot. Serialomaniak

Jeśli chodzi o różnice między tymi wersjami, to manga zdecydowanie nie boi się scen dla dorosłych. 😉 Znajdziemy w niej sporo scen 18+, których w dramie oczywiście nie ma, co zresztą jest dość naturalne w przypadku japońskich produkcji telewizyjnych. Dzięki temu na relację Shizumy i Minato można spojrzeć z dwóch trochę różnych perspektyw. Drama mocniej stawia na emocjonalną stronę ich związku, podczas gdy manga dodaje do tego znacznie więcej napięcia seksualnego. Mimo że znałam fabułę z adaptacji praktycznie na pamięć – i naprawdę, przy liczbie moich powtórek trudno było mnie czymkolwiek zaskoczyć – mangę czytało mi się bardzo płynnie i lekko. Znajomość historii wcale nie odebrała mi przyjemności z lektury, bo tym razem mogłam skupić się na szczegółach, których w ekranizacji nie pokazano, oraz jeszcze lepiej przyjrzeć się relacji Shizumy i Minato.

fot. Serialomaniak

Kreska i styl

Kreska w „Therapy Game” jest bardzo ładna i delikatna. Szczególnie podoba mi się sposób, w jaki autorka rysuje Minato. Jest po prostu przepiękny i niesamowicie wdzięczny. I tutaj muszę wrócić do adaptacji, bo po poznaniu mangowego Minato jeszcze bardziej doceniam casting Naoyi Sakuragiego. On jest tak idealnie dobrany do tej postaci, że momentami aż jestem w szoku, jak dobrze udało się przenieść jego wygląd i charakter na ekran. Mam jednak małe „ale” dotyczące samych kadrów. Czasami dzieje się w nich po prostu za dużo: za dużo elementów, szczegółów i różnych rzeczy przyciągających wzrok. Kadry zdecydowanie nie są puste czy przesadnie „czyste”, wręcz przeciwnie momentami ten nadmiar trochę mnie rozprasza. Za to sceny dla dorosłych są naprawdę bardzo ładnie narysowane. Są zmysłowe i pełne napięcia, ale jednocześnie zachowują wdzięk i smak, dzięki czemu dobrze wpisują się w całą estetykę mangi.

Wydanie

Manga została bardzo ładnie wydana. Otrzymujemy elegancką okładkę z obwolutą, a jakość papieru również stoi na naprawdę dobrym poziomie. Całość jest estetyczna i przyjemna w odbiorze, dzięki czemu samo czytanie sprawia jeszcze więcej przyjemności. To jeden z tych komiksów, które świetnie prezentują się na półce i po prostu cieszą oko. ❤️ Przy „Therapy Game” naprawdę trudno przejść obok wydania obojętnie, szczególnie jeśli, tak jak ja, ma się słabość do tej historii i jej bohaterów.

fot. Serialomaniak

Podsumowanie

Czy „Therapy Game” mnie kupiło? Absolutnie tak. ❤️ Nawet jeśli znałam historię dzięki adaptacji niemal na pamięć, manga dała mi możliwość poznania Shizumy i Minato z trochę innej strony. Ich relacja, emocje i rozwój nadal świetnie działają, a różnice względem dramy sprawiły, że czytanie było dla mnie czymś więcej niż tylko odhaczaniem dobrze znanej historii. No i oczywiście jest Minato. 😂 Co ja poradzę, że mam do tego faceta słabość? W mandze jest równie piękny, irytujący, uroczy i absolutnie niemożliwy do niepokochania. Moje serce zdecydowanie nie miało tutaj żadnych szans. Po lekturze pierwszej części mam tylko jeden problem: nie mogę się już doczekać, aż dorwę się do kontynuacji. Tym bardziej że doskonale wiem, ile jeszcze emocji, zamieszania i Minato przede mną. A skoro adaptację widziałam już kilkanaście razy, to chyba najwyższy czas sprawdzić, ile razy będę wracać do mangi.

Dziękujemy Waneko za egzemplarz do recenzji. Wydawca nie miał wpływu na opinię.