Ransom Canyon – Sezon 2 (Opinia bezspoilerowa)
„Ransom Canyon” to zeszłoroczny serial Netflixa, który zdobył dużą popularność i trafił do TOP10 seriali tygodnia na platformie streamingowej. Rok temu we wrześniu nasz portal objął patronatem książkę od wydawnictwa Replika na podstawie której powstała serialowa adaptacja. Drugi sezon serialu od razu znalazł się w topce tygodnia na platformie Netflix. Zapraszam na krótką bezspoilerową recenzję tego sezonu.
Ten poruszający dramat osadzony jest w rozległych krajobrazach regionu Texas Hill Country. Drugi sezon rozpoczyna się sześć miesięcy po wydarzeniach z pierwszej serii. Główny bohater ranczer Staten Kirkland (Josh Duhamel) walczy o odzyskanie swojego dziedzictwa po odsunięciu go od zarządzania rodzinnym ranczem Double K, a muzyczka Quinn O’Grady (Minka Kelly) musi zdecydować, czy jej serce należy do małego miasteczka, przed którym kiedyś uciekała, czy do szybkiego życia w Nowym Jorku.

Jeśli nadal się zastanawiacie czy sięgnąć po ten serial to wyobraźcie sobie mix „Yellowstone” i „Virgin River”. Od małego byłam fanką serialu „Córki McLeoda”, później serii „Yellowstone” więc serial z Joshem Duhamelem i Mink’ą Kelly był dla mnie pozycją obowiązkową do obejrzenia dlatego bardzo się cieszę, że na 2 sezon nie musieliśmy długo czekać. Nie ukrywam, że jestem fanką serialowego Statena. Życie go nie oszczędza. Pomimo tragedii, która spotkała go na początku 1 sezonu, los znowu wystawia go na próbę. Bohater musi mierzyć się z nieprzychylną aurą Teksasu i apodyktycznym ojcem, który próbuje odzyskać kontrolę nad rodzinnym majątkiem. Do tego dochodzi (znowu) miłosny trójkąt z Quinn, która nie ułatwia mu już trudnego życia. W moim odczuciu ekranowy Staten jest bardziej dramatyczną postacią niż jego książkowy pierwowzór.
W powieściach Jodi Thomas, Quinn O’Grady jest opisywana jako skrajnie nieśmiała, wręcz zamknięta w sobie, skromna hodowczyni lawendy, którą miasteczko postrzega jako „szarą myszkę”. Wersja Netflixa całkowicie odmienia tę postać bowiem Quinn w wykonaniu Minki Kelly to pewna siebie, energiczna i elegancka pianistka oraz właścicielka lokalnego klubu. Scenarzyści zrezygnowali również z kluczowego, książkowego wątku dotyczącym tej bohaterki (specjalnie nie zdradzam co to jest, ponieważ nie chce wam psuć elementu zaskoczenia) decydując się zamiast tego na rozbudowanie jej wewnętrznych dylematów oraz relacji rodzinnych. Drugi sezon „Ransom Canyon” stawia na trudne relacje na linii dzieci – rodzice. Sytuację osobistą bohaterki komplikuje przybycie jej matki, Claire (Patricia Clarkson) Dodatkowo serce bohaterki zostaje wystawione na ciężką próbę. Będzie musiała również dokonać wyboru, gdzie jest jej miejsce na ziemi. Powiem tylko tyle, że ten sezon jej nie oszczędzał.

W 2. sezonie nie zabrakło także nowych bohaterów, którzy skutecznie odświeżają historię i wprowadzają do niej kolejne tajemnice oraz konflikty. Do obsady dołączają m.in. Claire O’Grady (Patricia Clarkson), Levi (Steve Howey), przyrodni brat Statena oraz Sidney (Heidi Grace Engerman), żona dobrze znanego widzom Yancy’ego. Pojawia się również Oliver (Ben Robson), którego obecność sporo namiesza i znacząco wpłynie na rozwój wydarzeń.
Drugi sezon „Ransom Canyon” ponownie stawia mieszkańców Texas Hill Country przed nowymi wyzwaniami i starymi dylematami. Piękne, ale jednocześnie surowe krajobrazy jeszcze mocniej podkreślają emocjonalne zmagania bohaterów, ich konflikty, wybory i walkę o to, co dla nich najważniejsze. Jeśli lubicie romantyczne dramaty osadzone w kowbojskich klimatach, pełne rodzinnych tajemnic, relacji i wielkich emocji, zdecydowanie warto dać tej produkcji szansę. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że Netflix nie każe fanom zbyt długo czekać na decyzję w sprawie kolejnego sezonu.
Dziękujemy Netflix za dostęp do serialu. Platforma nie miała wpływu na treść tekstu.

