Książki serialoweWspółpraca reklamowa

Przeznaczenie X. Grzechy Sinistera (Opinia)

Grzechy Sinistera”? Ambitny plan, który utonął w chaosie.

Sinister był dla mnie jednym z najmocniejszych punktów całej ery Krakoi. Kiedy więc usłyszałem o evencie skupionym wokół niego, moje oczekiwania wystrzeliły w kosmos. Fabuła o klonach Moiry i alternatywnych liniach czasowych tworzonych pod dyktando Essex? Brzmiało to jak przepis na komiks roku. Niestety, ostatecznie „Grzechy Sinistera” okazały się pozycją, którą dość ciężko mi polubić.

Komiks to przerost akcji nad treścią. Genialna, ambitna idea z początku szybko ustąpiła miejsca chaotycznej, multiwersowej rąbance. Zamiast misternych intryg dostaliśmy masę bohaterów, o których trudno było się troszczyć. We wszystkim zabrakło… Sinistera? Choć jego nazwisko widnieje w tytule, sam główny zainteresowany wydawał się tu niemal nieobecny. Poza wizualnymi zmianami u bohaterów zupełnie nie czuć było ręki mistrza manipulacji. Sinister stał się tłem dla własnego show.

Historia za bardzo poszła w multiwersowość. Alternatywne wersje mutantów (patrzę na ciebie, Nightcrawlerze) były momentami tak udziwnione, że aż odpychały, a wisienką na torcie jest zerowe znaczenie historii. To boli najbardziej. Po skończeniu lektury masz wrażenie, że to wszystko nie miało większego wpływu na status quo Krakoi. Gdyby wyciąć ten tom z serii, w głównym wątku nie zmieniłoby się niemal nic.

Wizualnie bywa naprawdę epicko! Sceny ze Storm emanującą swoją boską potęgą to czyste złoto. Walki drużynowe, w których mutanci nie biorą jeńców i są dla siebie wyjątkowo brutalni, również zapadają w pamięć. Szkoda tylko, że te świetne kadry musiały dźwigać tak mało angażujący scenariusz.

Dziękuję Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.

Tekst jest również dostępny na naszym drugim portalu Uniwersumdccomics.com.pl