Gry serialowe

Pokemon Champions (Opinia)

Od dłuższego czasu miałem na oku „Pokemon Champions” i w końcu wpadłem w wir rywalizacji! I nie żałuję, bo cała gra wypadła bardzo fajnie (z kilkoma zastrzeżeniami).

O czym jest „Pokemon Champions”? W dużym skrócie to po prostu wyciągnięty, pełnoprawny i odświeżony graficznie system walk PvP z klasycznych odsłon serii, doprawiony współczesnymi ewolucjami (znanymi chociażby z „Legends Z-A”). Sama rywalizacj na modelu „free to play”, całkowicie obdartą z wątków fabularnych, biegania po mapie czy przemierzania otwartego świata. Tworzymy własną drużynę, konfigurujemy ją dowolnie i… wkraczamy w rywalizacje z innymi graczami z całego świata!

Twórcy wreszcie wycięgnęli mięsko ze swoich gier i podali je jako samodzielny produkt, na którym można stracić poczucie czasu, ponieważ jest to pełnoprawna turówka. Wybór stworków jest ogromny, a możliwość łatwego przerzucania ich z Pokémon HOME oszczędza mnóstwo czasu na szlifowanie drużyny. Swoboda w doborze umiejętności i format 3vs3 sprawiają, że do każdego starcia podchodzi się indywidualnie. Rzadko kiedy walki się powtarzają, każde starcie wymaga dostosowania się pod konfigurację przeciwnika, a jeden ruch potrafi przesądzić o wszystkim, dlatego gracze potężnie kombinują na bieżąco i nawet po przegranej ma się satysfakcję, bo czuć tu ducha prawdziwej rywalizacji. Walki są szybkie, dynamiczne, wymagają strategii, losowość rzadko kiedy popłaca, ale kto zna turówki Pokemonów z głównej serii ten raczej nie będzie zaskoczony, bo to te same rozwiązania, ale odpowiednio wymieszane (mechanika + współczesna grafika czyli ładne, dopracowane z żywą kolorystyką proste modele 3D). Przy aktualnej puli Pokemonów i umiejętności są ogromne możliwości konfiguracyjne, a szukanie „ulatwie” na wszelkich boostach czy warunkach pogodowych sprawiają, że walki potrafią być bardziej złożone. Dla odskoczni można odpalić tryb 2vs2, który wynosi taktykę na jeszcze wyższy poziom, a żółtodzioby dostają rozbudowane tutoriale, które przystępnie tłumaczą zasady gry. Walki są dość krótkie, dlatego łatwo szybko odhaczyć kilka partyjek, a system nagród i promocji zachęca, żeby znaleźć chwilę czasu i dopieścić swoją drużynę z kilkoma strategiami na każdą okazję (również fajnie działają tu opisy podczas walki informujące o przewagach typów czy czytelnie podanych statystykach).

fot. Nintendo

Kolejna rewelacyjna rzecz to wreszcie przemyślany system treningu! Koniec z nudnym nabijaniem poziomów w nieskończoność. Teraz sami wybieramy podgatunki Pokémona, cechy charakteru, ataki czy konkretne statystyki. Próg finansowy za te zmiany jest niski, więc można dowolnie eksperymentować ze składem. Dokładnie takiego podejścia brakowało mi w głównych odsłonach i z samego treningu potrafiłem wiele radości wynieść. Jest to rozwiązanie, które powinno zagościć w głównej serii, bo dzięki temu fraza „trening” ma relatywne pokrycie się niż zwykłe zdobywanie poprzez klepanie.

Graficznie też jest na czym oko zawiesić – wspomniane modele stworków, postaci, otoczenia są dość proste, ale w obecnej formule staranie wykonane i całość jest estetyczne dla oka, a z animacjami… Płynne, efektowne animacje ruchów specjalnych mają w sobie moc. Dosłownie czuć siłę uderzenia! Główne areny tętnią życiem, świecą blaskiem, kolorami i sztucznym tłumem, dając poczucie walki na najwyższym, światowym szczeblu. Na plus oceniam też sam model Free-to-Play. Nie ma tu mowy o P2W. Wszystko da się zdobyć bez wydawania złociszy, waluta wpada płynnie, a sklep jest czytelny (podobnie całe menu). Rozbudowany tryb rankingowy nakręca do ciągłego doskonalenia taktyki i zdobywania punktów do Game Passa, ale…

…nagrody w rankingu i game passie to jakiś żart. Za wbicie wyższego poziomu dostałem taką pulę waluty, jaką byłem w stanie zgarnąć robiąc 2-3 szybkie zadania. Po co więc poświęcać cały sezon na mozolne wbijanie rang? Game pass oferuje właściwie to samo, rzeczy które można zdobyć na różny sposób. Grałem w niejedną sieciówkę i chyba po raz pierwszy raz widzę tak mało atrakcyjny system nagród.

Po drugie, dodatkowa kosmetyka i zawartość leżą i kwiczą. Krawiectwo dla avatara postaci jest nudne, ubogie i robione na jedno kopyto. Trudno u ustrzelenie unikalnego wyglądu. Do tego w sklepie brakuje masy klasycznych przedmiotów dla samych Pokémonów, które od lat definiowały strategie! Największe cięcia finansowe czuć w slotach na drużyny i stworki, choć to akurat przełykam (deweloperzy muszą z czegoś żyć, a nawet w podstawowej formie można się „uzbroić po zęby” do walk). Z jednej strony super, że F2P nie jest uporczywe, ale z drugiej strony nie ma za bardzo na co przeznaczać zdobywaną walutę (tym bardziej, że sloty na pokemony potrafią się szybko skończyć, a dobrze zrobione trening będzie jednorazową czynnością na dłuższy czas).

fot. Nintendo

System treningu, choć fajny, też obnaża swoje ograniczenia. Brak tradycyjnych poziomów sprawia, że po znalezieniu gotowych taktyk z sieci, starcia potrafią trwać dosłownie minutę, bo stworki zdejmują się na jedno uderzenie. Mecz sprowadza się wtedy do zasady „kto pierwszy, ten lepszy” i wtedy ciężko o jakąkolwiek satysfakcje – raczej łatwo o frustrację zabijającą chęci do dalszego grania. Brak możliwości leczenia czy ściągania statusów w trakcie pojedynku przeczy logice walk znanej od pierwszej generacji. Martwi mnie też przyszłość gry. Leci już 4. sezon, a deweloperzy milczą w kwestii nowości (Gigantamax, Terastalizacja, tematyczne areny, walki na specjalnych warunkach). Możliwości jest cała masa, ale nic póki co nie rusza, a na aktualnych warunkach szybko może się gra przejść.

Na sam koniec zostawiłem techniczną część. Choć wielu bugów nie uświadczyłem, to nagminny komunikat „Communication” potrafi doprowadzić do szewskiej pasji. Wyskakuje nawet wtedy, gdy obaj gracze mają idealne łącze, potężnie frustrując i niepotrzebnie wydłużając pojedynki. Jaka jest jego przyczyna? Nie mam zielonego pojęcia, ale występuje on od samego początku…